Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Radosław Leniarski: Czy pandemia zmieni sport?

Robert Korzeniowski, czterokrotny mistrz olimpijski w chodzie sportowym: Już zmieniła. Choćby daty zawodów. Pandemia zmieni postrzeganie imprez sportowym jako bezpiecznych, wprowadziła w obieg czynnik ryzyka.

Robert KorzeniowskiRobert Korzeniowski Fot. Grzegorz Celejewski / Agencja Gazeta / AGENCJA GAZETA

Przywykliśmy już do obostrzeń antyterrorystycznych, kibice stracili przez nie prywatność. Wprowadziliśmy procedury proekologiczne, bo sport nie może niszczyć otoczenia. A teraz zostały wprowadzone zasady sanitarne czy epidemiologiczne. Po prostu muszą i będą musiały zostać spełnione określone warunki sanitarne, kontrolne, na sztywno, bo inaczej impreza nie będzie mogła być przeprowadzona.

Tak jak teraz imprezę przesuwa się o kilka godzin lub kilka dni ze względu na siłę wyższą - jak ulewa czy trzęsienie ziemi - tak teraz trzeba będzie ją przesunąć ze względu na ryzyko lokalnej epidemii. Konsekwencje będą takie, że zawody sportowe, imprezy masowe będą droższe dla organizatorów, a co za tym idzie, dla kibiców. Po prostu dlatego, że będzie ich mniej, a także dlatego, że kosztowniejsze będzie ubezpieczenie takiej imprezy. Ubezpieczyciel będzie musiał wziąć pod uwagę, że ryzyko odwołania czy przełożenia imprezy sportowej ze względów epidemiologicznych będzie od teraz znacznie wyższe. Do tej pory takiego konkretnego powodu - pandemii czy epidemii - w warunkach ubezpieczenia raczej nie stosowano, a już na pewno nie było to powszechne. A teraz wygląda na to, że ów paragraf w umowie może być kluczowy.

Jutronauci
CZYTAJ WIĘCEJ

Przyzwyczaimy się?

- Tak jak przyzwyczailiśmy się do innych rzeczy. Już zapomnieliśmy, jakie były kolejki do bramek bezpieczeństwa podczas igrzysk olimpijskich w Salt Lake City w 2002 r., kilka miesięcy po zamachach w Nowym Jorku.

Wszystkim wydawało się wtedy, że kolejki przed wejściem do samolotów to rzecz, która minie, bo nowe procedury są tak bardzo nienaturalne, kłopotliwe, bo ludzie się spóźniają do samolotu, bo linie lotnicze tracą pasażerów. Mieliśmy wtedy przekonanie o tymczasowości tych niewygodnych rozwiązań, niekorzystnych dla biznesu i dla ludzi. Minęło 20 lat i to stało się normą. Mam nadzieję, że nie będziemy musieli tego wszystkiego znów przeżywać z powodu koronawirusa, ale jestem pewien, że jeśli tak się stanie, nauczymy się z tym żyć.

Na razie większość stadionów jest pusta. I spójrzmy, jak potężna jest siła ludzkiej adaptacji - jeszcze niedawno jedną z najbardziej dotkliwych kar dla klubu piłkarskiego była gra przy pustym stadionie. A po kilku czy kilkunastu tygodniach zamknięcia wszystkiego organizatorzy meczów czy innych imprez chcieli grać przy pustym stadionie. Teraz największą nagrodą jest to, że rządy w swojej łaskawości pozwoliły na grę w takich warunkach, które jeszcze dwa miesiące temu byłyby powodem do apelacji od wyroku UEFA w sądzie. Kluby dwoją się i troją, aby broń Boże nie narazić się na karę w postaci zakazu gry przy pustym stadionie!

Co będzie dalej?

- Podejrzewam, że na żądanie władz lig lub krajów mogą zostać wprowadzone obligatoryjne testy dla kibiców, mogą pojawić się nakazy demontażu części krzesełek, aby zachować dystans między widzami. Może zostać wprowadzony jakiś rodzaj karty kibica z wynikami badań, jakiś rodzaj certyfikatu, lub pojawić się żądanie screeningu temperatury każdego kibica wchodzącego na stadion. Kibicowska dystopia? Tak, ale z czasem może się to zamienić w normę.

Skoro może zostać ograniczony bezpośredni kontakt z wydarzeniem…

ZwiftZwift Materiały Prasowe

- ...to cała energia pójdzie prawdopodobnie w transmisję z miejsca wydarzenia. Przewiduję rozwój technologiczny, który pozwoli na jak najbliższe uczestniczenie telewidza lub internauty w meczu, w maratonie, w walce bokserskiej. Możliwie najściślejsza interakcja uatrakcyjni przekaz. Już dawniej były możliwości techniczne, aby przenieść wydarzenia blisko kibica. Telewizje dzięki cyfryzacji robiły eksperymenty z indywidualnym dostępem do kamer poszczególnych kierowców Formuły 1. Kibic siedzący przed telewizorem mógł być niejako producentem obrazu we własnym telewizorze. Możliwości były, ale nie było konieczności. Nie było ograniczeń, które teraz postawiła pandemia. A teraz są i potrzeba, i - co za tym idzie - chęć, aby to zrobić.

Czy wyobraża pan sobie, że pandemia może być szansą dla sportu?

- Widzę to bardzo wyraźnie. Z jednej strony złote czasy przeżywa w pandemii i będzie przeżywał e-sport. Świat będzie się bardzo zastanawiać nad tym, jak zintegrować wirtualny sport z rzeczywistym sportem polegającym - oprócz rywalizacji obecnej w rzeczywistości wirtualnej - na wysiłku fizycznym.

Już teraz wysiłki, by połączyć te dwa światy, zostały podjęte przez poważne organizacje, z MKOl-em włącznie. Pandemia przybliżyła nas do rozwiązań łączących wirtualny świat z osobistą aktywnością fizyczną. Kiedyś mogliśmy sobie tylko pomarzyć o tym, dziś pandemia dała nam kopa do działania, do zmiany.

Pamiętajmy, jeszcze niedawno wyczuwaliśmy realne niebezpieczeństwo, że nowe pokolenie kompletnie odwróci się od tradycyjnego sportu, zanurzając się po szyję w "Fortnite’ach", "Counter-Strike’ach", "Wiedźminach", "Fifach". Dla wielu młodych ludzi - zmagam się z tym codziennie we własnym domu - to jest rzeczywistość, dla nich ten świat istnieje naprawdę, choćbym spędził tydzień na tłumaczeniu, że jednak jest inaczej.

I nagle pojawiła się możliwość zbudowania czegoś w rodzaju pomostu między dwoma światami. Wirtualne wyścigi kolarskie są dla mnie czymś zupełnie kapitalnym. Aplikacja Zwift funkcjonuje co najmniej od pięciu lat, ale dopiero teraz stworzono np. wirtualny Tour de France, a także Tour de Pologne. W pierwszych etapach Tour de France - jak czytam w „New York Timesie” - wzięło udział kilkadziesiąt tysięcy ludzi. Mogli się ścigać z Chrisem Froome’em, z innymi gwiazdami kolarskimi. Tymczasem w prawdziwym, realnym wyścigu wystartowałyby niecałe dwie setki zawodowców.

Mamy w ten sposób do czynienia z upowszechnieniem sportu w formie dotąd nieznanej. Takie formy aktywności będą coraz bardziej popularne. Staniemy kiedyś wspólnie do startu w Maratonie Nowojorskim we własnym domu albo na trasie w pobliżu własnego domu. W okularach VR, uzbrojeni w urządzenia do odtwarzania prawdziwej trasy, do kontroli tempa biegu, do kontroli i pokazywania danych pochodzących z organizmu. To kolejny aspekt tego, co się dzieje w związku z pandemią - wgląd wewnątrz siebie.

Czyli z jednej strony efektem pandemii może być większe uczestnictwo w wydarzeniach na różnych platformach cyfrowych, a z drugiej większe osobiste przeżywanie wysiłku?

Jang Ji-sun spotyka swoją córkę Nayeon w wirtualnej rzeczywistościJang Ji-sun spotyka swoją córkę Nayeon w wirtualnej rzeczywistości fot. MBC Documentary

- Tak jest. Bo na rowerze w swoim garażu, w swoim salonie ludzie ścigają się z tłumem innych, zaspokajając potrzebę rywalizacji, ale tak naprawdę pozostają sami ze sobą. Dzięki nowoczesnym technologiom mogą poznać swój organizm znacznie lepiej, niż to sobie wcześniej uświadamiali. I znów - takie możliwości były też wcześniej, ale dopiero teraz poczuliśmy, że tego potrzebujemy. Z powodu konieczności utrzymania dystansu i odwołania imprez sportowych niezwykłą popularność zdobyło indywidualne bicie rekordów. W kolarstwie ludzie bawią się w everesting [chodzi w nim o pokonanie trasy z sumarycznym przewyższeniem 8848 m, czyli tyle, ile wynosi wysokość Mount Everestu ponad poziom morza]. Tego typu rekordy, które każdy może pobić w rywalizacji z innymi we własnym domu lub w wybranej przez siebie lokalizacji - dzięki aplikacjom w smartfonach - mogą być i są bite w rozmaitych konkurencjach, na różnych trasach.

Otwierają się więc dla sportu ogromne możliwości. Bo w gruncie rzeczy pandemia pokazała, jak sport jest ważny. Gdy tylko okazało się, że nie możemy uczestniczyć w sporcie, robimy wszystko, by do niego wrócić. Jesteśmy kreatywni, więc nauczymy się nowych, ciekawych rzeczy. I moim zdaniem, gdy już ludzkość zwalczy pandemię, te nowe formy aktywnego spędzania czasu pozostaną z nami obok tradycyjnych.

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.