Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Analizy wzrostu gospodarczego na ten rok sprzed kilku miesięcy mogą już się do niczego nie przydać - koronawirus pisze je na nowo. Rozpętał panikę na światowych rynkach i jego skutki odczuwa już polska gospodarka. Według minister Jadwigi Emilewicz  400 mln zł strat zanotowała już polska branża turystyczna. Jak pisaliśmy w piątek, to efekt spadku rezerwacji turystów z Włoch i Dalekiego Wschodu. Tylko w Krakowie liczba turystów zmalała o połowę, w Warszawie o jedną czwartą.

Koronawirus uderzy w PKP Polski

To tylko jedna branża, a szkody będą odczuwalne w całej gospodarce. Według analityków mBanku z powodu wirusa Europa wejdzie w recesję na przełomie I i II kwartału br. i w dalszych miesiącach zobaczymy ją także w polskich wynikach. Zrewidowane prognozy mBanku mówią, że wzrost PKB dla Polski w całym 2020 r. wyniesie już nie 2,8 proc., co i tak było optymistycznym scenariuszem, ale tylko 1,6 proc. 

W pierwszym kwartale wzrost będzie jeszcze niezły (choć poniżej 3 proc.), potem jednak wyhamują konsumpcja i inwestycje prywatne. Na pocieszenie wsparciem może być ciepła zima - inwestycje budowlane mogą przebiegać sprawniej. 

Straty, jakie przyniesie spowolnienie w transporcie i turystyce, będą odbudowywać się powoli. Doświadczenie po epidemii SARS wskazuje, że skutki wirusa dla tych branż będą odczuwalne do półtora roku. 

Według mBanku wraz ze spowolnieniem dynamiki PKB obniży się też inflacja, średnio z 3,8 do 3,2 proc. w ciągu całego roku. Możliwe, że spadną globalne ceny żywności. Niewykluczone też, że w najbliższych miesiącach RPP obniży stopy procentowe, mimo że do tej pory NBP wstrzymywał się z tą decyzją.

Kwarantanna z powodu koronawirusa szkodzi przemysłowi 

Grzegorz Maliszewski z Banku Millenium uważa, że prognoza mBanku wydaje się pesymistyczna, choć prawdopodobna. Spodziewa się utrzymania wzrostu powyżej 2 proc., jeśli w ciągu dwóch miesięcy sytuacja zacznie się stabilizować. W tym kontekście optymistyczne są dane z Chin, gdzie dynamika nowych zachorowań wyraźnie spada.

Wskazuje jednak, że epidemia coraz silniej wpływa na przemysł i sektor usług w Unii Europejskiej. A Unia Europejska, w tym Włochy są dla Polski ważnym dostawcą maszyn i urządzeń, a przez kwarantannę dostawy są zakłócone. - Zamknięta jest Lombardia, główny ośrodek przemysłu. Także nasze sektory usługowe bezpośrednio odczują skutki wirusa, zwłaszcza firmy transportowe, turystyczne - mówi Maliszewski.

W weekend włoski rząd przyjął dekret, na mocy którego w regionie Lombardii i 14 prowincji na północy kraju poruszanie się jest mocno ograniczone. Zamknięte są kina i szkoły, a w barach i restauracjach obowiązują obostrzenia.

Mniej jest pasażerów w autokarach i samolotach, a także mniejsze są przeładunki w portach czy na kolei. Osłabnie też turystyka i rozrywka w Polsce.

- Można się spodziewać, że w związku ze zwiększoną świadomością, że lepiej unikać zatłoczonych miejsc, mniej ludzi będzie chodzić chociażby do kina - mówi Maliszewski

O spowolnieniu wzrostu PKB do 2 proc. mówi też Wojciech Stępień z banku BNP Paribas. Według niego rośnie ryzyko, że PKB będzie sporo niższe, niż prognozowano. Wskazuje, że wzrost w tym roku może spowolnić do około 2 proc. Zastrzega jednak, że obecnie każda prognoza jest niepewna. - Sytuacja jest dynamiczna. Wszystko zależy od tego, na którym etapie uda się zatrzymać koronawirusa. Niestety, zakładamy, że sytuacja krótkookresowo jeszcze się pogorszy - mówi Stępień.  

ING Bank Śląski prognozował wcześniej 2,9 proc. wzrostu PKB w 2020, teraz ma to być 0,5 do 1 pkt. procentowego mniej. Rafał Benecki, ekonomista tego banku, mówi, że epidemia uderzy w popyt wewnętrzny w Polsce i strefie euro, czyli to, co wcześniej broniło Polskę przed skutkami wojen handlowych i recesją w niemieckim przemyśle.

Popyt wewnętrzny zaczął hamować już wcześniej, teraz w ten filar uderza koronawirus. - Strach przed nim może spowodować czasowe załamanie popytu na usługi gdzie są większe skupiska ludzi albo też ruch turystyczny. Dwutygodniowy brak ruchu w tych sektorach gospodarki kosztowałby PKB spadek o 0,8 pkt proc. w jednym kwartale albo 0,2 pkt proc w całym roku - mówi Benecki.

Według niego, drugie zagrożenie to spadek skłonności do wydawania trwający dłużej. - Nawet zanim rozpoczęła się epidemia, gospodarstwa domowe niechętnie zwiększały wydatki. Duża część nowych świadczeń socjalnych poszła na oszczędności. Teraz mogą być jeszcze bardziej ostrożne - uważa.

Inne powody spowolnienia, o przejściowym charakterze, to zakłócenia dostaw. Najbardziej narażone są branże wykorzystujące podzespoły elektroniczne i elektryczne z Chin, bo to nawet 40 proc. ich całego importu.

Piotr Soroczyński z Krajowej Izby Gospodarczej uważa, że jest za wcześnie, by snuć pesymistyczne scenariusze - trzeba poczekać na symptomy spowolnienia.

-  Jeszcze niewiele wiadomo i nie należy przywiązywać się do żadnych prognoz. W pierwszej kolejności trzeba będzie obserwować poziom zamówień w przemyśle, zwłaszcza w eksportowych branżach - mówi Soroczyński

Zaznacza, że dopiero jeśli się okaże, że ten poziom jest niski, będzie można mówić o spowolnieniu. 

Reakcje na wirusa 

Piotr Bielski z Banku Santander mówi, że to, że wzrost PKB będzie niższy, niż zakładano, jest pewne. Ale uważa również, że aby policzyć, jak bardzo, brakuje informacji. Wiele zależy od przebiegu epidemii i reakcji władz na nią: - Jeśli koronawirus rozprzestrzeni się i w innych krajach pojawią się ostre ograniczenia gospodarcze i kwarantanna jak Włoszech, to ryzyko recesji w Europie faktycznie mocno się zwiększy.

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.