Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

W poniedziałek w czarnomorskim kurorcie Soczi prezydent Rosji Władimir Putin cztery godziny rozmawiał z przywódcą białoruskiego reżimu Aleksandrem Łukaszenką, który od miesiąca boryka się z masowymi demonstracjami w swoim kraju po sfałszowanych wyborach prezydenckich. 

Wygraną Łukaszenki w tych wyborach uznały dotąd tylko Rosja i Chiny. I teraz Łukaszenka może liczyć jedynie na wsparcie Putina, a nikt nie ma wątpliwości, że Moskwa wystawi za to słony rachunek.

Rosyjska siłownia atomowa

Kreml opublikował krótki stenogram z początku spotkania Putina z Łukaszenką. Zwraca w nim uwagę wypowiedź Putina na temat inwestycji Rosji na Białorusi. 

"Jeśli chodzi o nasze wzajemne relacje gospodarcze, to Rosja pozostaje największym inwestorem w białoruską gospodarkę. Tylko jeden z projektów, ta elektrownia atomowa: to kosztuje 10 mld w dolarowym ekwiwalencie" - powiedział prezydent Rosji. 

Do tej pory Mińsk przedstawiał jako własną elektrownię atomową wznoszoną w Ostrowcu w pobliżu granicy z Litwą. Siłownię buduje rosyjska państwowa korporacja Rosatom i rząd Rosji przyznał Białorusi 10 mld dol. kredytu na pokrycie ok. 90 proc. kosztów inwestycji. 

Mińsk zamierzał eksportować energię z elektrowni w Ostrowcu do Polski i państw bałtyckich, aby zdobyć twardą walutę na spłatę rosyjskiego kredytu. Takim planom zdecydowanie sprzeciwiają się państwa bałtyckie, które postanowiły nawet zmienić prawo, aby nie wpuścić na swój rynek energii z atomowej siłowni na Białorusi. 

Teraz Putin już bez ogródek wskazał, że elektrownia w Ostrowcu to rosyjska inwestycja. Nie wiadomo tylko, czy zostanie to formalnie potwierdzone zmianami w akcjonariacie siłowni. 

Łukaszenka śladem Janukowycza

"Uzgodniliśmy, że Rosja przyzna Białorusi w tej trudnej chwili 1,5 mld dol. państwowego kredytu, i to spełnimy" - zadeklarował Putin na spotkaniu z Łukaszenką. Trzy dni wcześniej Międzynarodowy Fundusz Walutowy (MFW) ogłosił, że nie doszedł do porozumienia z władzami Białorusi, które od marca zabiegały o 940 mln dol. nadzwyczajnej pożyczki od Funduszu. 

Części rosyjskich dziennikarzy ta sytuacja skojarzyła się z ostatnimi tygodniami rządów prorosyjskiego prezydenta Ukrainy Wiktora Janukowycza. Niespodziewanie zrezygnował on z podpisania umowy o stowarzyszeniu Ukrainy z UE, wybierając integrację z Unią Eurazjatycką, działającą pod egidą Rosji. Jednocześnie Janukowycz zrezygnował z kredytu MFW na sfinansowanie reform na Ukrainie, a w zamian dostał od Putina 3 mld dol. pożyczki. I po obaleniu Janukowycza Rosja ma problemy z odzyskaniem tych pieniędzy, przekazanych w formie zakupu ukraińskich obligacji wyemitowanych w Irlandii. 

Obawy rosyjskich dziennikarzy spotęgowała też przywódczyni białoruskiej opozycji Swiatłana Cichanouska. "Mam nadzieję, że Putin rozumie, iż to właśnie Łukaszenka, a nie nasz naród, będzie musiał zwracać ten kredyt" - napisała Cichanouska na swoim koncie na Telegramie. 

"Kredyt jest przyznawany nie prezydentowi Łukaszence, lecz Białorusi - naszemu wielkiemu sojusznikowi, braterskiemu dla nas krajowi" - replikował rzecznik Kremla Dmitrij Pieskow. I dodatkowo uspokajając rosyjskich dziennikarzy, Pieskow powiedział: "Część tego kredytu zostanie wykorzystana do zrefinansowania wcześniej udzielonych pożyczek, a część to nowe środki pieniężne". 

Rzecznik Kremla nie ujawnił, jaka część nowego kredytu zostanie przeznaczona na spłatę starych długów Białorusi wobec Rosji. Nie wiadomo, jakie będzie oprocentowanie tego nowego kredytu i kiedy Mińsk będzie musiał go spłacić. 

W połowie roku Białoruś sprzedała już w Rosji obligacje za ponad 1 mld dol. Czyli nowy kredyt pogłębi zadłużenie Mińska wobec Moskwy. W lipcu państwowe zagraniczne długi Białorusi wynosiły ok. 18 mld dol., a z tej kwoty ponad 60 proc. przypadało na Rosję. 

Permanentne ćwiczenia wojskowe

Rzecznik Kremla zapewniał, że Rosja nie postawiła dodatkowych warunków, np. politycznych, w zamian za ten ratunkowy kredyt dla władz Białorusi. 

Pieskow zapewnił też, że w zamian za poparcie Łukaszenki Putin nie domagał się otworzenia na Białorusi rosyjskiej bazy wojskowej, ale faktycznie armia Rosji na stałe zagości na Białorusi, bo Putin zapowiedział, że przez najbliższy rok co miesiąc armie Rosji i Białorusi będą prowadzić wspólne ćwiczenia wojskowe. 

Już w czasie spotkania Łukaszenki z Putinem na poligonie koło Brześcia przy granicy z Polską ćwiczenia "Słowiańskie braterstwo 2020" rozpoczęli rosyjscy spadochroniarze wraz z jednostkami białoruskich sił specjalnych. A Moskwa ogłosiła, że ćwiczone będą operacje "antyterrorystyczne". 

Putin zapowiedział też Łukaszence, że znad granicy z Białorusią zostaną wycofane jednostki rosyjskich służb porządkowych i Gwardii Narodowej umieszczone tam w celu ewentualnej interwencji przeciw demonstracjom. 

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.