Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

W piątek po południu białoruski państwowy koncern naftowy Biełnieftiechim ogłosił, że Polska zwróciła się z prośbą o wstrzymanie dostaw rosyjskiej ropy naftowej przesyłanej tranzytem przez Białoruś. 

"W związku z problemami technicznymi, do których doszło na terenie Polski, polska strona za pośrednictwem przedstawicielstwa [rosyjskiego koncernu] Transnieft w tym kraju zwróciła się z prośbą o wstrzymanie transportu ropy naftowej magistralą Mozyrz - Brześć" - powiedział rzecznik prasowy Biełnieftiechimu Aleksandr Tiszczenko, cytowany przez rządową agencję prasową BiełTA

Tiszczenko nie wyjaśnił, jakie problemy technicznie w Polsce uniemożliwiają przesył rosyjskiej ropy naftowej. Poinformował tylko, że zarządca białoruskich rurociągów robi, co może, aby zapewnić stabilny odbiór surowca dostarczanego z Rosji i magazynuje go w zbiornikach w Mozyrzu przy granicy z Rosją. To zabrzmiało jak sugestia poważnej awarii w Polsce. 

Niespełna godzinę później, gdy ten alarmistyczny komunikat rozpowszechniały media w Rosji, Białoruś ogłosiła, że ropa naftowa znów płynie. "Polska strona usunęła problemy. Tranzyt jest wznawiany. Operatorzy zaczynają przesył ropy naftowej" - powiedział Tiszczenko agencji BiełTA

Wiatr przewrócił drzewo

Spółka PERN, która zarządzą polską siecią ropociągów, wyjaśniła, że doszło do problemów z dostawą energii elektrycznej do instalacji pod Płockiem. 

"Dziś rano doszło do uszkodzenia energetycznej linii zasilającej Bazę surowcową w Miszewku Strzałkowskim i zakład energetyczny wstrzymał dostawy energii. Skutkiem tej sytuacji było krótkotrwałe wstrzymanie tłoczenia ropy naftowej na odcinku północnym między Gdańskiem i Płockiem, a także ograniczenie tłoczeń na odcinku wschodnim. Czasowo wstrzymane zostały także dostawy ropy z Białorusi" - poinformowało nas w piątek po południu biuro prasowe PERN. Podkreśliło, że ta awaria nie zakłóciła dostaw surowca do rafinerii Orlenu w Płocku. 

"Aktualnie dostawy energii elektrycznej z zakładu energetycznego obywają się na bieżąco. Ciągłość działania systemu jest zachowana" - dodał PERN. 

Jak wyjaśniło nam źródło w PERN: "Spadło drzewo i uszkodziło linię energetyczną". 

Po wizycie szefa wywiadu Rosji

Z tak banalnym incydentem kontrastuje alarmistyczny ton komunikatu Biełnieftiechimu. Zwraca to tym bardziej uwagę, bo w czwartek nagłośniono niespodziewaną wizytę w Mińsku Siergieja Naryszkina, dyrektora agencji wywiadowczej SVR i jednego z najbliższych współpracowników prezydenta Rosji Władimira Putina jeszcze z czasów ich wspólnej służby w wywiadzie sowieckiego KGB. 

Kierujący białoruskim reżimem Aleksander Łukaszenka podczas spotkania z Naryszkinem zapowiedział: "porozumiemy się w wielu sprawach, o wspólnej pracy dla dobra naszych narodów [Białorusi i Rosji]". A szef wywiadu Rosji zrewanżował mu się twierdzeniami o inspirowanych z zagranicy dążeniach do zmiany "niekonstytucyjnymi metodami" obecnej władzy na Białorusi. W ten sposób Naryszkin ocenił trwające już od dwóch miesięcy masowe protesty na Białorusi przeciw sfałszowanym wyborom prezydenckim, których zwycięzcą oficjalnie ogłoszono Łukaszenkę. 

Rzecznik Kremla Dmitrij Pieskow nie wyjaśnił powodów wizyty szefa SVR w Mińsku. Prawdopodobnie chodziło o pogłębienie zależności Mińska od Moskwy, bo po rozmowach Naryszkina z Łukaszenką odbyło się wspólne posiedzenie kolegiów rosyjskiego SVR i białoruskiego KGB. A szef rosyjskiego wywiadu powiedział, że rozmawiał z Łukaszenką o "konieczności koncentracji wysiłków na sprawach zapewnienia bezpieczeństwa" Rosji i Białorusi oraz o wzmocnieniu współpracy rosyjskich i białoruskich służb specjalnych i służb wywiadowczych. 

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.