Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

CZYTAJ TAKŻE: Magazyn "Wyborcza Classic" - już najnowsze wydanie

Jak napisać o sobie? Najlepiej ograniczyć się do czystych faktów, tylko jakich? Zacząć od szkoły średniej, którą się skończyło? A dlaczego nie od podstawówki? Podstawówka chyba ważniejsza, bo nauczyłem się w niej godać. Może nie perfekcyjnie, ale zawsze. Każdy jest skądś, a ja już w podstawówce nauczyłem się, że jestem ze Śląska.

Nawet w Polsce rozpoznają we mnie Ślązaka, choć to nie do końca prawda – Kortko nie jest śląskim nazwiskiem, tylko chyba łemkowskim. Nie wiem na pewno. Dam jednak głowę, że babcia do końca życia modliła się po ukraińsku.

W moim domu po śląsku nigdy sie niy godało, co w Zabrzu, które chociaż leży w sercu czarnego Śląska, wcale nie jest takie rzadkie. Pełno tu rodzin takich jak moja – wysiadły zaraz po wojnie z repatrianckich wagonów i wrosły. Co innego na podwórku – pod klopsztangą obowiązywała wyłącznie godka. Kto nie godoł, mog sie sfifrać. Trzeba się było starać.

CZYTAJ TAKŻE: Leczenie wbrew wszystkim regułom. Lekarze opowiadają o swoich pacjentach

Na Śląsku się wychowałem i choć dla echte Ślązaków jestem zwykłym gorolem, Śląsk jest moim heimatem. Na kresy nigdy mnie nie ciągnęło. Do Warszawy też nie, choć miałem kilka okazji, żeby się przeprowadzić. Raz posłuchałem Kazimierza Kutza, który powtarza: „Żeby coś zrobić dla Śląska, trzeba z niego wyjechać”. Spędziłem więc w stolicy prawie pół roku, ale nie wytrzymałem. Kto nie jest ze Śląska, nie zrozumie tej potrzeby bycia tu (choć znam kilka osób, które się przełamały, więc to pewnie moja skaza). W ostatnim spisie powszechnym przy pytaniu o narodowość z dumą wpisałem: polska i śląska.

CZYTAJ TAKŻE: Na Barbórkę nie pójdę. Nie zaprosili mnie. Moja poparzona skóra kłuje ich w oczy

Wszystko, co umiem i kim jestem, zawdzięczam ludziom stąd. Andrzej Stefański, pierwszy szef katowickiej „Wyborczej”, 27 lat temu przyjął mnie w redakcji, pozwolił mi uczyć się dziennikarstwa i rozwijać skrzydła. Krystyna Bochenek, znana śląska dziennikarka, wymyśliła, żebym zaczął pisać o medycynie. Zawsze chwaliła moje teksty i skutecznie podnosiła moją samoocenę. Lidka Ostałowska (warszawianka, ale po wydaniu naszej wspólnej książki „Pierony” mianowana honorową Ślązaczką) była inna – wymagająca, bezlitośnie punktowała wszystkie błędy, ale robiła to z empatią i cierpliwością. Przez wiele lat uczyła mnie trudnej sztuki reportażu. I jeszcze Helena Łuczywo (jedyna spoza Śląska, ale niezwykle ważna), która nakazała, żebym nie przestawał pisać. Posłuchałem, bo jestem spolegliwy.

Na co dzień redaguję katowicką „Wyborczą”, piszę reportaże, spisuję wywiady, wydaję książki, m.in.: „Kukuczka. Opowieść o najsłynniejszym polskim himalaiście” (współautor: Marcin Pietraszewski), „Ludzie czy bogowie. 27 rozmów z najsłynniejszymi polskimi lekarzami” (współautor: Krystyna Bochenek), „Religa. Biografia najsłynniejszego polskiego kardiochirurga” (współautor: Judyta Watoła).
Jedno z podstawowych śląskich zaleceń brzmi: „Siedź cicho w kącie, sami cię znajdą”.

No i masz ci los!

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.