Ryby nie krzyczą, bo w wodzie krzyczeć trudno. Czują jednak ból i strach - mówił prof. Andrzej Elżanowski przed akcją "Wypuść karpia"
Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Tekst był opublikowany w "Gazecie Wyborczej" 24 grudnia 2002 r.

We wtorek nastąpi kulminacja akcji organizacji ekologicznych pod hasłem "Wypuścić karpia". Takie akcje od kilku lat prowadzą organizacje ekologiczne. Bielski klub Gaja walczy przede wszystkim ze sposobem, w jaki sprzedawane są żywe ryby: - Są trzymane w minimalnej ilości wody, w ścisku.Duszą się, doznają obrażeń wewnętrznych albo są zabijane "na miejscu" przez sprzedawcę, na oczach przechodniów, często dzieci. To łamanie ustawy o ochronie zwierząt - mówi prezes Gai Jacek Bożyk.

Gaja napisała do wszystkich hipermarketów w Polsce, zwracając uwagę, że sprzedaż karpi powinna odbywać się w sposób zgodny z ustawą.

- Odpowiedział tylko Tesco, deklarując, że dołoży starań, by ryby nie cierpiały - mówi Bożyk.

Akcję wypuszczania karpi organizuje także Instytut Ochrony Zwierząt: we wtorek w południe w Gdańsku (w parku Oliwskim), w Poznaniu (park na Sołaczu) i w Warszawie (Łazienki; karpia ma wypuścić m.in. aktorka Małgorzata Braunek i Barbara Labuda, minister w Kancelarii Prezydenta).

Dla "Gazety" mówi prof. Andrzej Elżanowski, Instytut Zoologii Uniwersytetu Wrocławskiego:

Panuje opinia, że ryby nie czują, bo nie krzyczą. To bzdura.

Ryby nie krzyczą, bo w wodzie krzyczeć trudno. Czują jednak ból i strach.

Dowodzili tego m.in. ichtiolodzy przed sądem najwyższym w Niemczech, kiedy rozpatrywano sprawę zakazu łowienia na żywca, czyli takiego, gdzie przynętą jest żywa ryba nabita na haczyk. W efekcie zakazano takiego sposobu łowienia. Zakazany jest również w Polsce.

Uważam, że powinno się zakazać sprzedawania żywych ryb. To naraża je na szczególne cierpienia, ponieważ duszą się z braku wody, a potem są zabijane dowolnymi metodami przez osoby, które do zabijania zupełnie nie są przygotowane. Patrzą dzieci, którym święta zaczynają się kojarzyć z zabijaniem karpia. Jeśli wypuszczać wigilijne karpie, to tylko do stawów w parkach, gdzie będą dokarmiane. To ryby z hodowli, które same nie potrafią zdobywać pożywienia.

Kupione karpie
Kupione karpie   Fot. Jakub Ociepa / Agencja Wyborcza.pl

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.

Komentarze
Zaloguj się
Chcesz dołączyć do dyskusji? Zostań naszym prenumeratorem
Ja nie lubię jeść karpia. Ryba jest niesmaczna. W domu, kiedyś, kazano mi przed wigilia co roku zabijać karpie. ?Bo ty jesteś lekarzem, jesteś do tego przyzwyczajony.....? od czasu kiedy ?jestem na swoim? w domu nie je się karpia na wigilie. Uważam to za nieludzkie. Jest tyle doskonałych ryb zamrożonych i świeżych. Tego rodzaju tradycje wychodzą mi nosem.
już oceniałe(a)ś
4
0