Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Przerażające sceny internauci zobaczyli 11 października, w kolejną niedzielę protestów Białorusinów przeciw sfałszowanym wyborom, dzięki którym Aleksander Łukaszenka utrzymuje się przy władzy. Na filmikach YouTube'a widać, jak omonowcy ściągają z roweru młodego mężczyznę, przewracają go i biją pałkami gdzie popadnie. Ten próbuje się od nich uwolnić, wyrwać się, ale nie daje rady i dostaje kolejne ciosy w głowę, po plecach, po nogach i znowu w głowę. Ktoś krzyczy: "Co wy robicie? Nie bijcie go!". Omonowcy nie zwracają uwagi na krzyki. Bez butów, w kajdankach odstawiono go do komisariatu, tam przesłuchano i zagrożono sądem, a następnie przewieziono do szpitala.

Ostrzegamy, na filmach są drastyczne sceny.

 
 

Następnego dnia ów mężczyzna - z poobijaną twarzą, bandażami, siniakami, opuchlizną, obtarciami - przedstawił się grzecznie. Był to architekt Nikita Domraczew, brat Darii Domraczewej, biatlonistki, jednej z ukochanych sportsmenek dyktatora. - Jechałem rowerem, nie brałem udziału w akcji. Po prostu obok mieszka moja mama. Nagle zobaczyłem funkcjonariuszy z jednej strony, zawróciłem, ale inni już byli z drugiej strony. O nic nie pytali, tylko od razu zaczęli kopać. Bałem się, że straciłem wzrok - powiedział później w portalu by.tribuna.com i tut.by.

Nikita Domraczew, brat biathlonistki Darii Domraczewej dzień po zatrzymaniu przez OMON podczas protestów w Mińsku 11 października 2020.Nikita Domraczew, brat biathlonistki Darii Domraczewej dzień po zatrzymaniu przez OMON podczas protestów w Mińsku 11 października 2020. Fot. Nikita Domraczew by tut.by

Lista Bohaterów Białorusi

Daria, dzięki starszemu od niej Nikicie, zaczęła trenować biatlon, on także zaprojektował jej piękny, nowoczesny dom w Łaporowiczach nad Zasławskim Zalewem, zwanym przez mińszczan Morzem Mińskim, zaledwie 30 km od stolicy.

Domraczewa reprezentuje sport, który jest bardzo bliski Łukaszence. Twarda dziewczyna na mrozie biega na nartach z karabinem po lasach i strzela, a na dodatek wielokrotnie była w tym najlepsza na świecie (cztery złota olimpijskie, dwa tytuły mistrzyni świata, Puchar Świata i 34 zwycięstwa w tej serii zawodów).

Bliższa sercu białoruskiego satrapy byłaby zapewne tylko najlepsza na świecie czołgistka albo traktorzystka, zresztą podobne zawody Łukaszenka organizuje u siebie. Ale biatlon też jest dobry. Na tyle dobry, że zawodniczka dostąpiła największego zaszczytu - otrzymała mianowicie z rąk dyktatora najwyższe odznaczenie: medal Bohatera Białorusi. Odznaczenie wiąże się z mnóstwem przywilejów. Tylko dziesięć osób przed nią - i żadna kobieta - dostąpiło tego zaszczytu, w tym między innymi pośmiertnie pilot, który spadając ze swoim odrzutowcem, uniknął uderzenia w wieś, ale też dyrektor zrzeszenia Biełaz za wspaniałe wyniki produkcyjne, trzech dyrektorów za zasługi w rozwoju rolnictwa na Grodzieńszczyźnie i w obwodzie mińskim, a także szef zakładu naukowo-technicznego Bielavtotraktorstrojenie za wkład w rozkwit białoruskiej motoryzacji.

Wpis Darii Domraczewej

Po dłuższym namyśle Domraczewa - już nie startuje, przebywa w Chinach na bliżej nieokreślonym zgrupowaniu - napisała post na swoim koncie facebookowym. Uznała w nim, że sytuacja na Białorusi jest trudna i że milicja oraz organy bezpieczeństwa powinny działać znacznie bardziej koncyliacyjnie niż „strzelanie, aresztowanie i tłuczenie ludzi na ulicach”. „Ludzie chcą być wysłuchani” - napisała.

Kibice byli rozczarowani - jak to, żadnego oburzenia za pobicie brata? Zamiast tego: „Nie ma znaczenia, kto przypadkowo znalazł się w 'gorącym' miejscu, ktoś bliski czy nieznajomy. Wszyscy jesteśmy tacy sami”. Pojawiły się apele, aby Daria oddała Łukaszence swój medal.

Jej mąż - najsłynniejszy i najbardziej utytułowany biatlonista świata, Norweg Ole Einar Bjoernadlen - pytany przez dziennikarzy o wydarzenia w Białorusi, odmówił komentarza.

Potem Domraczewa do postu dodała apel do OMON-u o powstrzymanie przemocy.

Lewczenko poniżana w areszcie

Jelena Lewczenko na marszu protestacyjnym w Mińsku. Na transparencie napis: 'Sportowcy z Narodem'Jelena Lewczenko na marszu protestacyjnym w Mińsku. Na transparencie napis: 'Sportowcy z Narodem' instagram

W tym samym czasie, gdy Domraczewa biła się z myślami, co zrobić, Jelena Lewczenko - jedna z najlepszych koszykarek na świecie na początku wieku, wciąż grająca - szykowała się nieśmiało do wyjścia na wolność z owianego złą, acz zasłużoną sławą aresztu przy mińskiej ulicy Akrescina. Została zatrzymana przez milicję za udział w masowych protestach przeciw Łukaszence 20 września. Wlepiono jej 15 dni aresztu.

Trzeciego dnia od wyroku sądu sporo się zmieniło w jej celi, o czym później, gdy już wyszła na wolność, poinformowała niezależnych dziennikarzy.

Od tego momentu spała na stalowej leżance nie tylko bez pościeli, ale też bez żadnego przykrycia. Wszystko jej zabrano. Przez cały czas aresztu nie miała dostępu do wody, aby się umyć, spłukiwanie muszli klozetowej było zepsute, a mimo to przez pięć dni nie wypuszczano jej z celi do innej toalety. Zaczęła chorować, dopadło ją zapalenie pęcherza. Na skórze pod jej pięknymi włosami zalęgły się wszy. A na koniec dowiedziała się, że mogą jej zostać postawione nowe zarzuty, z których powodu przedłuży się jej areszt.

Internauci zawiadomili resort, że według przepisów areszt powinien zapewnić zatrzymanemu:

  • 1 koc wełniany
  • 1 materac watowany
  • 1 poszewkę na materac
  • 1 bawełnianą poduszkę
  • 1 prześcieradło
  • 1 ręcznik
  • 1 ręcznik higieniczny (dla kobiet)

Koszykarka na wolności

W dniu, gdy miała wyjść - czyli po 15 dniach od zasądzenia wyroku - przy areszcie na Akrescinie zgromadzili się przyjaciele i krewni oraz dziennikarze niezależnych mediów. Nie doczekali się koszykarki. Poszła plotka, że jednak karę przedłużono. Potem - że jednak nie i że Lewczenko wywieziono tylną bramą. Wszyscy pojechali więc do mieszkania koszykarki, ale tam jej nie było. Telefon nie odpowiadał. Nagle zajechała suka, wysiadła z niej Lewczenko, a zamaskowany milicjant pomógł wyładować bagaż z rzeczami, które wcześniej do aresztu dostarczyła rodzina.

37-letnia Jelena gra w Chinach. Zatrzymano ją na lotnisku, bo chciała wyjechać z kraju na leczenie i rehabilitację, a potem grać. Nie wiadomo, czy dotrze do swojego klubu.

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.