W czasach poprzedniego kryzysu w budowie dróg z ław opozycji na rząd PO-PSL grzmiał Andrzej Adamczyk. W rządzie PiS został ministrem infrastruktury i chociaż zapowiadał zmiany przepisów i nawiązanie dialogu z wykonawcami, to teraz boryka się z problemami, za które krytykował poprzedników.

Nawet najlepsze przepisy nie pozwolą bowiem przewidzieć, że firma opóźniona w budowie drogi ekspresowej o 1,5 roku nagle postanowi wstrzymać roboty, kiedy w końcu widać kres inwestycji.

Pozostało 91% tekstu
Twoja przeglądarka nie ma włączonej obsługi JavaScript

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Pełne korzystanie z serwisu wymaga włączonego w Twojej przeglądarce JavaScript oraz innych technologii służących do mierzenia liczby przeczytanych artykułów.
Możesz włączyć akceptację skryptów w ustawieniach Twojej przeglądarki.
Sprawdź regulamin i politykę prywatności.