Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Prezydenci Białorusi Aleksandr Łukaszenka i Rosji Władimir Putin cały piątek negocjowali w Soczi warunki dostaw rosyjskiej ropy naftowej i gazu dla Białorusi. Rano 1,5 godziny rozmawiali w cztery oczy, czekając na delegację rosyjskiego rządu, która z powodu złej pogody musiała wylądować poza Soczi. Potem rozmowy delegacji Rosji i Białorusi przerwano na mecz hokejowy, w którym Łukaszenka i Putin zagrali w jednej drużynie. Wzmocniona prezydentami drużyna pokonała przeciwnika 13:4. A po meczu wznowiono negocjacje. 

Mińsk uzgodnił z Moskwą cenę gazu tylko na lata 2018 i 2019, odkładając na przyszłość uzgodnienie cen od 2020 r. Ale pod koniec zeszłego roku ustalono tylko, że w styczniu i lutym Białoruś będzie płacić 127 dol. za 1000 m sześc. rosyjskiego gazu, czyli tyle, ile w 2019 r. 

W zeszłym miesiącu Łukaszenka żalił się, że Białoruś została "wykiwana" w sprawach gazu. Bo gdy Mińsk w połowie tej dekady sprzedał Gazpromowi swojego monopolistę gazowego, to Rosja obiecywała Białorusi ceny gazu jak w Rosji. Tymczasem w sąsiadującym z Białorusią obwodzie smoleńskim Gazprom liczy za 1000 m sześc. gazu równowartość ok. 70 dol. 

Jednak taką obniżkę Moskwa uzależniała od pogłębienia integracji Białorusi z Rosją, czyli w praktyce wchłonięcia Białorusi. A na dodatek Moskwa straszyła Białoruś, że w tym roku Gazprom podniesie jej cenę gazu do 152 dol. za 1000 m sześc. 

Gaz bez zmian

Wieczorem wyniki negocjacji przedstawił dziennikarzom Dmitrij Kozak, wiceszef kancelarii Putina, który do połowy stycznia był wicepremierem Rosji odpowiedzialnym za energetykę. 

– Uzgodniliśmy, że utrzymamy warunki dostaw gazu z 2019 r. – poinformował Kozak. Czyli Białoruś nadal będzie płacić 127 dol. za 1000 m sześc. rosyjskiego surowca. Łukaszenka nie wytargował zatem niższych cen ani zgody Rosji na odejście od dolarów w rozliczeniach z Gazpromem. Mińsk od dawna chciał płacić w rosyjskich rublach za rosyjski gaz, bo konieczność rozliczania transakcji w twardej walucie stanowi problem dewizowy dla Białorusi. Ale Moskwa na to się nie zgadza. 

Zakręcony kurek z ropą

W jeszcze gorszej sytuacji znalazły się białoruskie rafinerie, bo Mińsk i Moskwa nie uzgodniły warunków dostaw rosyjskiej ropy naftowej na ten rok. I po sylwestrze rosyjskie kompanie naftowe przestały dostarczać surowiec rafineriom na Białorusi. 

Łukaszenka żalił się, że z powodu zmian podatkowych w Rosji białoruskie rafinerie płacą coraz więcej za rosyjską ropę. Do ceny ropy dla Białorusi Rosja nie dolicza ceł wywozowych, ale za to rosyjscy nafciarze doliczają do tej ceny bardzo wysoką premię – jak ustaliły rządy w Mińsku i Moskwie. W efekcie według Łukaszenki białoruskie rafinerię kupują rosyjską ropę po cenach wyższych niż światowe. 

Łukaszenka domagał się od Putina przynajmniej zniesienia tych premii dla dostawców ropy z Rosji. Straszył też, ze Białoruś ograniczy zakupy rosyjskiej ropy, zacznie kupować surowiec na światowych rynkach i może go sprowadzać tranzytowymi rurociągami z Polski, co ograniczyłoby tranzyt rosyjskiej ropy przez Polskę do Niemiec. 

Ropę odblokują

Jednak w Soczi Łukaszenka niewiele wytargował. – Białoruska strona zwróciła się o rabaty. Ale by to zrobić, należałoby wprowadzić regulowany przez państwo rynek naftowy, a tego nie możemy uczynić. Nie możemy stale zmieniać przepisów i stawiać naszych kompanii naftowych w niezrozumiałym położeniu – stwierdził Dmitrij Kozak. 

Ale jednocześnie zapowiedział: – Będziemy sprzyjać porozumieniom komercyjnym o dostawach ropy naftowej pomiędzy firmami z Rosji i Białorusi. 

Kozak dodał jednak, że rosyjski dostawca ropy dla białoruskich rafinerii będzie miał dostęp do rurociągów eksportowych niezależnie od wielkości swojego wydobycia ropy w Rosji. W styczniu tylko mała rosyjska kompanii naftowa Russnieft dostarczała niewielkie ilości surowca na Białoruś. Nie mogła zwiększyć dostaw, bo wydobywa niewiele ropy w porównaniu z gigantami rosyjskiej branży naftowej – koncernów Rosnieft, Gazprom Nieft czy Surgutnieftiegaz. 

Ze słów Kozaka wynika, że teraz Rosja zniesienie takie ograniczenia dla swoich firm w dostawach ropy na Białoruś. Ale na obniżkę cen surowca Łukaszenka nie ma co liczyć. 

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.