Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Restrukturyzacja przez Rosję zadłużenia Białorusi będzie z pewnością jednym z tematów szykowanego w Moskwie spotkania Aleksandra Łukaszenki z Władimirem Putinem.  

Nic dziwnego, skoro w sierpniu rezerwy walutowe Białorusi skurczyły się o rekordową kwotę 1,4 mld dol., czyli aż o 16 proc., jak w poniedziałek ogłosił Narodowy Bank Białorusi. Z tej kwoty niespełna 0,4 mld dol. przeznaczono na spłatę zagranicznych długów, ale większość - ponad 1 mld dol. - pochłonęła interwencyjna sprzedaż waluty, którą bank centralny prowadził dla obrony kursu białoruskiego rubla. 

Masowe demonstracje, trwające na Białorusi już od miesiąca po sfałszowanych wyborach prezydenckich, których zwycięzcą oficjalnie ogłoszono Aleksandra Łukaszenkę, dodatkowo osłabiły białoruskiego rubla, który już wcześniej tracił z powodu kryzysu na świecie wywołanego przez pandemię koronawirusa i zatargi Mińska z Moskwą w pierwszych miesiącach roku. W sierpniu białoruski rubel stracił na wartości ponad 16 proc., a od początku roku łącznie już 30 proc.

Gdy wybuchły zamieszki po wyborach prezydenckich, wielu Białorusinów zaczęło pospiesznie zamienić ruble na dolary. A to uderzyło w podstawy białoruskiego systemu bankowego.

Nie ma na kredyty

Na początku września największy białoruski bank - Biełaruśbank - ogłosił, że zawiesza cześć programów kredytowych dla ludności, a w przypadku innych kredytów termin rozpatrzenia wniosków na ich przyznanie wydłuża z 5 do 15 dni. 

A wiele innych białoruskich banków już pod koniec sierpnia wstrzymało przyznawanie nowych kredytów dla ludności.

Wyjaśnienia trzeba szukać właśnie w zawierusze politycznej, która skłoniła wielu Białorusinów do wycofywania lokat w rodzimej walucie i kupowania za nie dewiz. 

Pod koniec sierpnia agencja Moody's wskazała, że połowie roku głównym źródłem finansowania białoruskich banków były depozyty klientów. Przypadało na nie 75 proc. zobowiązań banków. Likwidacja przez klientów lokat w białoruskich rublach utrudniła więc bankom przyznawanie nowych kredytów. Niektórym bankom mogła też przysporzyć kłopotów ze zgromadzeniem pieniędzy na zapewnienie wypłacalności lokat dewizowych, na które według Moody's przypadało 58 proc. pieniędzy zdeponowanych w białoruskich bankach. 

Rosja przykręciła ropę

Międzynarodowe instytucje finansowe prognozowały, że wskutek pandemii w tym roku PKB Białorusi zmaleje o ok. 5 proc. Jednak oficjalnie Białoruś na razie przechodzi niemal suchą stopą przez ten kryzys. Do końca lipca - czyli do wyborów prezydenckich - oficjalnie PKB Białorusi skurczyło się zaledwie o 1,6 proc. 

Ale jednocześnie w pierwszych miesiącach roku zostało mocno ograniczone główne źródło twardej waluty dla Białorusi, które stanowią wpływy z eksportu paliw. 

Na Białorusi działają dwie rafinerie, jedne z najnowocześniejszych na Wschodzie, które przerabiają do 24 mln ton ropy naftowej rocznie - niemal tyle, co polskie rafinerie Orlenu i Lotosu. Przy tym na Białorusi mieszka cztery razy mniej ludzi niż w Polsce i społeczeństwo jest w dużo mniejszym stopniu zmotoryzowane. W konsekwencji tamtejsze rafinerie produkują głównie na eksport. 

Jednak na początku tego roku wielkie rosyjskie koncerny naftowe wstrzymały dostawy dla białoruskich rafinerii z powodu sporu cenowego. Rosja od początku obecnej dekady nie dolicza ceł eksportowych do ceny ropy dla Białorusi. Ale za to rosyjskie koncerny do ceny surowca doliczają specjalną opłatę, która ma zmniejszyć konkurencyjność białoruskich paliw w stosunku do paliw z Rosji. Szkopuł w tym, że w ostatnich latach Rosja zmieniła system podatkowy dla branży naftowej. To zaczęło windować cenę ropy dla białoruskich rafinerii, zmniejszając ich zysk z eksportu paliw. 

Łukaszenka długo domagał się od Putina obniżki cen rosyjskiej ropy dla Białorusi, a co najmniej zniesienia ekstra dopłaty dla rosyjskich nafciarzy. Moskwa ulgi uzależniała od zacieśnienia integracji Białorusi z Rosją, czyli praktycznie od aneksji tej pierwszej. A gdy pod koniec zeszłego roku Mińsk nie przyjął takich warunków, Rosja do minimum ścięła dostawy do białoruskich rafinerii. 

Łukaszenka zagrał wtedy Putinowi na nosie i Białoruś pierwszy raz w historii zaczęła kupować ropę naftową w Norwegii, Arabii Saudyjskiej i USA, sprowadzając ją tankowcami za pośrednictwem portu w Kłajpedzie na Litwie. A gdy wiosną pandemia koronawirusa wywołała kryzys na rynku naftowym, rosyjskie koncerny zdecydowały się wznowić dostawy na Białoruś, ale mniejsze niż przed rokiem. 

W efekcie Mińsk przewiduje, że w tym roku dochody budżetu z eksportu paliw będą ponad 800 mln dol. mniejsze niż planowano. 

Singapur nie udał się w Mińsku

Twardą walutę zapewniają Białorusi nie tylko rafinerie, ale także kombinat Biełaruśkalij, który dostarcza ok. 20 proc. zużywanych na świecie nawozów potasowych. W schedzie po Związku Sowieckim Białoruś dostała też firmę BiełAZ, produkującą największe na świecie wywrotki, używane w kopalniach odkrywkowych, fabrykę ciężarówek MAZ i Miński Zakład Ciągników Kołowych, producenta specjalistycznych pojazdów, wykorzystywanych w branży naftowej i budownictwie, a także do transportu rosyjskich międzykontynentalnych rakiet balistycznych. 

Nowym dzieckiem postsowieckiej Białorusi jest zaskakująco duży przemysł zaawansowanych technologii. Już po rozpadzie Związku Sowieckiego programiści z Białorusi rejestrowali zagranicą spółki, które z powodzeniem zaczęły konkurować na międzynarodowych rynkach. Takie, jak założona już w 1993 r. firma EPAM Systems, która od ośmiu lat jest notowana na giełdzie w Nowym Jorku - jako pierwsza spółka z Białorusi.

Białoruski rodowód ma firma Wargaming, która stworzyła "World of Tanks", jedną z najsłynniejszych gier komputerowych świata. I także na Białorusi swój główny ośrodek rozwoju otworzyła założona przez przedsiębiorców z Izraela i Białorusi firma Viber, znana z komunikatora internetowego, który ma 100 mln użytkowników na świecie. 

Branża IT daje ponad 6 proc. PKB Białorusi, a do tego rozkwitu przyczynił się stworzony w Mińsku Park Wysokich Technologii. W tej specjalnej strefie ekonomicznej zarejestrowanych jest teraz prawie 700 inwestorów, korzystających z ulg podatkowych i wizowych. Dodatkową zachętą są także niskie jak na zachodnie standardy płace na Białorusi. 

Założonym w 2005 r. Parkiem Wysokich Technologii przez 12 lat kierował Waleryj Capkała, były białoruski dyplomata. W 1994 r. wspierał on Łukaszenkę w jego pierwszej prezydenckiej kampanii wyborczej. W tym roku chciał rywalizować o fotel prezydencki, ale komisja wyborcza uznała, że jego kandydatura nie dostała odpowiedniej liczby głosów. I Capkała wyjechał z Białorusi, najpierw do Rosji, a ostatnio do Polski.  

Spoza granicy mógł oglądać, jak białoruskie służby porządkowe rewidują w Mińsku biura rosyjskiej firmy internetowej Yandex i amerykańskiego Ubera. Ostatnio pod dętym zarzutem nadużyć podatkowych aresztowano czterech menedżerów firmy informatycznej PandaDoc, która swoją siedzibę kilka lat temu przeniosła do Los Angeles, ale większość pracowników ciągle miała w mińskim Parku Wysokich Technologii. To może być odwet za krytykę Łukaszenki, z jaką podczas brutalnie tłumionych demonstracji publicznie występował szef PandaDoc Mikita Mikado. 

Już dwa lata temu białoruski przedsiębiorca z branży IT skarżył się w dzienniku "Los Angeles Times" na przykręcanie śruby przez ekipę Łukaszenki. "Była odwilż, liberalizacja, wprowadzono pewne zdrowe przepisy i ludzie zaczęli myśleć: może będziemy jak Singapur, dyktatura pozwalająca żyć biznesowi. Ale teraz nie możesz być pewien przyszłości, jeśli jakiś gliniarz lub kagiebista cię nie lubi ". 

A po obecnych demonstracjach, blokowaniu przez władze internetu, rewizjach i aresztowaniach w wielu firmach technologicznych zaczęto głośno mówić o wyjeździe z Białorusi. 

W garści Putina

W ciągu ćwierć wieku swoich rządów Aleksander Łukaszenka potrafił głośno skarżyć się, że Rosja traktuje Białoruś po macoszemu, a Gazprom sprzedaje jej gaz dwa razy drożej niż Niemcom. Wbrew naciskom Moskwy nie uznał też aneksji ukraińskiego Krymu przez potężnego sąsiada. Ale faktycznie Łukaszenka głęboko uzależnił swój kraj od Rosji. 

W zeszłym roku na Rosję przypadało 41 proc. eksportu Białorusi i aż 56 proc. importu. Na całą Unię Europejską, drugiego co do wielkości partnera handlowego Białorusi, przypadało łącznie tylko 18 proc. obrotów Mińska w handlu zagranicznym. 

W połowie roku państwowe długi zagraniczne Białorusi wynosiły ok. 18 mld dol., a z tego ponad 60 proc. przypadało na Rosję. 

Na Zachodzie nikt teraz nie pożyczy Łukaszence pieniędzy i dla utrzymania państwowych rezerw waluty na odpowiednim poziomie może liczyć tylko na Rosję. A Putin na pewno to wykorzysta. 

"Jest tajemnicą poliszynela, że Łukaszenka stale działa Kremlowi na nerwy, nie uważają go za lojalnego partnera i rozumieją, że działa teraz na rosyjskim kierunku tylko ze strachu. I na pewno rozważają różne scenariusze. (...) Ale teraz, gdy Rosja ma w ręku wszystkie atuty i jedynym realnym stronnikiem Łukaszenki jest kierownictwo Rosji, jej przywódcy mogą jasno i wyraźnie wyrazić, jaką chcą widzieć Białoruś" - ocenił ostatnio Jüri Luik, minister obrony narodowej Estonii. 

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.