Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Paweł "innocent" Mocek ma 24 lata i jest jednym z czołowych polskich e-sportowców. Obecnie reprezentuje barwy zagranicznej drużyny Sprout. Opowiedział nam o początkach swojej kariery, kontuzjach oraz popularności e-sportu w Polsce. Odpowiedział również na pytania od naszych internautów.

Paweł Hekman: Kiedy zaczęła się twoja przygoda z grami? 

Paweł "innocent" Mocek: Ciężko w sumie określić, kiedy zaczęła się przygoda z gamingiem. Jak każdy dzieciak grałem w różne gry, nie myśląc w ogóle o tym, żeby kiedykolwiek utrzymywać się z tego. Od zawsze interesowały mnie gry FPS typu "Call of Duty", "Medal of Honor" i tym podobne, głównie jednak zawsze grywałem w Counter Strike'a". Fakt, kiedyś mi się znudziło, ale to jest chyba jedyna gra, do której się wraca zawsze, ciężko z tym skończyć całkowicie.

E-sport przyszedł nieco później?

- Kiedy ja zaczynałem grać bardziej aktywnie w CSa, e-sportu praktycznie nie było, wszystko dopiero raczkowało. Oczywiście z czasem zauważyłem, że jest jakaś scena i są nawet spore pieniądze (choć dziś takie wygrywa się w co drugim turnieju online ze średnimi drużynami). Kibicowałem wtedy PGS i myślałem, że fajnie by było któregoś dnia zagrać chociażby z nimi, nie sądziłem, że będzie możliwe, by kiedykolwiek stać się częścią profesjonalnej sceny.

Co się zmieniło w branży od twojego debiutu?

- Praktycznie wszystko. Zainteresowanie, ilość graczy, a co za tym idzie, wzrost rywalizacji, zaangażowanie fanów, skala turniejów, wzrost nakładów finansowych. To o czym teraz myślimy, mówiąc e-sport, nie ma nic wspólnego z e-sportem, w którym zaczynałem rywalizować. 

Czym musi charakteryzować się dobry zawodnik?

- Przede wszystkim ambicją i ciężką pracą. Bez tego nie da się niczego osiągnąć. Dużo osób mówi, że nie ma talentu, aby się wybić, w mojej opinii jednak talent to tylko mały procent, który pomaga w rozwoju, ale podwyższamy swój poziom tylko i wyłącznie ciężką pracą i godzinami włożonymi we własny rozwój. Silna psychika również jest potrzebna, ale myślę, że to się nabywa z czasem.

Na przestrzeni ostatniego roku miałeś kilka problemów zdrowotnych. E-sportowcy miewają kontuzje?

- Nie sądzę, żeby cokolwiek z moich problemów zdrowotnych było związanych z e-sportem. Miałem operację stawu skokowego i usuwałem sobie wadę wzroku. Jedyna powszechna kontuzja, jaka może się trafić, to ból nadgarstka, jednak podczas kilkugodzinnych treningów nadgarstek bardzo obrywa, jeśli robi się to codziennie. Czasami mnie boli, ale jest to przejściowe, boli tydzień i wraca po trzech miesiącach znów na tydzień, więc póki co się nie martwię.

Ile czasu w miesiącu poświęcasz na trening i jak on wygląda?

- Zależy od tego, ile mamy turniejów i jakie są to turnieje. Ogółem standardowy trening w profesjonalnej drużynie to około 6 godzin dziennie. Rozmawiamy o taktykach i gramy mecze sparingowe z innymi drużynami. Ja od siebie dorzucam około godziny dziennie gry na deathmatchu i 3 razy w tygodniu około 3-4-godzinny stream. Piątki i soboty są wolne, średnio wychodzi mi około 40 godzin w tygodniu. Przed ważnymi turniejami jest to 50-60 godzin.

W e-sporcie bardzo ważny jest sprzęt. Na czym grasz obecnie?

- Jako osoba będąca częścią profesjonalnej drużyny gram na stacjonarce z 240 Hz monitorem, a jeśli chodzi o wybór samych marek – mamy obecnie sporo fajnego sprzętu na rynku i rzeczywiście jest w czym wybierać. Moje wybory w dużej mierze zależą od kontraktów sponsorskich drużyny, w której gram. Fajnie, że można dzisiaj skompletować cały sprzęt od jednego producenta, co będzie pewnie atrakcyjne cenowo. Bodajże w zeszłym roku Lenovo weszło z marką gamingową Legion i oferują wszystko: od komputera poprzez monitor, klawiaturę, myszkę, słuchawki, podkładkę, a nawet plecak. Mnie mega zainteresował ich desktop Lenovo Legion Y720 Cube, wydajna konfiguracja w malutkiej obudowie – można go przenosić jak notebooka.

W takim razie. jaki sprzęt poleciłbyś graczom zaczynającym swoją przygodę z e-sportem?

- Każdy gracz potrzebuje wysokiej wydajności w grach. Bez względu na etap gamingowej kariery nie można pozwolić sobie na lagi, występowanie throttlingu czy też spadki płynności wyświetlanego obrazu. Na start polecam grafikę NVIDIA GeForce GTX 1060 lub AMD Radeon RX570, 8-16 GB RAM (z opcją na dołożenie większej ilości) i obowiązkowo dysk SSD, który skróci czas uruchamiania się gier i doczytywania poziomów. Co do samego sprzętu, jak wspomniałem wcześniej, jestem fanem stacjonarek i z tej działki poleciłbym gotowego peceta, np. Lenovo Legion Y720 Tower. To jednak tylko moje osobiste preferencje i przygodę z grami można zacząć także od laptopa. Na rynku mamy teraz tak mocne urządzenia, że poradzą sobie z najnowszymi grami na wysokich detalach, bez spadków liczby wyświetlanych klatek. Warto także zainwestować w odpowiedni monitor, stworzony z myślą o graczach, np. Legion Y27, z odświeżaniem 144 Hz eliminującym efekt tearingu i niskim czasem reakcji, przekładającym się na brak smużenia. Jest jeszcze kwestia akcesoriów – myszy, podkładki, fotela, słuchawek… ale to temat na dłuższą rozmowę.

Wróćmy do samych komputerów – czyli twoim zdaniem można profesjonalnie grać nie tylko na pecetach, ale też na laptopach?

- Wiesz co, dzisiaj już tak. Sam nie wierzę, że to mówię, bo jeszcze kilka lat temu stacjonarka była jedyną opcją, jeśli ktoś na poważnie myślał o graniu. Rzeczywiście producenci podzespołów i laptopów odrobili lekcje, a sam sprzęt wykonał największy skok technologiczny i jest dzisiaj w stanie zapewnić naprawdę komfortową grę. Mówię o najnowszych tytułach, wysokich detalach, skutecznym chłodzeniu. Dla przykładu notebook Lenovo Legion Y720 ma wszystkie parametry, o których wspomniałem chwilę wcześniej. W połączeniu z podświetlaną klawiaturą, dodatkowym monitorem i dobrą myszą jest gotowym zestawem do grania.

Jakiś czas temu po internecie krążyła informacja, że polskie drużyny e-sportowe i polscy zawodnicy zarabiają więcej niż drużyna narodowa skoczków narciarskich - to prawda?

- Z tymi polskimi drużynami bym wziął trochę na wstrzymanie. Myślę, że tylko jedna drużyna może zarabiać porównywalne pieniądze - oczywiście Virtus.Pro. Jeśli bierzemy pod uwagę również wygrane w turniejach, to Team Kinguin w tym roku podniosło ten standard turniejem WESG, gdzie za 2. miejsce wygrali 400 tys. dolarów, ale to raczej jednorazowa sytuacja. Póki co tylko te dwie drużyny zarabiają pieniądze, które naprawdę pozwalają na wysoki poziom życia, reszta jest w tyle, ale na pewno im nie brakuje.

Myślisz, że Polacy oszaleją kiedyś na punkcie e-sportu, jak oszaleli na punkcie skoków narciarskich?

- Na pewno. E-sport w Polsce rozwija się niesamowicie szybko, mamy masę graczy, streamerów, youtuberów - to wszystko przyciąga uwagę. Mamy IEM w Katowicach, mieliśmy PGL Major w Krakowie, na obu eventach jest więcej ludzi, niż stadion jest w stanie pomieścić. Scenę mamy naprawdę sporą, a to w sumie dopiero początek.

Czym żyjesz, kiedy odpoczywasz od grania?

- Ostatnio wiodę dosyć spokojne życie. Raczej nie robię nic szalonego, chciałbym trochę więcej jeździć po świecie w wolnym czasie, ale rzadko jest możliwość, żeby wziąć 5 dni wolnego i polecieć gdzieś, nie mówiąc nawet o wakacjach, ale w przyszłym roku będę się starał zrobić tak, żeby mieć więcej czasu na takie rzeczy. A na co dzień raczej standardowo, do kina czy restauracji z dziewczyną, czasem w weekend ze znajomymi. 

Jest różnica w graniu tradycyjnym od grania na wysokości 60 m nad ziemią? [Innocent rozegrał mecz pokazowy na platformie zawieszonej na dźwigu - red.]

- Zdecydowanie tak. Przede wszystkim w graniu tradycyjnym widzi się to, co jest na ekranie, w jedynym przypadku gry 60 metrów nad ziemią tak nie było. Ogółem na pewno było to fajne doświadczenie posiedzieć nad Pragą, ale sama gra była raczej nieprzyjemna, nie powtórzyłbym tego.

Oddamy teraz głos internautom, którzy mogli zadać tobie pięć pytań. Oto pierwsze z nich: skąd nick "innocent"?

- Mocno przypadkiem. Ustawiłem z jakiejś piosenki, jak miałem 13 lat i tak już grałem, teraz bym dał sobie inny.

Wiedziałeś, że był taki papież - Innocenty?

- Coś mi się obiło o uszy.

Ktoś namawiał cię do gry w "CS "czy sam zacząłeś?

- Nikt mnie nie namawiał, w sumie bardzo dużo osób grało w CS na moim osiedlu, jeszcze bez steama, stąd się to wzięło. Przez cały 2014 r. wygrywaliśmy każdy turniej offline w Polsce, później dostaliśmy się na majora w Szwecji. Czas, w którym zacząłem grać profesjonalnie, określiłbym na początek 2015 r., gdzie dostałem pierwszy kontrakt z "Gamers2", z którego mogłem się utrzymać. 

Lepiej ci się gra w polskiej drużynie czy międzynarodowej?

- Nie generalizowałbym, że lepsza drużyna polska czy międzynarodowa, ale lepiej mi się gra zdecydowanie w międzynarodowej, chociaż bardzo dobrze było w "ESC/G2" na początku, miałem fajną rolę i graliśmy bardzo dobrego "CSa", potem było tylko gorzej. Być może kiedyś uda się złożyć jeszcze taki skład w Polsce, w którym również będę mógł się spełniać jako indywidualny gracz, a nie tylko drużynowy.

Jak oceniasz transfer SuNny’ego do "mousesports"? Brakuje ci go w drużynie?

- Dla Sunnego to bardzo dobrze. Mają świetne wyniki, ale nie dziwi mnie to, ich skład bez niego również był bardzo dobry, teraz jednak wskoczyli trochę wyżej. Na pewno w jakiś sposób brakuje go w drużynie, agresywny lurker z wolną ręką robi dużą różnicę w grze.

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.