Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

W czwartek śledczy na Białorusi zatrzymali Wiktora Babarikę, który przez 20 lat był prezesem Biełgazprombanku, białoruskiego banku Gazpromu, a w maju z dnia na dzień zrezygnował z tego stanowiska, aby w sierpniowych wyborach prezydenckich rywalizować z Aleksandrem Łukaszenką.

Pod koniec zeszłego tygodnia białoruski Komitet Kontroli Państwowej poinformował o zatrzymaniu 15 menedżerów banku Gazpromu, oskarżając ich o uchylanie się od płacenia podatków i pranie pieniędzy. W poniedziałek Narodowy Bank Białorusi ogłosił wprowadzenie zarządu komisarycznego w Biełgazprombanku. 

Teraz białoruski Komitet Kontroli Państwowej (KKP) oskarżył Wiktora Babarikę, że zorganizował i kierował grupą przestępczą w Biełgazprombanku. "Faktycznie na bazie banku [Biełgazprombank] została stworzona zorganizowana grupa przestępcza, która zajmowała się wyprowadzaniem pieniędzy na terytoria zagranicznych państw" - powiedział w czwartek na spotkaniu z dziennikarzami szef KKP Iwan Tertel, cytowany przez agencję BiełTA. "Nie wyobrażam sobie, by szef banku nie wiedział, co w nim robili jego zastępcy" - dodał. 

Za sznurki pociągali w Gazpromie

Szef białoruskiego Komitetu zasugerował też, że nielegalną działalnością Babariki kierowali wysokiej rangi przedstawiciele Gazpromu.

"Wiemy, że lalkarze stojący za jego [Babariki] działalnością, obawiają się, że nasze działania doprowadzą do uzyskania danych potwierdzających ich udział w tej nielegalnej działalności. Takimi osobami według naszej wiedzy są wielcy naczelnicy w Gazpromie, być może także wyżej" - powiedział Iwan Tertel

Zarzucał zatrzymanym menedżerom Biełgazprombanku wyprowadzanie pieniędzy za granicę i do rajów podatkowych. A także branie łapówek za kredyty dla przedsiębiorców i osób fizycznych o złej historii kredytowej, a nawet o zmuszanie niektórych Białorusinów do zaciągania kredytów na rzecz tych osób - czyli do odgrywania roli tzw. słupów. 

Dowody z Łotwy

Szef białoruskiego KKP poinformował dziennikarzy, że śledczy mają już dowody sprzecznej z prawem działalności menedżerów banku Gazpromu. Mińsk dostał np. z Łotwy informacje o przelewach z Biełgazprombanku na konta w banku ABLV. To był trzeci co do wielkości bank Łotwy, gdy dwa lata temu został objęty sankcjami USA pod zarzutem dokonywania nielegalnych transferów pieniędzy dla Korei Północnej. Bank zaprzeczał zarzutom Waszyngtonu, a także oskarżeniom o pranie pieniędzy z Rosji, jednak zdecydował się na dobrowolną likwidację.

"Według danych naszych łotewskich kolegów przez kilka lat tylko w interesach tego banku [ABLV] na jego rachunki z rachunków Biełgazprombanku wyprowadzono ponad 430 mln dol." - powiedział Iwan Tertel. Dodał, że te pieniądze przelewano na konta menedżerów Biełgazprombanku, w tym wiceszefa departamentu prawnego, który według białoruskich śledczych miał je potem na polecenie Wiktora Babariki lokować w rajach podatkowych. Szef KKP dodał, że białoruscy śledczy zajmują się też "machinacjami na wekslach o wartości ponad 60 mln dol.". 

W śledztwie w sprawie Biełgazprombanku Mińsk zwrócił się też o pomoc do 14 państw, w tym Czech, Hiszpanii, Holandii i Wielkiej Brytanii, oraz do USA, które mogą śledzić przepływy dolarów w systemie bankowych przelewów SWIFT. 

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.