Drukarki 3D wynaleziono już w latach 80. ubiegłego wieku, ale dopiero w ostatnich latach na rynku zaczęło się pojawiać więcej modeli w bardziej przystępnych cenach. OMNI3D zaczęło działać w 2013 roku i od początku produkowało drukarki z trójwymiarowym wydrukiem dla domowego użytku. Taka drukarka kosztowała średnio 1,5 tys. euro, a klientami firmy byli inżynierowie i architekci, którym drukarki uprościły budowanie makiet. Potem dołączyli do nich producenci gadżetów reklamowych i firmy prototypujące. Firma z Poznania wysyłała w świat kilkadziesiąt drukarek rocznie.

I nagle nastąpił zwrot. OMNI3D przerzuciło się na produkcję drukarek dla przemysłu, a nie dla domowych użytkowników. – Konkurencja w obszarze drukarek prostych jest olbrzymia. Nawet samemu można sobie taki sprzęt złożyć. Produkowanie dla przemysłu to już wiedza specjalistyczna, więcej nowinek technologicznych i większe szanse na rynku – tłumaczy dyrektor OMNI3D Paweł Robak.

W czerwcu 2016 roku premierę miała drukarka 3D Factory 2.0. Taki profesjonalny sprzęt kosztuje od 90 do 150 tys. zł. Cena zależy np. od pakietu czy materiałów szkoleniowych. 85 proc. sprzedaży trafia na eksport, głównie do Wielkiej Brytanii.

No dobrze, ale co na drukarkach od OMNI3D powstaje? – To np. części do dronów albo elementy do samochodów specjalnych. Ostatnio na naszej drukarce zostały wydrukowane części do przedniej lampy polskiego supersamochodu Arrinera Hussarya GT – wylicza Paweł Robak.

Omni3DOmni3D mat. prasowe

Jeśli chodzi o wytwarzanie plastikowych elementów, to możliwości są właściwie nieograniczone. Np. jeden z założycieli OMNI3D wyprodukował sobie część do samochodu, której nie mógł już nigdzie dostać – zębatkę do podnoszenia szyby. Nikt jej już nie produkuje, a tu wystarczyło 30 minut pracy drukarki i część była gotowa. I właśnie drukowanie części zamiennych to – zdaniem szefostwa OMNI3D – przyszłość przestrzennych wydruków. – W taki sposób redukujemy koszty magazynowania i nie mamy problemów z dostępnością, bo np. nie musimy czekać dwa tygodnie na ściągnięcie danej części z Chin. Dlatego sądzimy, że w przyszłości druk 3D będzie miał coraz większe zastosowanie w przemyśle militarnym. Gdy jakiś element popsuje się w czasie działań zbrojnych, zamiast czekać na ściągnięcie, będzie można wydrukować go sobie na miejscu – przewiduje dyrektor OMNI3D.

Najszerszym echem odbił się projekt OMNI3D polegający na budowie prostych, pionowych turbin wiatrowych drukowanych na drukarkach 3D, które można wykorzystać w tych rejonach świata, gdzie z energią elektryczną jest wyjątkowo krucho, na przykład w Afryce. Ze złożonej turbiny można korzystać też w domu albo zabrać ze sobą na wakacje pod namiotem.

Na serwisie Kickstarter OMNI3D zorganizowała kampanię, podczas której na rzecz tego projektu zebrała ponad 120 tys. złotych. Zainteresowanie tym projektem było duże (temat podchwyciły największe światowe serwisy technologiczne, w tym TechCrunch, Engadget i magazyn „Wired”, które zachwyciły się błyskotliwością polskiego pomysłu), ale ostatecznie do wdrożenia do produkcji nie doszło. – Okazało się, że wyprodukowanie turbiny przerosło nasze założenia finansowe. Oddaliśmy więc pieniądze wszystkim osobom, które zrzuciły się na projekt. Ale chcemy odświeżyć temat, bo wierzymy, że wydruk turbin wiatrowych ma potencjał. Musimy jednak stworzyć do tego inny model biznesowy – mówi Paweł Robak.

Turbina wiatrowa to jednak projekt poboczny OMNI3D. Przyszłością firmy może być ultem. To polimer wykorzystywany jako materiał do druku. W niektórych przypadkach – np. w domowych wyciskarkach soku – ultem może zastąpić stalowe dysze. Jest równie wytrzymały, ale dużo lżejszy, z czego coraz częściej korzystają producenci tych urządzeń. To tylko jeden z wielu przykładów zastosowania druku 3D do produkcji elementów finalnych.

Omni 3DOmni 3D mat. prasowe