Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Niemcy zdecydowanie zajmują czołowe miejsce wśród sąsiadów Polski, jeśli chodzi o wymianę gospodarczą. A jak wypadają inne kraje, z którymi dzielimy granicę?

W okresie styczeń-kwiecień 2018 r. polskie przedsiębiorstwa najchętniej eksportowały swoje towary do Niemiec (za 81,1 mld zł) oraz Czech (18,5 mld zł) - wynika z raportu GUS-u "Obroty towarowe handlu zagranicznego ogółem i według krajów w okresie styczeń-kwiecień 2018”. 

Z kolei Rosja była dopiero na siódmym miejscu - eksport do tego kraju wyniósł tylko 8,6 mld zł. A import z krajów wspomnianej trójki był następujący: Niemcy (66,6 mld zł), Rosja (21,2 mld zł) oraz Czechy (10,7 mld zł). Były to kolejno pierwsza, trzecia i siódma pozycja w zestawieniu państw, z których najwięcej importowaliśmy w pierwszych miesiącach tego roku.

 - Nie widzę obecnie większych przesłanek, które mogłyby zachwiać naszą stabilną relacją handlową z Niemcami. Fundamenty biznesowe są nadal bardzo trwałe. Polski przemysł opiera się na kontaktach handlowych z naszym zachodnim sąsiadem - twierdzi Jakub Makurat, dyrektor generalny Ebury Polska, firmy zajmującej się usługami finansowymi.

Nieprzewidywalna Rosja, przewidywalne Czechy

W kontaktach handlowych z Rosją największym problemem jest nieprzewidywalność. Chodzi głównie o kwestie polityczne. Sytuacji nie poprawia też embargo na towary rosyjskie i podobna reakcja Kremla na towary w Unii Europejskiej. 

Ciekawostką jest to, że rubel wrócił do łask. - Firmy znad Wisły znacznie chętniej niż kiedyś wykorzystują rubla rosyjskiego, a nie np. dolara. Ten trend widać od tzw. kryzysu krymskiego. Gdy rozpoczął się konflikt między Rosją a Ukrainą w 2014 r., na rynku walutowym obserwowaliśmy znaczne osłabienie rubla rosyjskiego - twierdzi Makurat.

Zupełnie odmiennie wyglądają relacje biznesowe z naszym południowym sąsiadem - Czechami. Kraj ten wyróżnia przewidywalność, a współpraca gospodarcza dotyczy wielu branż. Nasi przedsiębiorcy eksportują choćby wyroby przemysłowe, maszyny, meble czy odzież. Sprzedają także dużo wyrobów rolno-spożywczych, co doskonale widać za każdym razem, gdy wejdziemy do jakiegokolwiek sklepu spożywczego w Czechach. Choć tu akurat pojawiają się zgrzyty - Czesi narzekają na słabą jakość polskiej żywności i grożą polskim producentom zakazem eksportu. Choć tu akurat chodzi bardziej o pozbycie się zagranicznej konkurencji.

W swojej analizie PKO Banku Polskiego o relacjach społeczno-gospodarczych Polski i Czech, w której podkreślono, że po dynamicznym wzroście importu i eksportu Polski w latach 2010-11, od 2012 r. do 2016 r. tempo wzrostu tych kategorii oscylowało w granicach około 1-8 proc. W 2017 roku dynamika importu i eksportu była wyższa w stosunku do ubiegłych lat i wynosiła odpowiednio 13,4 proc. dla importu i 12 proc. dla eksportu. Według prognoz PKO Banku Polskiego w 2018 r. tempo wzrostu importu będzie wynosić około 9,2 proc. rok do roku, a dynamika eksportu około 7,9 proc. rok do roku.

Mamy jeszcze drugiego południowego sąsiada - Słowację. Tu jednak sytuacja wygląda zupełnie inaczej - Słowacji nie ma w pierwszej dziesiątce ani wśród eksporterów, ani importerów.

Przyczyn należy szukać w opóźnieniu gospodarczym kraju - jeszcze nie zniwelowała całkiem dystansu gospodarczego, jaki dzielił Czechy i Słowację po rozpadzie Czechosłowacji. PKB Słowacji było wtedy ponad 2,5 razy niższe niż Czech. Dystans się zmniejszył, ale polskie firmy chętniej prowadzą kontakty handlowe z silniejszymi gospodarczo Czechami niż ze Słowacją.

Białoruś i Ukraina 

Przed „kryzysem krymskim” polskie firmy chętnie prowadziły interesy na Ukrainie. Niestety, obecna sytuacja naszego sąsiada jest niestabilna. Firmy, które od lat były związane handlowo z Ukrainą, nadal walczą o dobrą pozycję na tym rynku. Aktualnie jednak główną bolączką jest brak nowych polskich przedsiębiorstw chętnych do większej ekspansji handlowej na Ukrainie.

- Z dużymi wyzwaniami boryka się jest także ukraińska waluta (hrywna). Przede wszystkim jest ona mało płynna – ukraiński sektor bankowy – i szerzej finansowy – wciąż boryka się z dużymi problemami - podkreśla Jakub Makurat.

Znacznie lepiej wygląda sytuacja z Białorusią. Kiedyś taki handel był ryzykowny, ale obecnie ten kraj cechuje stabilizacja polityczna i ekonomiczna. Dla wielu przedsiębiorców handel z Białorusią jest dużo pewniejszy niż z wcześniej wspomnianą Ukrainą.

Litewski kierunek eksportu bez większych nadziei

Na koniec Litwa, nasz najmniejszy sąsiad, a zarazem bohater wielu artykułów prasowych ze względu na zakupy chętnie robione przez obywateli tego kraju w polskich sklepach.

Czy to oznacza, że łatwo jest eksportować polskie produkty na Litwę – skoro uznawane są za dobre i względnie tanie? Niestety, nie jest to takie proste. Choć jest to bardzo ciekawy rynek handlowy, to niestety, jest przy tym bardzo mały. Poza tym na Litwie mocno działają rosyjskie firmy. Dlatego w wielu sektorach polskich przedsiębiorcom trudno zaistnieć na większą skalę. Nakłady inwestycyjne, jakie trzeba by było poczynić, aby znaleźć się na litewskim rynku, są zbyt duże w stosunku do spodziewanych zysków. Za to Litwini chętnie robią zakupy w Polsce i tę okazję wykorzystują przygraniczni polscy przedsiębiorcy.

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.