Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Ze względu na zakup przez Białoruś partii ropy naftowej w Norwegii Rosja zmniejszyła plany ewentualnych dostaw swojego surowca dla białoruskich rafinerii - poinformowała w czwartek rosyjska rządowa agencja prasowa TASS, powołując się na źródła zaznajomione z takimi planami. 

"W związku z rozpoczęciem dostaw na Białoruś ropy naftowej z państw trzecich, zwłaszcza z Norwegii, dostawy rosyjskiej ropy naftowej zostały skorygowane" - stwierdził rozmówca agencji TASS. Według jego relacji dotychczasowy harmonogram zakładał dostawy w styczniu na Białoruś do 750 tys. ton ropy naftowej. Ale ten plan zredukowano do 500 tys. ton, kiedy Białoruś sprowadziła 80 tys. ton surowca z Norwegii.

Kilka godzin później te informacje pośrednio potwierdził Wagit Alekpierow, szef koncernu naftowego Łukoil. Poinformował on agencję Interfax, że jego koncern skierował do rosyjskich portowych terminali eksportowych ropę naftową, którą wcześniej Łukoil zamierzał wysłać na Białoruś.

Walka z rosyjskim monopolem

Do tej pory Białoruś importowała ropę naftową wyłącznie z Rosji.

Jednak od początku tego roku Rosja zakręciła kurek z ropą dla białoruskich rafinerii, bo Mińsk nie uzgodnił z Moskwą nowych cen surowca. Wcześniej władze Białorusi skarżyły się, że wskutek zmian podatkowych w Rosji płacą coraz drożej za rosyjską ropę naftową. I domagały się co najmniej eliminacji premii dla rosyjskich dostawców. Zgodnie z porozumieniem rządów Rosji i Białorusi z 2011 r. Moskwa nie doliczała ceł wywozowych do cen ropy eksportowanej na Białoruś. Ale w zamian białoruskie rafinerie płaciły specjalną premię rosyjskim kompaniom naftowym. 

Po wstrzymaniu dostaw ropy naftowej z Rosji białoruskie rafinerie ograniczyły produkcję do minimum, zużywając zapasy surowca. A prezydent Białorusi Aleksander Łukaszenka polecił rafineriom, by szukały alternatywnych źródeł dostaw surowca. 

We wtorek białoruski holding naftowy Biełnieftiechim poinformował, że kupił tankowiec z 80 tys. ton ropy naftowej w Norwegii. Surowiec zostanie rozładowany w Kłajpedzie na Litwie, a stąd przewieziony cysternami kolejowymi do rafinerii Naftan w Połocku. Do tej pory ta rafineria przerabiał głównie surowiec rosyjskiego koncernu Łukoil. 

Moskwa blokuje

We wtorek Łukaszenka polecił rządowi Białorusi, aby do 30-40 proc. ograniczył dostawy ropy z Rosji dla białoruskich rafinerii. Resztę surowca mają one kupować na światowych rynkach i sprowadzać go za pośrednictwem portów w państwach bałtyckich i na Ukrainie. Wcześniej Łukaszenka zwracał uwagę, że jeśli Białoruś będzie nadal płacić premię rosyjskim kompaniom naftowym, to ceny za rosyjski surowiec musiałaby być wyższe od światowych. 

We wtorek Łukaszenka ujawnił też, że Rosja nie chce przesłać swoimi rurociągami ropy naftowej, którą Białoruś chciała kupować w Kazachstanie. 

Wszystkie te trzy państwa są założycielami Unii Eurazjatyckiej tworzonej pod egidą Rosji na obszarze dawnego Związku Sowieckiego. 

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.