Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Trzy lata temu w sieci dużą furorę robił filmik nagrany w jednej ze szkół w Stanach Zjednoczonych. Zgromadzeni w sali gimnastycznej uczniowie w pewnym momencie aż podskoczyli z krzesełek. Z parkietu wyłonił się bowiem olbrzymi wieloryb, rozbryzgując wirtualną wodę po całej sali. Zresztą zobaczcie sami:

 

Niestety, technologie aż tak do przodu nie poszły. To filmik stworzony przez firmę Magic Leap, która zajmuje się rzeczywistością mieszaną (MR) i rozszerzoną (AR). Te dwie technologie niewiele różnią się od siebie. Chodzi o to, by na rzeczywistość nałożyć trójwymiarowe obiekty mogące się poruszać. Bardzo łatwo można zrozumieć jej działanie na przykładzie gry "Pokemon Go".

Magic Leap po latach okazało się niewypałem, a filmik był wyprodukowany komputerowo. Ale jest wiele innych firm i producentów sprzętu, którzy świetnie sobie radzą. „Główny potencjał edukacji opartej na rozszerzonej rzeczywistości tkwi w metodzie AR - nakładaniu informacji generowanych komputerowo na rzeczywiste obiekty oraz pracy na wirtualnych obiektach w rzeczywistym otoczeniu. Pozwala to na edukację nieomal 'namacalną', spektakularną oraz oddziałującą na wszystkie zmysły, które uczestniczą w procesie uczenia się” - pisze dr Agnieszka Dejnaka z Wyższej Szkoły Bankowej we Wrocławiu.

A jak wygląda to w praktyce?

Rzeczywistość rozszerzona i mieszana dają niemal nieograniczone możliwości. Wystarczy smartfon, tablet czy laptop oraz odpowiednie aplikacje. Po nakierowaniu kamery na obiekt w książce aplikacja rozpozna, co to jest, i automatycznie stworzy wizualizację w trójwymiarze. W ten sposób można np. obejrzeć dokładnie narządy ciała.

 

W łatwy sposób można się nauczyć np. gry na klawiszach dzięki aplikacjom pokazującym, które klawisze należy nacisnąć. W tym przypadku potrzebne już są jednak gogle do mieszanej rzeczywistości, żeby ręce nie były zajęte trzymaniem tabletu czy smartfona.

 

To dopiero początek zastosowań. - Ja zacząłem od tego, że za pomocą rozszerzonej rzeczywistości uczyłem wiedzy o kulturze. Przyklejałem na ściany w szkole specjalne kody, które uczniowie potem skanowali smartfonami i wyświetlały im się trójwymiarowe dzieła sztuki. Młodzież szybko podłapała ten pomysł - opowiada Przemysław Staroń, nauczyciel z II Liceum Ogólnokształcącego w Sopocie i wykładowca Uniwersytetu SWPS.

- Zrobienie lekcji za pomocą rzeczywistości wirtualnej czy rozszerzonej nie jest żadnym problemem. Niemal każdy ma smartfona - a jeśli nie ma, to często wystarczy jeden na kilka osób, a z kolei gogle do VR nie są przecież drogie. Mam jednak wrażenie, że nauczyciele często po prostu nie wiedzą o tym, że mogą mieć dostęp do takich narzędzi i że edukacja za ich pomocą staje się jednocześnie zabawą - dodaje.

Szczęka, która nie wypada

To zresztą tylko jeden z przykładów. Staroń jest podawany często za wzór nowoczesnego nauczyciela. Z uczniami lubi się kontaktować m.in. za pomocą Snapchata. Z kolei gdy trzeba szybko im coś wyjaśnić, a jego nie ma w szkole, organizuje transmisję live na Facebooku. Z kolei pieśnią przyszłości jest drukowanie 3D. - Tylko to wciąż jeszcze wymaga zakupu takiej drukarki, a te są dość drogie. Ale gdy jeżdżę na różne konferencje, to spotykam nauczycieli ze szkół, które mają takie drukarki. Oni robią na nich fantastyczne rzeczy! - mówi Przemysław Staroń.

3D będzie kolejnym etapem wchodzenia technologii do edukacji. To, co dziś można zobaczyć za pomocą rozszerzonej rzeczywistości, można też wydrukować w trójwymiarze. Gdy ceny drukarek spadną - a z pewnością tak się stanie w miarę ich upowszechniania - będą one naturalnym elementem w każdej szkole. Zwłaszcza że już dziś są dostępne darmowe programy - choćby Paint 3D - do tworzenia trójwymiarowych modeli, które potem można wydrukować.

- Najważniejsza jest świadomość istnienia i możliwości takich narzędzi. Nauczyciele często traktują to jako gadżety, a wszystko zależy od tego, na ile nauczyciel jest kreatywny i jakie wymyśli zastosowanie tych technologii. Ponadto nauczyciel powinien czuć się badaczem, testować te rzeczy, by wiedzieć, co się sprawdza konkretnie u niego w klasie, a co nie - tłumaczy Staroń.

Ale dodaje jednocześnie, że edukacja będzie szła w parze z technologiami, nie ma już od tego odwrotu. Dziś mieszana i wirtualna rzeczywistość, za kilka lat drukowanie w 3D, a potem? Wszystko w rękach samych nauczycieli. Przemysław Staroń zachęca do sięgania po technologie i na koniec rozmowy przytacza słowa swoich uczennic ze szkoły dla seniorów: „Jeśli ktoś mi mówi, że coś nie wypada, to ja mówię, że jedyne, co nie wypada, to sztuczna szczęka, jeśli jest dobrze założona”.

Artykuł jest częścią akcji partnerskiej Bajkink. Więcej na ten temat znajdziesz tutaj.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.