Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Reportaż był opublikowany w „Dużym Formacie”  12 czerwca 2003 r.

W noc referendalną z 7 na 8 czerwca 2003 r. reporterzy "Dużego Formatu" gościli na weselu w Wyborowie koło Łowicza. Syn miejscowych hodowców gęsi, inżynier po Szkole Głównej Gospodarstwa Wiejskiego żenił się z licencjonowaną księgową z Rembertowa koło Warszawy.
Nazajutrz Polska głosowała za przystąpieniem do Unii Europejskiej

Panna Młoda:

Magdalena Misiewicz, lat 27, córka elektryka i gospodyni domowej, zamieszkała z rodzicami w Rembertowie koło Warszawy, licencjonowana księgowa w ośrodku pomocy społecznej

Pan Młody:

Michał Janeczek, lat 28, syn hodowców gęsi z Wyborowa koło Łowicza, inżynier po Szkole Głównej Gospodarstwa Wiejskiego

Wesele:

trwa w noc referendalną z 7 na 8 czerwca

Przed kościołem

Przyjezdna: Wielkie wesele! Dwie setki ludzi.

Tutejszy: Eee, normalnie to mamy na czterysta. A i po sześćset bywa.

Przyjezdna: Dobre samochody.

Tutejszy: Eee, zwyczajne.

Przyjezdna: Tylko dwa "maluchy", reszta limuzyny. Policzyłam.

Tutejszy: Czymś trzeba jeździć! Wy z miasta chłopa nigdy nie zrozumiecie. O, wychodzą!

Przyjezdna: Ładna para. Jeszcze ślub biorą w tak ważnym dniu.

Tutejszy: On stąd, ona z miasta. Ksiądz ich już zawiązał.

Matka Panny Młodej (po cichu): Czy to wypada mówić, że oni się przez internet poznali?

Przyjezdna: Jasne, że wypada. To jest super. W internecie to jak w kawiarni.

Matka Panny Młodej: A gdzie ta kawiarnia, kiedy każde osobno siedziało w domu.

Przed remizą

Tutejszy (z dumą): My na naszą remizę mówimy "Ludowiec". Sami go postawiliśmy.

Matki: Witamy was chlebem i solą.

Sąsiadka (śpiewa): Pod Twą obronę Panno na niebie grono Twych dzieci...

Właściciel cateringu z Łowicza (do przyjezdnych): Ja wymienię, co dziś zjemy. Zaczynamy od rosołu.

Przyjezdny: W upał!

Sąsiadka: ...Ty nam błogosław, ratuj w potrzebie i broń od zguby, gdy zagraża cios...

Właściciel cateringu: Rosół z makaronem i ziemniaki na pierwsze, zrazy wieprzowe, schab panierowany, kotlet mielony, nadzienie z kury, koperta z piersi kurczaka z serem i szynką i do tego bigosik z młodej kapusty. O dwudziestej idą kluski śląskie, to na drugie, żeberka, schab ze śliwką faszerowany, kurczak pieczony, pieczeń z indyka zawijana, golonka pieczona. Tatarek będzie między daniami, o dziewiątej. O dziesiątej, na trzecie, barszcz czerwony, paszteciki, kiełbasa łowicka z serem i boczkiem zapiekana. Na czwarte...

Przyjezdny: O Boże!

Właściciel cateringu: Na czwarte, przed północą, będą flaczki, pieczone uda kurze, zrazy zawijane z piersi kurczaka z papryką i serem, pieczarki gotowane, gołąbki, kalafiorek. Jak państwo widzicie, cały czas na stołach stoją owoce, ciasta i dania zimne: szynka, baleron, zimne nóżki, śledzik, rybka w galarecie i pięć rodzajów sałatek warzywnych.

Przyjezdna (z podziwem): Nieprawdopodobne!

Właściciel cateringu: O północy, po oczepinach, wyjeżdża sześciopiętrowy tort z racami i będzie po piąte. Ryż z leczo, szaszłyki z piersi kurcząt, z wędzonym boczkiem i papryką. Po szóste, o piątej śniadanko: barszczyk biały z białą kiełbasą, kaszaneczka pieczona.

Przyjezdny: Dobrze jest. Tłusto, pod wódeczkę.

Właściciel cateringu: Ja się do wódki nie dotykam. Rodzina niech jej pilnuje. Goście wódkę wynoszą, potem gospodarze policzą puste butelki i będzie, że moi ludzie ukradli.

Matka Pana Młodego: Zapraszamy na salę. Synowa ją urządziła, serce z białych baloników na jednej ścianie, a podkowa i Święta Panienka nad młodymi. Ładnie, prawda?

Na sali

Zespół muzyczny Alesis (śpiewa): Gorzka wódka, nie będziemy pili. Chcemy, żeby młodzi wódkę osłodzili.

Wokalista: Sto lat po raz pierwszy. Literatki w górę!

Przyjezdny (zdziwiony): Przecież macie gęsi! Gęsi na stołach nie będzie?

Wokalista: Tańczymy!

Matka Pana Młodego: My gęsi nie jemy. Bo jak to? Robić koło nich na co dzień, poić, karmić, skubać, a potem do garnka? Jak kurę? Nie idzie. Raz tylko, jak jedna połamała nogę, zrobiłam z niej rosół, a dzieci oszukałam, że cielęcina. Od trzydziestu lat gęsi dają nam utrzymanie. Kiedyś wystarczyła setka na swobodne życie, teraz i z tysiąca ciężko. Kiedyś było łatwiej, człowiek mniej pieniędzy wydawał. Telefonów nie miał, komórek. Kiedyś gęsi człowiek skubał sam, dziś wołamy firmę. Przyjeżdża ekipa...

Siostra Pana Młodego: Męska zwykle.

Matka Pana Młodego: I skubie ekspresowo.

Przyjezdny: Na żywca?

Matka Pana Młodego: A jak? Cztery razy w sezonie. Czterysta naszych gęsi znosi jaja od lutego do maja, każda po pięćdziesiąt na rok. Potem leniuchują aż do następnego lutego. Za zapłodnione jajo płacą w skupie ponad trzy złote. Każde jajo trzeba dokładnie umyć i zdezynfekować. Tak nakazują przepisy. Wcale nie unijne, tylko nasze, polskie.

Zespół muzyczny Alesis (śpiewa): Jak młody nie może, jak młody nie może, to mu stary dopomoże.

Siostra Pana Młodego: Mamy i takie gęsi, które nie zdążą znieść ani jednego jaja w życiu. Aż półtora tysiąca gęsi co roku sprzedajemy do ubojni.

Głosy z końca sali: ...jak nie wejdziemy do Unii, to będziemy panami. Panowie, zdrowie!

Matka Pana Młodego: Sto dwanaście dni powinna mieć gęś w dniu swojej śmierci. Nie wiadomo, kto to ustalił. Tuszki, tak się nazywa całe ptasie ciało, lubią najbardziej Niemcy. Ale nie każda gęś zabita po stu dwunastu dniach nadaje się za Odrę. Jeśli urosła za mała, poniżej 4,80 kilo, albo za duża, powyżej 6,80, to skup płaci za nią dwa razy mniej, zostaje w kraju i idzie na polski pasztet. I nioski kończą w polskim pasztecie, ale jako dojrzałe czterolatki.

Ojciec Pana Młodego: Gęsiami nasz Michał wcale się nie interesował.

Matka Pana Młodego: Nawet ciągnik go nie przyciągał. Do obory nie lubił chodzić ani w pole. Tylko ryby by łowił albo grał w ping-ponga.

Ojciec Pana Młodego (z dumą): Był mistrzem województwa skierniewickiego w tenisie stołowym.

Matka Pana Młodego: Szybko się zorientowałam, że gospodarza z niego nie będzie. Poszedł się uczyć do Łowicza, do ekonomika.

Ojciec Pana Młodego: Sam jeden w klasie, reszta dziewczyny. Bałem się, że mi zniewieścieje. I chciałem go zabrać. Ale nauczyciel mnie prosił, zostaw mi pan tego rodzynka, zdolny.

Matka Pana Młodego: Stamtąd prosto na studia do Warszawy. Kupiliśmy mu porządny komputer, to nie było głupie. Michał na studiach tym komputerem dorabiał. Ambitny, pieniędzy od nas nie brał.

Ojciec Pana Młodego: I dobrze, bo człowiek bez ambicji jest niewiele wart.

Matka Pana Młodego: No i przez ten komputer poznał narzeczoną. Dobrze, że oszczędzaliśmy na to wesele, od kiedy dzieci skończyły podstawówkę. Wesele jest u nas, bo z naszej strony więcej gości. Rodzina, sąsiedzi, ale nie wszyscy.

Siostra Pana Młodego: W dzisiejszych czasach niezaproszeni wcale się nie gniewają.

Matka Pana Młodego: Bo trzeba prezent kupić, sukienkę, a pieniędzy nie ma. Choć my tu, w Wyborowie, wcale najbiedniejsi nie jesteśmy.

Pan Młody: W Warszawie w knajpie puściliby nas z torbami, dlatego zrobiliśmy na Wyborowie. Pan Zygmunt, który ma firmę cateringową, liczy po siedemdziesiąt złotych od osoby, do tego pół litra na głowę, czyli razem sto. U nas w kopertach mniej jak dwóch stówek od pary nie dają, więc wyjdziemy na zero. A chrzestni przecież dają dużo więcej, więc będziemy do przodu.

Przy rosole

Zespół muzyczny Alesis (śpiewa): U nas moda taka, u nas moda taka, by całować na stojaka.

Księgowa z Warszawy: Taki obrus to się nic nie poplami.

Kelnerka (nalewa): Stół się robi tak: deski sosnowe na kozłach, długie na cztery metry. Na to papier biały kładziemy cięty z rolki. Żeby się obrus nie zadzierał. Na to obrusy, koronkowe. Robota maszynowa. Własność wspólna wsi, na wyposażeniu Ludowca. Na wierzch folia przejrzysta, praktyczna, ścierasz i stół gotowy na poprawiny.

Księgowa z Warszawy: Ten wasz Wyborów akurat dzisiaj dobrze się nazywa.

Gospodarz z wąsem Witosa: Bo do trzydziestego roku myśmy się nazywali Duplice Wielkie.

Księgowa z Warszawy: Ładnie. To od duplikatu?

Gospodarz z wąsem Witosa: No, co pani? Ta nazwa chluby nie przynosi. Wieś obok nazywała się Duplice Duże, a następna Zmarszczki. W Łowiczu się nabijali: mała dupa, duża dupa, a w środku zmarszczka. Nasz sołtys Świdrowski Tomasz jeździł na zjazdy sołtysów i żyć mu nie dali. Poborowi w wojsku też nielekko mieli. Na każdego dupek mówili. Chłopy się zebrały i po tygodniu już prawie zgodzili się na Granatów. I nagle ktoś zapytał: dlaczego akurat Granatów? Nikt nie wiedział i znowu się pokłócili. Wtedy nauczyciel, Krul Antoni, powiedział: jak nie możecie nazwy wybrać, to niech będzie Wyborów. W Złakowie Kościelnym, gdzie Magda i Michał brali ślub, ksiądz z kazalnicy ogłosił Wyborów i tak już zostało.

Rolnik z sąsiedniej wsi: Niewiele brakowało, a pogrzeb byśmy mieli. Ten, co się w środę powiesił, żyje.

Księgowa z Warszawy: Jak to? Żyje?

Rolnik z sąsiedniej wsi: Jest w szpitalu. Nie pamięta, że się wieszał. Pił z kolegami w Łowiczu, a jak wrócił, w stajni na kranie się obwiesił. Rodzina mu teraz mówi, że "maluchem" do rowu wjechał.

Gospodarz z wąsem Witosa: Jak założysz pętlę na szyję, to podobnież od razu diabeł się pokazuje, dźga widłami w oczy, żebyś tylko głowę do tyłu cofał i pętlę sobie zaciągnął.

Rolnik z sąsiedniej wsi: A ziemia spod nóg ucieka.

Gospodarz z wąsem Witosa: Raz chłopy sobie popiły i chciały spróbować, jak to jest. "Ty, Franek, się obwieś, a my cię zaraz odetniemy, potem opowiesz". Jak tylko Franek pętlę założył, to pod nogami wielki dół zobaczył, a tamtym kolegom zając pod nogi skoczył, na pokuszenie.

Sąsiadka (dmucha w łyżkę): Co, co? Jaki zając?

Gospodarz z wąsem Witosa: Znaczy odepchnęło ich od nieszczęśnika. Bies ich chciał odciągnąć. I by go tak na powrozie zostawili, ale szczęściem jeden oprzytomniał. Przestał zające ganiać i chłopinę odciął. A teraz diabeł ludzi Unią mami.

Rolnik z aparatem korekcyjnym na zębach: Ja jestem na NIE!

Księgowa z Warszawy: A wygląda pan na TAK.

Na schodach

Ojciec Pana Młodego: Ja to jestem mały człowiek i...

Sąsiad ojca: Tu u nas, niedaleko, w Jackowie, mieszka facet, który pije jak cholera, ale znalazł w Staroksięgu...

Ojciec Pana Młodego: O, to jakiś uczony. Humanista!

Sąsiad ojca: ...znalazł tam zdanie, że jak władza odchodzi, to trzeba ją pozbawić wszystkiego. Łącznie z życiem!

Ojciec Pana Młodego: Dobrze powiedziane. Tych pierwszych życia pozbawiać, żeby następni już wiedzieli, co ich czeka. Sąsiad ojca: Żeby się pilnowali.

Ojciec Pana Młodego: Ja to jestem mały człowiek i może nie mam pełnego rozeznania. Mówią, że za Gierka były długi, ale jak on wyszedł przed sztandary, jak stanął, jak wyprostował się... No, ten to umiał się zachować.

Sąsiad ojca: Dał rolnikom renty, pół wsi z nich żyje do dzisiaj.

Gospodarz z wąsem Witosa: Zastał Polskę drewnianą, a zostawił murowaną.

Przyjezdny: Z pustaków.

Gospodarz z wąsem Witosa: U nas, w Wyborowie? Nie, my załatwiliśmy cegłę.

Kobieta w kwiecistej garsonce (do męża): Chodź do domu. Ukraińca trzeba przypilnować.

Sąsiad ojca: A co? Krów sam nie wydoi?

Kobieta w kwiecistej garsonce: Miałam trzech, dwóch wyrzuciłam, brudzili w łazience. No, chodź już.

Krzyk męski z korytarza: Zarzygałeś mnie! Zarzygałeś!

Przyjezdny: Kto pana zarzygał?!

Głos męski z korytarza: Nie, nie. To Kuba Wojewódzki tak mówił w "Idolu" do tych biednych ludzi, których pościągał do telewizji. Jak źle śpiewali, to ich poniżał: "Zarzygałeś mnie swoim talentem..." - mówił. No, jak można takie chamstwo w telewizji emitować?! Z takim chamstwem do Europy wstyd!

Subtelny blondyn: A pani się wybiera?

Młoda kobieta: Ja? Oczywiście, że TAK. Chociaż na przystanku w Warszawie straszyli mnie ulotką "Unia Europejska - raj dla zboczeńców".

Sąsiad ojca: Piłsudskiego nam trzeba. Za mordy by nas wziął.

Młoda kobieta: I do Unii doprowadził.

Subtelny blondyn: Mnie nie. Na referendum? A po co? Czy pójdę, czy nie pójdę, i tak tych samych przy korycie będę oglądał. Wszystko jest ukartowane.

Przyjezdny: Jakim korycie? W Brukseli?

Subtelny blondyn: W Warszawie czy w Brukseli, bez różnicy. Biedny będzie biednym, a bogaty nie da się wykołować.

Przyjezdny: To lepiej nie kołować.

Subtelny blondyn: A co? Konkurować? Nas nie stać, by konkurować z Zachodem. Musielibyśmy się, kurczę, bardzo sprężać.

Głos z półpiętra: Ta Unia to jakiś koszmarny sen.

Przy żeberkach

Sala (śpiewa): Nie będziemy jeść, nie będziemy pić, nie będziemy tańcować, aż nasz pan młody, aż nasz pan młody nie zacznie żony całować.

Szwagierka Ania: Nie całuje? Z nieśmiałości. Wygląda na nieśmiałego.

Głosy z końca sali (znów): ...jak nie wejdziemy do Unii, będziemy panami. Panowie zdrowie!

Sala (śpiewa głośniej): Ona temu winna, ona temu winna, pocałować go powinna.

Szwagierka Ania: Uparła się. Będzie rządzić, już nim dyryguje.

Matka Panny Młodej: Jak ty sobie ten welon przyczepiłaś? Jeden pocałunek i spada! Wsuwki zupełnie do niczego! Zaraz będzie po fryzurze! Słuchaj, Magda, ty się lepiej nie przyznawaj, że go w internecie poznałaś, bo nas wyśmieją.

Panna Młoda: A gdzie miałam go spotkać? U mnie w księgowości? Tam tylko dziewczyny pracują. Na studiach też chłopaków niewielu! W mojej grupie będzie pięciu. Każdy zajęty.

Ojciec Panny Młodej: My się z mamą poznaliśmy na dworcu. Powiedziałem: Jakie ma pani ładne kolana. Mama spóźniła się na pociąg i ja się spóźniłem. I ona miała taką mini. Usiadłem naprzeciwko niej w wagonie, bardzo piękna była. Pomyślałem, że przy takim mężczyźnie jak ja będzie jeszcze lepiej wyglądała.

Matka Panny Młodej: Józek, daj spokój! Ale córuś, jak to wygląda z tym internetem? Jakbyś normalnie już niczego nie potrafiła poderwać, jakbyś do biura matrymonialnego poszła.

Panna Młoda: Normalnie? Na dyskotece wybierasz między wyglancowanym gogusiem a gejem. Żaden nie odwiezie cię po randce do domu.

Matka Panny Młodej: Można się poznać na Dworcu Śródmieście, jak my z ojcem.

Ojciec Panny Młodej: No i ona w tym pociągu położyła torebeczkę na kolanach i tak podsuwa sobie spódniczkę, żeby kolanka lepiej było widać.

Panna Młoda: Michałowi takie kolana musiałabym na zdjęciu komputerem wysłać. Sama widzisz, mieszkamy z wami pół roku, a on spod monitora nie odchodzi. Nie wyśpi się normalnie, nie zje, tylko wpycha w całości kanapki do buzi jak gęś wyścigowa. Rano nieprzytomny szuka koszuli i przewraca pokój do góry nogami. Przychodzę z pracy - szafki otwarte, na środku kłębowisko szmat, jak po trzęsieniu ziemi. Ja nawet nie wiem dokładnie, co on robi, bo czasu brakuje, żeby sobie szczerze porozmawiać. Wyjechaliśmy na dwa dni do Zakopanego, pamiętasz, gdy mi się oświadczył, nawet wtedy czytał "Poradnik majstra budowlanego".

Pan Młody: Siedziałem przy komputerze nad projektem stalowej konstrukcji. Znudziło mnie, to sobie otworzyłem okienko z czatem i ona tam była. Podpisywała się Miśka. Ja potrafię robić projekt i jednocześnie rozmawiać. Wymieniliśmy się telefonami, bo przez internet to jest rozmowa o niczym, nie można się w ten sposób rozkochać.

Przyjezdna: A potem?

Pan Młody: Po dwóch rozmowach w sieci umówiliśmy się na piwo pod parasolami na Marszałkowskiej. To było 31 sierpnia zeszłego roku.

Przyjezdna (zachwycona): Jak patriotycznie! Rocznica Porozumień Sierpniowych.

Pan Młody: A oświadczyłem się 11 listopada. Ale to przypadek.

Przyjezdna: A rodzice Magdy od razu pozwolili ci się do niej wprowadzić?

Pan Młody: Sami zaproponowali. Wynajmowałem mieszkanie, a to okropna kupa pieniędzy, więc lepiej je zaoszczędzić.

Przyjezdna: W jednym pokoju mieszkacie?

Pan Młody: No.

Przyjezdna: I w jednym łóżku?

Pan Młody: Tam by dwa nie weszły.

Przy flakach

Rolnik, 10 ha: Ja jestem z małym areałem, ale pani z Warszawy ze mną się chyba napije.

Przyjezdna: Po wódce cała się trzęsę.

Rolnik, 10 ha: Jak to? Na weselu bawić się bez wódki?

Przyjezdna: W innych krajach się bawią.

Rolnik, 10 ha: A pani co tą Unią głowę nam bez przerwy zawraca?

Stryj Pana Młodego: Unia co nam obiecuje? Drogi? Oczyszczalnie? Wodociągi? Nam wodociąg niepotrzebny, mamy!

Przyjezdna: A co? Związek z Białorusią byłby lepszy?

Rolnik, 10 ha: Pani głupoty gada. Pani się napije.

Przyjezdna: Od razu do Kaliningradu się przyłączmy. Ruski nam da!

Rolnik, 10 ha: A da. Ruski do mnie przyjeżdża albo Ukrainiec. Kupuje i świnie, i cebulę.

Przyjezdny: Cebulę? Swojej nie mają?

Przyjezdna (z pewnością): Czarnobylska im nie smakuje, trzeba im cebulę sprzedawać.

Stryj Pana Młodego: O! Zdrowie wypijmy.

Rolnik, 10 ha: A Unia nam zamknie granice na wschodzie i gówno im sprzedamy.

Dziadek Panny Młodej: W tym roku skończyłem dziewięćdziesiąt cztery lata, panienko.

Przyjezdna: Gratuluję.

Przyjezdny: To za pana pijemy.

Dziadek Panny Młodej: Ja pracuję od dziecka. Cieślą byłem, stolarzem. Po wojnie większość drewnianych domów w Rembertowie zbudowałem. Rok temu sam sobie zrobiłem boazerię, jesionową klepkę. Mieszkanko mam jak bombonierka.

Ciotka Panny Młodej: Dziadek jest cudowny. Nigdy nie chorował, ostatni zastrzyk miał w wojsku, w 1928 roku! Od piętnastu lat chodzi na pielgrzymkę do Częstochowy. Ostatnio, gdy z innymi pielgrzymami spał w stodole, metalowa belka spadła mu na głowę. Zszyli mu rany, ale nie dał się położyć w szpitalu. W turbanie doszedł na Jasną Górę.

Dziadek Panny Młodej: Z krzyżem na przedzie szedłem! Dla Najświętszej Panienki, na której nigdy się nie zawiodłem.

Ciotka Panny Młodej: Zawsze taki obowiązkowy. Dziś już przed szóstą pojechał na rowerze zagłosować w referendum.

Przyjezdna (z radością): Oooo! Gratuluję. Mnie już proszę nie lać.

Dziadek Panny Młodej: A, dziękuję. W dzisiejszą noc ważą się losy Polski! Jak postanowimy, tak będzie!

Przyjezdna (podniecona): Super, super pan mówi. Wejdziemy, jak tacy ludzie głosują, to na pewno będziemy w Europie.

Dziadek Panny Młodej (wstaje): Trzy razy NIE! Ja historię znam dobrze, choć skończyłem tylko cztery klasy. Wszystkich królów, rozbiory - na pamięć daty wymieniam. Resztę już sam przeżyłem. Przed wojną mieszkałem w Jabłonce, pod Łomżą. Najpierw mi Ruscy wszystko zabrali, potem Niemcy gnębili. Obcy na własnej ziemi zawsze zamieni się we wroga. Dlatego nigdy dobrowolnie nie oddam władzy Unii Europejskiej. Bo kto to jest? Francja, co się nas w 1939 wyparła, Anglia, która sprzedała nas Stalinowi w Jałcie, Niemiec, co nas po lasach ścigał, Żyd, który wydał nas NKWD. Jak wejdziemy do Unii, to za sto lat wszyscy będziemy niewolnikami, będziemy na kolanach pracować u bauera.

Przyjezdna (łapie się za głowę): Co pan mówi? No mówiłam, nie lać mi więcej.

Ciotka Panny Młodej: Byłam niedawno we Włoszech. Nie powiem - pięknie! Ale nasz kraj jest bogatszy. Oni mają tam same góry, zboże prawie się u nich nie rodzi. A u nas same łany!

Dziadek Panny Młodej: Trzeba mieć honor jakiś! Od dziecka codziennie rano, idąc do roboty, odmawiałem litanię, pacierz cały i tylko na sobie i na Matce Boskiej polegałem. Nigdy nie sprzedałem samego siebie za pieniądze. Tym razem też nie będę Judaszem. Panienko, co to za czerwony kwiat leży na kurczakach?

Ciotka Panny Młodej: Kalafior umaczany w buraczkach, dla ozdoby. Tak się teraz robi.

Dziadek Panny Młodej: Najbardziej lubię młode kartofle z zsiadłym mlekiem. Tyle że teraz takie mleko nazywa się kefir. Zdrowie wasze, panienki.

Ojciec Panny Młodej: Byliśmy z dwoma kolegami popracować w Niemczech. W różnych zawodach. Ja oprócz elektryki umiem praktycznie wszystko. Ja to mówię "Reich, czyli Raj". Sprzedaliśmy "malucha", którym przyjechaliśmy z Polski, i kupiliśmy z kolegami peugeota na spółkę.

Przyjezdny: Jeden samochód na trzech?

Ojciec Panny Młodej: Ale to nie był samochód do jeżdżenia, on był do spania.

Przyjezdny: Do spania?!

Ojciec Panny Młodej: No, hotele były za drogie, a namiotów nie pozwolili nam Niemcy rozbić. Rozbiliśmy przy lesie i zaraz nas wyrzucili. Tam jest zakaz za zakazem. Tam nic nie wolno. Spaliśmy w samochodzie przez trzy miesiące. Ale wie pan, jak zobaczyłem w tych Niemczech papier toaletowy pachnący, to nie mogłem uwierzyć, że taka przepaść jest.

Przyjezdny: A to pan w referendum jest na pewno na TAK. Piję pana zdrowie!

Ojciec Panny Młodej (macha ręką): A niech pan pije. Ja i tak nie pójdę, bo czasu jutro nie będzie, no i kartek nie wzięliśmy, a nie wiem, czy wrócimy do Rembertowa. Ale jestem zasadniczo na NIE.

Przyjezdny: Na NIE?! Pan, który zarabiał w Niemczech i widzi tę różnicę, jest na NIE?!

Ojciec Panny Młodej: No właśnie widzę różnicę! Tam, proszę pana, rzeka płynie, jak jej człowiek każe, wyznaczonym korytem. U nas są bociany, rozlewiska, poldery. A tam Ren obłożony kamieniami. U nas rzeka ma się gdzie wylać! Swoboda jest. A w Niemczech tylko regulacja, zakaz, przepis. Ta Unia nam to właśnie da: prawne zakazy. A u mnie na działce, 300 kilometrów od Warszawy, bobry mi obgryzły wszystkie drzewka, ale ja się cieszę, bo przyroda się wyżywa. A tam już nie ma tej swobody. Tam człowiek i natura ściśnięte takie. Polska to mi się, drodzy państwo, z wolnością kojarzy.

Matka Panny Młodej: Mąż to romantykiem jest. Romantyk elektryk.

Ojciec Panny Młodej (rozmarzony): A jak stało się w komunizmie w kolejce po taksówkę...

Przyjezdny: No właśnie, w komunizmie pan musiał czekać na taksówkę, a dziś to one czekają na pana. Tak ma być.

Ojciec Panny Młodej: Ale ja dwiema taksówkami wtedy wracałem do domu. W jednej teczka i kapelusz, a w drugiej ja. A dziś nawet na jedną nie mam.

Pan Młody (wraca po godzinnej nieobecności): Zagłosowaliśmy po drodze do fotografa. Ja byłem na TAK. Ciągnie mnie do Unii. Instynktownie.

W kuchni, na zapleczu

Właściciel cateringu spod Łowicza (masuje brzuch): Ledwo się ruszam, wczoraj skosiłem ciągnikiem cztery hektary łąki. I tak mnie wytrzęsło w ten upał, że do dzisiaj muszę masować kamienie żółciowe. Kłopoty mam z wątrobą, bo lubię zjeść.

Księgowa z Warszawy: Sam pan bije?

Właściciel cateringu: Nie. Świnia to kupa tłuszczu. A mnie to na co? Ja się opieram na schabie i łopatce na mielone. Wędliny są tylko do przystrojenia. Stoją na stole, ale nikt ich nie je, bo przez całą uroczystość podaję prawie trzydzieści gorących potraw. A jak co dwie godziny półmiski wyjeżdżają na stoły, to zimnego nikt nie je i pijanych nie ma.

Księgowa z Warszawy (z uśmiechem): Dużo roboty, pan taki spracowany.

Właściciel cateringu (masuje wątrobę): Przygotowania zaczynam w piątek. W czwartek robię tylko zakupy i biszkopty do ciast. Ustalam załogę. Na takie wesele jak to potrzeba dziesięć osób. Dwie kucharki, a reszta robi wszystko. Dwieście kilo mięsa, pięćdziesiąt bochenków chleba, sto pięćdziesiąt bułek do flaków, warzywa. Bo ja żadnych konserwantów nie podaję. Boję się. Postawisz takie na stole, to po piętnastu minutach much pełno. Ktoś zje korniszona, popije oranżadą, od razu rigoletto dostanie i powiedzą, że kucharz coś spaprał. Ja samą surowiznę robię. Tylko pomidor i ogórek, bo on nawet jak przez noc postoi, to zwiędnie, ale nie zaszkodzi.

Księgowa z Warszawy (czerwieni się): Pan taki troskliwy.

Właściciel cateringu: Ja tylko siebie bronię. Kawy i herbaty do oporu daję. Dzisiaj osiemset szklanek wyjdzie. Jak się gotowanego napiją, nikt się nie pochoruje. Z zimnego tylko ciasto schodzi, bo dzieci i babcie jedzą. Trzynaście brytfann metr na metr. I dorzucę gratis piętnaście kaczuszek upieczonych z nadziwką. Ja sobie radę daję i Unii mi tutaj nie trzeba. Zmiana to za duże ryzyko. Ja mam dobrze.

Nauczycielka z Rembertowa (zza uchylonych drzwi): A ja nie mam dobrze i Unii potrzebuję. Mam osiemset złotych emerytury, niczego się już nie spodziewam. Moje dzieci wzięły kredyt w euro na mieszkanie. Dwa poziomy będą mieli. Jak nie wejdziemy, to euro będzie po 8,70. Dla dzieci zagłosowałam na TAK.

Przy orkiestrze

Siostra Pana Młodego (śpiewa do mikrofonu): Dobry wieczór państwu, proszę się nie gniewać, bo ja teraz będę do wianuszka śpiewać. Do wianuszka śpiewać, do oczepin grajcie, a wy, mili goście, proszę posłuchajcie.

Panna Młoda: Michał, no chodź, będę się oczepiać.

Pan Młody: Zaraz, niech dopalę.

Siostra Pana Młodego (śpiewa): Zdejmij jej ten wianek swoją własną ręką, bo ci pozwolono, bo jesteś druhenką. Zdjęłaś młodej welon z tiulu jedwabnego, przypnij jej kwiatuszek z bukietu ślubnego.

Księgowa z Warszawy (przy stole): Dawniej wkładali prawdziwy czepiec.

Głosy z końca sali (raz jeszcze): ...jak nie wejdziemy do Unii, to będziemy panami. Panowie, zdrowie!

Siostra Pana Młodego (śpiewa): Oczepiny Młodej to jest nic trudnego, trzeba też oczepić Pana Młodego. Zabiorę ci teraz od koszuli muszkę, by ci z głowy wybić już każdą dziewuszkę.

Drużba (ściąga Młodemu muszkę, mówi szeptem): Ale w akademiku fajne mieliśmy życie!

Siostra Pana Młodego: A teraz, Michale, podziękuj jej mamie za szczerą pracę, za jej wychowanie.

Pan Młody: Cmok, cmok.

Przy piersi z kurczaka

Redaktor z Warszawy (czyta SMS-a): Frekwencja siedemnaście koma sześć!

Ochotniczy strażak z Wyborowa w beżowej koszuli: Daj pan spokój z tymi pierdołami. Wesele jest!

Redaktor z Warszawy: Nasz los się decyduje.

Przyjezdna (krzyczy): O Jezu, tylko siedemnaście!

Ochotniczy strażak z Wyborowa w beżowej koszuli: Polski ziemniak podbije Unię. Smaczny, ekologiczny, ręcznie obrabiany.

Eksporter jabłek, lat 31: Ja zostaję przy Rosji. Po kalkulacji mi wyszło, że rynek pewniejszy. Towar się czasem straci, bo kierowcy kradną, ale dla Ruskich nie trzeba pakować jak czekoladek. Idą jak leci, całymi tirami.

Przedsiębiorca budowlany z Łowicza: Ja to z chłopów żyję. Jak oni pójdą w dół - ja z nimi.

Gospodarz z wąsem Witosa: Pielęgniarka i górnik lepiej mają od rolnika. Zawsze pensję dostaną. I mogą się przekwalifikować. A ja? Na co się przerobię?

Młynarz, kuzyn Pana Młodego: Ale ten Wieczerzak cwaniaczek. Sto siedemdziesiąt dwa miliony ukraść! Za takie pieniądze sam bym posiedział dziesięć lat.

Przedsiębiorca budowlany z Łowicza (krzywi się): Tyle to on nie dostanie.

Młynarz, kuzyn Pana Młodego: Prawo ustawili pod złodzieja, a mnie się nie płaci!

Przedsiębiorca budowlany z Łowicza: Kto nie płaci?

Młynarz, kuzyn Pana Młodego: Piekarz! Bierze mąkę po siedemdziesiąt pięć groszy za kilo. Z każdego kilograma dwa i pół bochenka piecze, a miesiącami nie płaci. Kurna jego mać.

Żona hodowcy świń: Pan lepiej popatrzy na naszą młodzież. Siedzi tam pod ścianą. Pierwszy zdaje na studia ekonomiczne. Drugi na psychologię do Poznania, trzeci na SGH do Warszawy. U nas z co drugiego gospodarstwa posyłają dzieci na studia.

Dziewczyna w czerwonej sukience bez pleców: Ja idę na stosunki międzynarodowe. Ale Unii mówię NIE.

Przyjezdna: To nie łatwiej w Unii te stosunki rozwijać?

Dziewczyna w czerwonej sukience bez pleców: Byłam w Niemczech, w sklepie jak na złodziejkę na mnie patrzyli. Z rodzicami warzywami handluję.

Jak mi Unia da na pierwsze dziecko jeden pokój, na drugie - drugi, na trzecie - trzeci i zapewni mi to na piśmie, będę na TAK.

Żona hodowcy świń: Miller to wprost Wyborowem wzgardził. Rok temu, jak mu się helikopter zepsuł, wylądował na łące przed remizą. Godzinę czekał na nowy, ale nie pozwolił do siebie dojść. Ani do ludzi nie wyszedł.

W ubikacji

Panna Młoda (poprawia rajstopy): Strasznie buty mam pijące.

Druhna: Czubek, Madziu, do ołtarza idzie pierwszy, przed sukienką. Weselny but musi być pełny. W otwartym palec nieestetycznie wystaje, dziury się w rajstopie raz dwa robią i pieniądze nie trzymają się człowieka całe życie!

Panna Młoda: Żeby się chociaż sprawdzały te wróżby na szczęście. Kazali coś niebieskiego - wzięłam podwiązkę, kazali pożyczonego - mam złoty łańcuszek od kuzynki, kazali coś starego - włożyłam biustonosz kupiony przed miesiącem. Suknię chciałam mieć własną! Tren, welon, krynolina, fiszbiny... marzyłam o takiej od dzieciństwa. Szyłam na zamówienie w Rembertowie. Taniej wyszło, niż kupować! Najtańsza gotowa tysiąc osiemset. A mnie wystarczyło tysiąc.

Druhna: Pan Młody ma dobrze. Kupi garnitur, jak nie przytyje, może mieć do śmierci. A kobieta, żeby wyglądać, nie może być praktyczna. Przecież białej sukni ani na sylwestra, ani na żadną imprezę nie założysz.

Panna Młoda: Coś ty! Córce możesz pokazać. Raz w życiu trzeba wyglądać! Oszczędzać będziemy potem. Musimy kupić mieszkanie, bo przy rodzicach Michał nigdy nie nauczy się obowiązków. Mój ojciec już teraz, gdy widzi, jak on zmywa po sobie szklankę, mówi: "Co ty, baba jesteś, zostaw to!". Mam kupiła mi garnki a la Zepter, eleganckie sztućce. Ale to ona ciągle po swojemu gotuje, robi zakupy, sprząta. Mówię: Mamo, wolimy truskawki same albo ze śmietaną. Ona podaje z kluskami. Ja chcę kapustę z młodymi ziemniakami, ona smaży schabowe. Michał jest niewybredny, wszystko zje. A mnie zależy na jakości rodziny.

Przyjezdna (poprawia włosy przed lustrem): A konto bankowe będziecie mieli wspólne?

Panna Młoda: Osobno? Nie wyobrażam sobie. Jak ugotować zupę, żeby równo podzielić koszty? Kto płaci za kość, kto za jarzyny?

Druhna: Wolałabym mieć swoje pieniądze i być niezależna!

Panna Młoda: Ja jestem samowystarczalna - gwóźdź wbiję, ścianę pomaluję, dam sobie radę! Tylko, żeby palenie rzucił, bo już pali paczkę dziennie!

Druhna: Gdy wejdziemy do Unii, papierosy mają kosztować dwanaście złotych.

Panna Młoda: Dlatego głosowałam na TAK. Może przestanie palić z oszczędności.

Druhna: Od Ruskich kupi taniej na Stadionie.

Przyjezdna: Tak, Ruskie wam tylko zostaną. Siedemnaście procent, cała się trzęsę.

Redaktor z Warszawy (wchodzi): To nie naród, to plemię. Ja emigruję!

Druhna: Panie kochany, to damska toaleta!

Na parkiecie

Przyjezdny: Długo już pan kręci?

Kamerzysta, firma Maja: Cztery lata. Najpierw tak u brata, podobało się. Więc zaczęliśmy kręcić z żoną. Żona Małgorzata. Już sto wesel nakręciliśmy. Dzisiaj żona kręci na innym.

Przyjezdny: Pan za czy przeciw?

Kamerzysta, firma Maja: Przeciw. Bo jestem rolnik. Oprócz kamery mam szesnaście hektarów w Łyżkowicach pod Łowiczem.

Przyjezdny: To każdy rolnik spod Łowicza jest przeciw?

Kamerzysta, firma Maja: Żona jest za. Ona nie jest rolnikiem. Jest kierownikiem produkcji w firmie, która szyje majtki.

Przyjezdny: Ładne wesele.

Kamerzysta, firma Maja: Wesołe, ale na innych ludzie wskakują na ławki i stoły. Nieraz ktoś spadnie. Ale tego nie kręcę. Jak leżą pod stołem. Bo rodzina ma pretensje. Najwyżej żona wytnie w komputerze, bo to żona montuje. Na każdym weselu jest jakiś wesołek. Co więcej wypije i hołubce wycina, wszędzie jest. O, jak pan Janek w rozpiętej koszuli. Przed chwilą klękał i modlił się przed tortem weselnym jak przed ołtarzem. Wesołka trzeba sfilmować, bo ludzie lubią się potem pośmiać.

Pan Janek (śpiewa): Kolorowych jarmarków, śpiczastych zegarków, tramtaramtaram.

Przyjezdny: Ile za ten śmiech?

Kamerzysta, firma Maja: Sto pięćdziesiąt za godzinę kasety. Młodzi zamówili dwie kopie po trzydzieści złotych. Dokładamy animacje, zdjęcia z dzieciństwa, para młoda od kołyski.

Przyjezdny: Cudownie!

Kamerzysta, firma Maja: Potem goście stają w kole, w środku młodzi całują się i na to w zwolnionym tempie nakładamy w sepii fragmenty z kościoła. Jak sobie przysięgają. Zbliżenie. I koniec.

[-]

Redakcja "Dużego Formatu" ufundowała nowożeńcom podróż poślubną do Tunezji dzięki uprzejmości biura podróży MAKO

Postscriptum. Wyniki referendum unijnego w gminie Chąśno

Frekwencja 51,7 proc. Na 2499 uprawnionych głosowało 1292. Głosów ważnych oddano 1274. TAK głosowały 454 osoby, NIE - 820.

W lokalu wyborczym w urzędzie gminy, gdzie głosował Wyborów, frekwencja 51,3 proc., 973 uprawnionych, 500 głosów, 491 ważnych. TAK powiedziały 204 osoby, NIE - 287.


 

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.