Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Niemal przez siedem tygodni, od końca kwietnia do pierwszej dekady czerwca, nad Polską krążyło widmo kryzysu paliwowego. Trzeba było zakręcić kurek rurociągu Przyjaźń, który dostarcza rosyjską ropę naftową do rafinerii w Polsce i Niemczech. Bo w surowcu wykryto niszczące rafinerie chlorki organiczne w stężeniach kilkadziesiąt razy przekraczających normy. Z tego powodu wstrzymano też dostawy rosyjskiej ropy do rafinerii w Czechach, na Słowacji i Węgrzech. Problemy ominęły tylko rafinerie w Rosji.

Przyjaźń zawieszona

To była najdłuższa przerwa w ciągu ponad pół wieku pracy rurociągu Przyjaźń, którym normalnie płynie aż 1 proc. całości ropy naftowej zużywanej na świecie. Teraz Rosja stara się, aby świat jak najszybciej zapomniał o tym skandalu.

- Kryzys został już pokonany i już od dawna dostarczamy odpowiedniej jakości ropę naftową - powiedział rosyjski minister energii Aleksandr Nowak pod koniec czerwca w kuluarach szczytu państw G20 w Japonii.

Faktycznie wtedy kończono dopiero usuwanie zanieczyszczonej ropy z trzech tranzytowych rurociągów do Polski. A w polskich rurociągach i zbiornikach nadal jest zanieczyszczony surowiec wtłoczony do nas przed zakręceniem kurka.

Pora się policzyć

Dotąd nie wiadomo, jakie rekompensaty wypłacą Rosjanie polskim firmom za straty związane z dostawami brudnego surowca. W połowie czerwca rosyjska firma rurociągowa Transnieft zapowiedziała, że ustali to w ciągu dwóch, trzech miesięcy.

Na razie Transnieft podpisał ugodę tylko z Kazachstanem. Agencja Bloomberga, powołując się na nieoficjalne źródła, napisała, że Rosjanie przyznali Kazachom rekompensatę w wysokości 15 dol. od baryłki zanieczyszczonej ropy, w sumie  - 76 mln dol.

W przypadku Polski negocjacje komplikują spory o to, ile zanieczyszczonej ropy z Rosji wtłoczono do naszych instalacji.

Białoruś, która pierwsza wykryła zanieczyszczenia, twierdziła, że przesłała tranzytem do Polski ok. 1 mln ton zanieczyszczonego surowca. To prawie dwa razy więcej ropy niż w ugodzie Transnieftu z Kazachstanem. Natomiast Siergiej Andronow, wiceprezes Transnieftu, w wywiadzie dla dziennika "Kommiersant" powiedział: - Całkowita ilość [zanieczyszczonej] ropy dostarczonej w punkcie Adamowo do Polski i Niemiec wynosi ok. 690,5 tys. ton.

Szkopuł w tym, że Transnieft uwzględnia tylko ropę dostarczoną od 19 kwietnia -  kiedy Białoruś oficjalnie ogłosiła, że od kilku dni notuje dramatyczny wzrost zanieczyszczeń surowca, do 24 kwietnia, kiedy Polska wstrzymała jej odbiór.

„Między 19 a 24 kwietnia z kierunku wschodniego przesłano dla klientów w Polsce i Niemczech około 691 tys. ton zanieczyszczonego surowca, ale ropa naftowa niespełniająca parametrów jakościowych mogła być przesyłana do Polski od 15 kwietnia” - wskazała nam polska firma rurociągowa PERN.

Problem próbek

Sprawdzenie przypuszczeń PERN wymaga kontroli próbek arbitrażowych pobieranych przy odbiorze ropy przeznaczonej dla konkretnych odbiorców.

Kilka dni temu Białorusini ujawnili, że mają z tym problemy z Rosjanami. „W krytycznej sytuacji Transnieft nie informował swoich partnerów, że przepuszcza partie ropy niespełniającej wymogów jakości. Teraz - naruszając umowę i regulamin - [Transnieft] utrudnia dostęp do próbek arbitrażowych” - stwierdził Oleg Borisenko, dyrektor generalny białoruskiej firmy rurociągowej GomelTransneft.

„Lotos nie ma takich problemów. Próbki arbitrażowe dla dostaw w Adamowie przechowywane są przez PERN” - przekazał nam rzecznik Lotosu Adam Kasprzyk.

Jednak PERN nie może wykorzystać takich próbek, aby ustalić, ile faktycznie zanieczyszczonej ropy dostarczono do Polski. Próbki arbitrażowe są własnością klientów PERN, czyli polskich i niemieckich rafinerii. „PERN nie może samodzielnie podjąć decyzji o przebadaniu próbek, a jedynie wydać ją klientom na potrzeby takiego badania” - stwierdziła spółka.

„PKN Orlen podjął działania celem zbadania próbek arbitrażowych” - poinformowała nas rzeczniczka Orlenu Joanna Zakrzewska. Nie sprecyzowała, czy Orlen już zlecił badania ani komu.

Badań, które formalnie odpowiadałyby rosyjskimi przepisom, zwłaszcza jako dowód w sporze, nie da się u nas wykonać.

„W Polsce nie ma  jednostki badawczej posiadającej w zakresie akredytacji metodę badania zawartości chlorków organicznych w ropie naftowej wg GOST 52247, właściwą do zastosowania zgodnie z wymaganiami normy produktowej GOST R 51858” - wyjaśnił nam PERN. Innymi słowy, nie ma w Polsce laboratorium, zatwierdzonego przez Rosję do sprawdzania według tamtejszych standardów, czy dostarczana do Polski ropa naftowa odpowiada rosyjskim normom.

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.