Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Ada, 25 lat, w ciągu miesiąca zarobiła na Vinted 7 tys. zł. Wstawała rano, porządkowała ubrania, robiła im zdjęcia, dodawała oferty i wymieniała wiadomości z klientkami. Przez miesiąc traktowała Vinted jak pracę na umowę-zlecenie, a efekty zobaczyła szybko - oprócz pokaźnych wpływów na konto udało jej się odchudzić swoją szafę. 

Paula, 23 lata, z Vinted korzysta od dwóch lat. Szuka na nim przede wszystkim ubrań, które są w sklepach trudno dostępne, np. w nietypowych rozmiarach lub po prostu wycofane ze sprzedaży. 

Vinted to europejski fenomen - litewski serwis do sprzedaży używanych ubrań działa w 12 krajach, a korzysta z niego 25 mln użytkowników. Choć platforma jest internetową wersję sklepu typu second-hand, to w ub.r. łączna wartość sprzedaży wyniosła 1,3 mld euro.

Modowy jednorożec

Mianem jednorożca określa się spółki wyceniane na miliard dolarów. Vinted przekroczył tę granicę w grudniu 2019 r. jako pierwsza litewska firma i dołączył do elitarnego grona 13 jednorożców z Europy Środkowej. Vinted jest jedną z 200 firm, które przeanalizował serwis BIQdata razem z ekspertami z funduszu MCI. Ich wnioski można znaleźć w raporcie "Digital Matters"

Serwis powstał z banalnego powodu. Milda Mitkute musiała się przeprowadzić, a nie chciała zabierać do nowego miejsca wszystkich swoich ubrań. W 2008 r. razem z Justasem Janauskasem założyła Vinted. Serwis zaczął się energicznie rozwijać, ale Litwa liczyła wówczas ok. 3,5 mln mieszkańców (obecnie niecałe 3 mln), więc Mitkute i Janauskas postawili na ekspansję międzynarodową. Pomogła im w tym seria szczęśliwych przypadków.

Janauskas należał do społeczności couchsurferów, czyli podróżników, którzy zatrzymują się u innych, nawet nieznanych osób. Pewnego razu gościł Sophie Utikal z Niemiec, której tak spodobała się idea Vinted, że zaproponowała by uruchomili razem niemiecką wersję serwisu. Plan ten został szybko zrealizowany i Vinted zaczął działać w Niemczech pod nazwą Kleiderkreisel. Wkrótce później Vinted wszedł do Czech, a w 2010 r. do USA. 

Slow fashion 

Popularne marki Zara i H&M dominują na rynku fast fashion - stawiają na szybką produkcję, ubrania są wyjątkowo tanie, ale umiarkowanej jakości. W samych Stanach Zjednoczonych rynek fast fashion wart był w 2018 r. 35 mld dol., ale rynek slow fashion, który ma się opierać o racjonalne decyzje i przemyślane zakupy, wyceniany był na 24 mld dol. Tak przynajmniej wynika z raportu przygotowanego przez jednego z konkurentów Vinted, amerykański serwis ThreadUP i firmę analityczną GlobalData. Według ich estymacji rynek odzieży używanej ma być wart w tym roku 32 mld dol., a w 2023 r. aż 51 mld dol. 

Polska jest jednym z chłonniejszych rynków dla odzieży używanej - jak wynika z danych GUS, kupuje ją ok. 10 mln Polaków. Na świecie ten rynek jest jeszcze większy - w samym 2018 r. odzież z odzysku kupiło 58 mln kobiet. ThreadUP wylicza, że w second-handach najczęściej kupują milenialsi i generacja Z, i to właśnie oni będą się przyczyniać do dalszego wzrostu tego sektora. 

Vinted - nie dla każdego

Ada sprzedaje na Vinted głównie ubrania, które były nietrafionym zakupem. – To są totalne klasyki, które po prostu mi się znudziły, lub rzeczy vintage po mojej mamie i babci – tłumaczy. Ale wbrew opiniom o sklepach typu second-hand na w serwisie większym zainteresowaniem nie cieszyły się bardzo tanie ubrania, a te za 50-100 zł. 

Ewa na Vinted szuka ubrań z limitowanych kolekcji. Według niej litewski serwis jest przeznaczony dla odzieżowych koneserów. 

Ola, 26 lat, na Vinted sprzedała tylko kilka rzeczy, ale szybko zniechęciła się do tego serwisu. – Trzymanie ciuchów przez rok i czekanie, aż ktoś je kupi za grosze, nie jest dla mnie. Oddałam wszystkie zalegające rzeczy na paczki siostrom zakonnym – mówi Ola.

Ada przyznaje, że została na Vinted oszukana. Klientka stwierdziła, że paczka nie dotarła, więc nie mogła jej obciążyć ani za cenę produktu, ani za przesyłkę. 

Konsultant na ratunek

Zagraniczna ekspansja, choć przynosiła nowych użytkowników, była bardzo kosztowna. W 2016 r. firmie kończyły się pieniądze, biznes zaczął spowalniać. Inwestorzy stwierdzili, że spółce konieczna jest pomoc z zewnątrz, i wprowadzili do Vinted konsultanta ds. strategii Thomasa Plantengę, który szybko ogłosił dwie ważne zmiany. Przede wszystkim przyhamował zdobywanie nowych rynków - Plantenga uznał, że lepiej dla finansowej kondycji firmy będzie, jeśli skupi się na ułatwieniu sprzedawania ubrań obecnym użytkownikom niż na zdobywaniu nowych. - W 2016 r. zmieniliśmy model biznesowy tak, aby jak najbardziej obniżyć koszty osobom sprzedającym u nas ubrania - mówił Plantenga w rozmowie z serwisem TechCrunch. - Spowodowało to dramatyczną zmianę w naszej trajektorii wzrostu. 

Serwis przestał pobierać opłaty za wystawianie ubrań na sprzedaż, a zamiast tego wprowadził opcjonalne usługi, takie jak promocja szafy. Na rezultaty nie trzeba było długo czekać - miesięczna sprzedaż wzrosła o 230 proc. Między styczniem a grudniem 2017 r. Vinted zrealizowało oferty warte 360 mln dol., a przychody firmy wzrosły pięciokrotnie, osiągając prawie 14 mln dol. Plantenga został wówczas prezesem firmy, a rok później  przychody wyniosły już 36,14 mln dol. Vinted zaczął też wychodzić poza online i organizować w różnych miastach, także polskich, lokalne spotkania poświęcone wymianie ubrań. 

W grudniu 2019 r. Vinted pozyskał 142,8 mln dol. finansowania, a jego wartość przekroczyła miliard dolarów. Nowe środki przeznaczy m.in. na dalszy rozwój działalności w Europie.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.