Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

- Widzi pani gdzieś te wirusy? - zapytał Aleksander Łukaszenka dziennikarkę białoruskiej telewizji po meczu hokejowym, w którym zagrał. Sam sobie odpowiedział, że nie widzi, a wcześniej przekonywał, że na koronawirusa najlepszymi lekarstwami są hokej, bania i wódka. Skoro prezydent nie widzi problemu, władze tamtejszej piłkarskiej Premier Ligi jako jedyne w Europie nie przerwały rozgrywek.

Koronawirus, a oni grają

W weekend piłkarze rozegrali trzecią kolejkę spotkań mimo ostrzeżeń lekarzy, którzy informują o rosnącej liczbie zakażonych koronawirusem i wielu zgonach. Najczęściej - jak piszą niezależne media - z powodu zapalenia płuc. Nie znaczy to jednak, że władze problemu nie widzą. Ministerstwo zdrowia w piątek wydało zalecenie, by przerwać rozgrywki w ligach młodzieżowych i dziecięcych, a także odwołać inne zawody sportowe. Wyłączone z tego są ligi: piłkarska, hokejowa i piłki ręcznej, choć organizatorom zalecono zachowanie szczególnej ostrożności. 

W czwartek w mediach społecznościowych pojawił się apel kibiców, by zbojkotować spotkania ligowe. "Przerywamy chodzenie na mecze. Chrońmy siebie i swoich bliskich" - napisali fani FK Mińsk. Na meczu Dynama Mińsk z Torpedo Żodzino oficjalnie przyszło 411 widzów. W sobotę na trzech stadionach - w Soligorsku, Borysowie i Brześciu - było w sumie 1243 fanów, z czego 470 na spotkaniu Bate, najlepszej białoruskiej drużyny w ostatnich latach. To najgorszy wynik w historii na nowoczesnym stadionie. Dla porównania, 14 marca na spotkaniu z Dynamem było ponad 7 tys. Kilkunastu kibiców na sektorze na ultrasów wywiesiło baner z napisem: "Wymuszona samoizolacja".

Witebsk poprosił o przeniesienie meczu ze Smolewiczami do innego miasta. Oficjalnie powodem był zły stan boiska, jednak nikt nie miał wątpliwości, że przyczyną była epidemia koronawirusa, w tym mieście było bowiem najwięcej zakażeń. Władze ligi wskazały na stary stadion w Borysowie.

Dlaczego białoruska liga nie została jeszcze przerwana? Głównym powodem jest zdanie Łukaszenki, który wirusa nie widział. - Skoro żaden z zawodników nie jest chory, to znaczy, że jest bezpieczne - tłumaczą zawodnicy i trenerzy. Jednak szkoleniowiec Ruchu Brześć przyznał, że dla bezpieczeństwa ograniczyli kontakty, a odprawy przeprowadza w formie wideokonferencji.

Bunt Czarnogórca

Piłkarze przyznają, że w domach zamawiają jedzenie na wynos, a do klubów przyjeżdżają w maskach. Jednym z nielicznych, który głośno zaprotestował, jest Ognjen Rolović, Czarnogórzec z FK Mińsk. - Nie można udawać, że ten problem nie ma znaczenia i nie powinniśmy się bać. Funkcjonuje dziwna mentalność: jeśli boisz się koronawirusa, nie jesteś mężczyzną. Na boisku nie wiesz, gdzie chodził twój rywal przed meczem, z kim się kontaktował. Niestety, mam kontrakt i muszę robić to, co mi każą - stwierdził w wywiadzie dla "Daily Mail".

Działacze i piłkarze podkreślali, że skoro wszystkie sportowe oczy skierowane są na Białoruś, jest to doskonała promocja kraju. - To nie jest promocja, ta liga to pornografia - skomentował Wiaczesław Kołoskow, honorowy prezes rosyjskiej federacji.

Mimo to najbardziej fanatyczni kibice piłkarscy w Europie zainteresowali się białoruską ekstraklasą. Dlatego Bate twitterową relację spotkania z Ruchem Brześć prowadziło w języku angielskim. Ponoć prowadzone są rozmowy z jedną z tureckich telewizji chcącą transmitować spotkania. 

Na Białorusi uważają, że to doskonała promocja kraju. - Istnieje zainteresowanie prawami telewizyjnymi, a wiele krajów transmituje naszą ligę. Piłka nożna może być sposobem na relaks wśród tak wielu alarmujących wiadomości epidemiologicznych - uważa Sergiej Żardeckij, sekretarz generalny białoruskiej federacji piłkarskiej.

Prawdziwy powód nieprzerwania rozgrywek podał Aleksander Hleb, były gracz Barcelony i Arsenalu. W wywiadzie dla rosyjskiej telewizji "MatchTV" przyznał, że przyczyną są pieniądze. - Piłkarze codziennie mają robione testy [na obecność koronawirusa]. Ale tak wiele krajów kupiło prawa do pokazywania białoruskiej ligi, że trzeba grać - mówi. W dodatku liga białoruska daje sens istnienia firmom bukmacherskim na całym świecie. Jej mecze to jedyna związana sportowa część ich oferty.

Według oficjalnych danych białoruskiego ministerstwa zdrowia w niedzielę w szpitalach były 502 osoby zakażone koronawirusem, a osiem zmarło. Premier Liga ma już jednak konkurencję, ponieważ w weekend zaczął się sezon w Tadżykistanie, do którego koronawirus oficjalnie jeszcze nie dotarł.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.