Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Kryzys wywołała epidemia koronawirusa – w Italii do niedzielnego popołudnia jego ofiarą padło ponad 5 tys. osób, 233 zmarły – ale piłkarze nie boją się o siebie.

„Musimy się obudzić, utrata zdrowia nie jest warta żadnych pieniędzy. Nie wmawiajcie nam, że jesteśmy chronieni, że na pustych stadionach nic nam nie grozi. Granie oznacza podróżowanie pociągami, autokarami albo samolotami, mieszkanie w hotelach, nieustający kontakt z innymi ludźmi. Kocham futbol, ale nie chcę, by moja mama, z którą widzę się i jem prawie codziennie, coś ode mnie złapała” – napisał Mario Balotelli, napastnik Brescii, klubu położonego w odciętej od reszty kraju Lombardii. Dlatego nie może się widywać ze swoimi mieszkającymi w innym regionie dziećmi.

Opublikowane na Instagramie słowa to reakcja na apel Damiano Tommasiego, szefa Włoskiego Stowarzyszenia Piłkarzy, który żąda wstrzymania rywalizacji we wszystkich ligach. Poparł go minister sportu Vincenzo Spadafora, a zrzeszeni we wspomnianej organizacji zawodnicy mają według „La Gazzetta dello Sport” grozić strajkiem, jeśli ich postulat nie zostanie spełniony.

Wywołany tymi wypowiedziami chaos sprawił, że pierwszy niedzielny mecz, Parmy ze SPAL, rozpoczął się z 75-minutowym opóźnieniem. Piłkarze czekali w szatni, aż zapadnie decyzja. Ostatecznie wybiegli na boisko, ale zarówno oni, jak i uczestnicy wszystkich pozostałych spotkań grali przy pustych trybunach. To skutek rządowego zakazu wpuszczania kibiców na wszelkie obiekty sportowe aż do 3 kwietnia.

Władze ligowe na razie odpowiadają, że zaktualizowany o godz. 2 w nocy dekret pozwala grać, byle bez udziału publiczności. Włoska Federacja Piłkarska ma wspólnie z rządem analizować sytuację we wtorek – to wtedy zapadnie decyzja, czy rozgrywki zostaną zawieszone.

Dla klubów to problem zarówno sportowy, jak i finansowy – dotyczący nie tylko Serie A. W 1/8 finału Ligi Mistrzów piłkarze Atalanty Bergamo rozegrają przy pustych trybunach rewanżowy mecz w Walencji (u siebie zwyciężyli 4:1), a Juventus ma bez wsparcia fanów odrabiać straty z Lyonu, gdzie przegrał 0:1. Turyńczycy chcieli przenieść mecz na Maltę, by chętni kibice przylecieli dopingować drużynę. Nie uzyskali zgody Maltańczyków.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.