Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Reportaż w wersji interaktywnej - uzupełniony m.in. o filmy, fotocasty, muzykę, spacer po nowej siedzibie orkiestry - przeczytasz tutaj.

Narodowa Orkiestra Symfoniczna Polskiego Radia jest osiemdziesięciolatką z ogromnym dorobkiem i bogatym doświadczeniem, cieszącą się sławą na świecie i chętnie podejmującą nowe wyzwania. I nie ma w sobie nic ze staruszki.

"Za dużo gra się dziś w radio tak u nas, jak za granicą, muzyki lekkiej. Jest ona rzekomo przystępniejsza niż muzyka poważna. Ale przekonany jestem, że gdyby nadawano w tej samej proporcji i z tym samym uporem muzykę poważną, choćby nowoczesną, to najszersze rzesze słuchaczy rozsmakowałyby się w tej muzyce i umuzykalnienie społeczeństwa poszłoby zupełnie inną drogą" - mówił w grudniu 1934 roku Grzegorz Fitelberg dziennikarzowi miesięcznika "Muzyka". Dopiero co porzucił z hukiem, wywołując zresztą mały skandal dyplomatyczny, stanowisko pierwszego dyrygenta Orkiestry Symfonicznej Radia Ukraińskiego w Kijowie. Ze współpracy nic nie wyszło podobno dlatego, że nie pozwolono mu zatrudnić tam polskich solistów.

W Warszawie natychmiast zaproponowano mu kierowanie Orkiestrą Symfoniczną Polskiego Radia. Szef działu muzycznego tej instytucji, Edmund Rudnicki, starał się o jej powołanie już od pewnego czasu. Własna orkiestra miała dać radiowcom możliwość dzielenia się ze słuchaczami kanonem literatury symfonicznej, ale przede wszystkim promowania polskiej muzyki na nieosiągalną wcześniej skalę.

TWARZE POBLADŁE Z EMOCJI

Zimą 1934 roku jednak nie za bardzo było jeszcze kim kierować, w radiu grał zespół złożony w większości z muzyków Filharmonii Warszawskiej, angażowanych w zależności od potrzeb. Niemal rok zajęło Fitelbergowi kompletowanie samodzielnego zespołu i pertraktacje z filharmonią, która zdecydowanie nie życzyła sobie w stolicy żadnej konkurencji.

Ostatecznie staranną selekcję przeszło 51 osób, w tym młoda skrzypaczka i kompozytorka Grażyna Bacewicz.

2 października 1935 roku zespół stawił się w studiu w komplecie. Tego dnia melomani czekali przy radioodbiornikach na kolejną część audycji poświęconej twórczości Fryderyka Chopina, a nowa orkiestra po raz pierwszy miała zagrać przy włączonych mikrofonach. "Skupione, pobladłe z emocji twarze muzyków. Oczy wpatrzone w dyrygenta. Instrumenty jakby związane niewidzialnymi nićmi z pałeczką pana Fitelberga. Cała Polska słucha" - relacjonowano wydarzenie w tygodniku "Antena". Koncert zgodnie uznano za wielki sukces, a niedługo później Orkiestry Symfonicznej Polskiego Radia, dzięki transmisjom radiowym, słuchała już cała Europa.

Zespół grał koncerty nie tylko w radiowym studiu. W pierwszym okresie swojej działalności regularnie pojawiał się też m.in. w sali warszawskiego kina Roma (potem w Teatrze Wielkim). Próby organizowano w warszawskim Konserwatorium, ale również w sali miejscowego Klubu Wioślarzy. To właśnie u wioślarzy muzycy ćwiczyli przed konkursem orkiestr i dyrygentów zorganizowanym z okazji Wystawy Światowej w Paryżu w październiku 1937 roku. To był ich pierwszy zagraniczny występ. Jeśli mieli tremę, to dobrze ją ukrywali - jury nagrodziło orkiestrę i dyrygującego Fitelberga Złotymi Medalami.

NIEMIECKIE MUNDURY W STUDIU

Wracając z Francji, zespół po raz pierwszy odwiedził Katowice. W październiku otwierano tu właśnie gmach katowickiej rozgłośni Polskiego Radia, jeden z najnowocześniejszych w Europie. Kto mógł skuteczniej sprawdzić jego wartość niż radiowa orkiestra?

Dwa lata później wojna rozproszyła OSPR. Fitelberg zdążył jeszcze 17 września w bombardowanej Warszawie zorganizować muzyczną oprawę nabożeństwa transmitowanego z radiowego studia, potem wyjechał z Polski. Następne lata spędził, tułając się po Europie i obu Amerykach.

Gdy 25 marca 1945 roku orkiestra dawała swój pierwszy po przerwie koncert w studiu koncertowym rozgłośni katowickiej Polskiego Radia, wojna jeszcze trwała. To, że występ się odbył, i to w tym miejscu, to zasługa kierownika wydziału programowego radiostacji Zdzisława Hierowskiego. Miał mocne argumenty. W Warszawie nie było do czego wracać, wszystko leżało w gruzach. Tymczasem w Katowicach czekał nietknięty wojennymi działaniami budynek (przez ostatnie lata mieściła się w nim szwalnia niemieckich mundurów) z nowoczesnym studiem nagraniowym.

Zespół nie był kompletny. Witoldowi Rowickiemu, któremu powierzono zadanie kierowania orkiestrą, udało się zebrać zaledwie 16 osób. Z koncertu na koncert skład się jednak powiększał i w końcu wzbogacił się o osobę, bez której trudno sobie było go wyobrazić. Do Polski wrócił Fitelberg i w maju 1946 roku ponownie stanął na czele orkiestry. Niedługo potem została mianowana Wielką Orkiestrą Symfoniczną Polskiego Radia.

PROKOFIEW, STALIN I TANCERKI

Fitelberg zasłynął jako charyzmatyczny lider, niestrudzenie promujący nową polską muzykę, nie idący na kompromisy z władzą. Do legendy przeszła opowieść o jego reakcji na ogłoszoną w 1953 roku po śmierci Stalina żałobę narodową. Podobno stanął wtedy przed orkiestrą i powiedział: "Wczoraj umarł jeden z największych ludzi naszego wieku, człowiek o gorącym sercu i szlachetnym charakterze, autor wielu znakomitych dzieł. Proszę o uczczenie minutą ciszy śmierci mojego przyjaciela Sergiusza Prokofiewa". Wielki kompozytor rzeczywiście miał to nieszczęście umrzeć tego samego dnia co Stalin, w związku z czym przeprowadzenie jego pogrzebu okazało się niemal niemożliwe.

Niedługo potem, w czerwcu 1953 roku, umarł sam Fitelberg. Kierownictwo orkiestry objął jego asystent, zaledwie 27-letni wtedy kompozytor i dyrygent Jan Krenz. Mimo młodego wieku poradził sobie na tym stanowisku doskonale i prowadził zespół z sukcesami przez następne piętnaście lat. W tym czasie orkiestra zyskała swoją pierwszą oficjalną siedzibę. Do tej pory, oprócz radiowego studia, regularnie odwiedzała też salę Filharmonii Śląskiej. Teraz w końcu symfonicy mogli zaprosić melomanów do siebie. W dziesiątą rocznicę obecności w Katowicach oddano im do użytku salę na 400 osób przy ulicy Plebiscytowej 3. Miejsce znane było katowiczanom jako dawne kino Capitol, ale służyło w przeszłości również innym celom, od pokazów rewiowych po walki bokserskie. I tak sala, po której wcześniej pląsały tancerki kabaretowe, stała się Radiowym Domem Muzyki im. Grzegorza Fitelberga.

ORKIESTRA WYJEŻDŻA DO WARSZAWY. PRAWIE

Kolejne lata zespół spędził jednak nie tylko w swoim nowym domu, ale również intensywnie podróżując. W 1961 roku zagrał swój pierwszy koncert w La Scali, rok później w sierpniu wykonał w Edynburgu utwory Dymitra Szostakowicza w obecności kompozytora, a jesienią rejestrował w Londynie koncert dla BBC. Od stycznia do kwietnia 1963 roku Wielka Orkiestra Symfoniczna Polskiego Radia odbyła najdłuższą jak dotąd podróż w swojej historii, odwiedzając ZSRR, Mongolię, Chiny, Japonię, Hongkong, Nową Zelandię i Australię.

Orkiestra dała się poznać na świecie, co zaowocowało współpracą ze światowej sławy artystami. W lutym 1960 roku z WOSPR zagrał pianista Artur Rubinstein, a w czerwcu skrzypek Isaac Stern. Zgodnie z kierunkiem wyznaczonym przez Fitelberga orkiestra chętnie podejmowała się prawykonań utworów polskich twórców. Swoje dzieła powierzyli jej m.in. Witold Lutosławski i Henryk Mikołaj Górecki. Krenz uhonorował też swojego poprzednika, powołując Konkurs Kompozytorski jego imienia.

Gdy w 1967 roku Jan Krenz przenosił się do Warszawy, pojawił się pomysł, żeby orkiestra przeprowadziła się razem z nim. Na szczęście dla nas, również wskutek oporu muzyków, WOSPR została w Katowicach. Krenz do dzisiaj jest honorowym dyrygentem orkiestry.

Nowym kierownikiem został po nim Bohdan Wodiczko. Szef radiowej orkiestry bardzo mocno postawił na telewizję. Jej nazwę rozwinięto, była teraz Wielką Orkiestrą Symfoniczną Polskiego Radia i Telewizji. Po nim orkiestrą kierowali znakomici artyści, z których jednak żaden nie zagrzał tu miejsca na dłużej: Kazimierz Kord, Tadeusz Strugała, Jerzy Maksymiuk, Stanisław Wisłocki, Jacek Kaspszyk. W końcu, we wrześniu 1983 roku, batuta trafiła w ręce Antoniego Wita - na następnych siedemnaście lat.

PREZENT OD PARTII

WOSPR nie pracowała już wtedy przy ul. Plebiscytowej. W 1980 roku oddano do jej użytku salę Ośrodka Doskonalenia Kadr Kierowniczych i Specjalistycznych przy placu Dzierżyńskiego (dzisiejsze Centrum Kultury Katowice im. Krystyny Bochenek przy placu Sejmu Śląskiego). Gmach z reprezentacyjną salą na tysiąc miejsc, o którego wspaniałościach plotkowało się od dawna, miał służyć partyjnym zjazdom, ale zbudowano go nieco za późno. Podobno zaniepokojona strajkami władza wolała nie drażnić społeczeństwa eksponowaniem zbytków, w jakie opływa.

Niezależnie od tego, jaka była motywacja darczyńców, orkiestra w końcu zyskała siedzibę, w której mogła gościć swoją publiczność. Trzeba było tylko okiełznać dość niezwykłą, bo odwróconą, akustykę tego miejsca. Salę zbudowano bowiem tak, by odgłosy z widowni niosły się w stronę sceny, a dygnitarze w pełni mogli się rozkoszować grzmiącymi oklaskami. Jednak podczas koncertu skutkowało to tym, że muzycy nie słyszeli siebie nawzajem, prowadziła ich tylko batuta dyrygenta. "Chociaż muzycy często żartowali, że im również sprawia to przyjemność, jednak ze względu na złą akustykę męczyli się, a melomani nie słyszeli w pełni brzmienia orkiestry, powstawała bariera - my muzycy tu, na estradzie, a publiczność tam. Jakby dźwięk dobiegał z oddali, nie było tego, o co chodzi podczas koncertów, że muzyka nas zalewa, wnika w nas, uderza" - mówiła w wydanej niedawno książce "Dotknąć muzyki" obecna dyrektor NOSPR Joanna Wnuk-Nazarowa.

MUZYKA NA KOPALNIANYM PLACU

Gdy w 1999 roku ziściło się marzenie Wita i orkiestra została "Narodową", Joanna Wnuk-Nazarowa była ministrem kultury. Dyrektorem naczelnym i programowym katowickiego zespołu została w 2000 roku. Rok później, w roli kierownika artystycznego, dołączył do niej Gabriel Chmura, zwycięzca Konkursu im. Herberta von Karajana w 1971 roku. W 2009 roku zastąpił go Jacek Kaspszyk, a w 2012 Alexander Liebreich. Ten ostatni jest pierwszym, któremu przyszło pracować w nowej siedzibie NOSPR. Impuls do wzniesienia nowego gmachu dał przewodniczący Rady Programowej NOSPR Krzysztof Penderecki, który przekonał innych członków rady - Wojciecha Kilara i Henryka Mikołaja Góreckiego - oraz ówczesnego prezydenta Katowic Piotra Uszoka. Międzynarodowy konkurs architektoniczny na projekt budynku, który miał stanąć na dawnym placu drzewnym kopalni Katowice, rozstrzygnięto w grudniu 2008 roku. Jury przyznało zwycięstwo katowickiej pracowni Konior Studio. Całkowity koszt nowej siedziby, pierwszej powstałej specjalnie z myślą o NOSPR, wyniósł 265 mln zł, z czego połowa pochodziła z funduszy Unii Europejskiej, a połowa z budżetu miasta.

Podczas koncertu inauguracyjnego w październiku 2014 roku z NOSPR zagrał znakomity pianista Krystian Zimerman. Jego przyjaźń z katowickimi symfonikami zaczęła się już dawno. To oni akompaniowali mu i pozostałym uczestnikom podczas Konkursu Chopinowskiego w 1975 roku, który Zimerman wygrał.

NOWE WYZWANIA

Z NOSPR w czasie jej długiej historii współpracowało zresztą wielu wspaniałych artystów, m.in. Martha Argerich, Leonard Bernstein, James Conlon, Placido Domingo, Nicolai Gedda, Barbara Hendricks, Kurt Masur, Garrick Ohlsson, Kun Woo Paik, Mścisław Rostropowicz czy Stanisław Skrowaczewski. Prawykonania swoich dzieł powierzali orkiestrze najwięksi polscy kompozytorzy współcześni - oprócz wspomnianych już Witolda Lutosławskiego i Henryka Mikołaja Góreckiego także m.in. Krzysztof Penderecki i Wojciech Kilar.

NOSPR grała niemal w każdym zakątku świata i odbierała najbardziej prestiżowe nagrody muzyczne z Diapason d'Or i Grand Prix du Disque de la Nouvelle Académie du Disque, Cannes Classical Award, Midem Classical Award na czele. Ma w dorobku ponad 200 wydawnictw płytowych. W 2014 roku symfonicy zagrali z jednym z najlepszych polskich bluesmenów Irkiem Dudkiem podczas festiwalu Rawa Blues, rok później urodziny świętowali, grając z katowickim raperem Miuoshem i Radzimirem "Jimkiem" Dębskim jako dyrygentem, a potem podczas festiwalu Tauron Nowa Muzyka z legendą sceny techno Jeffem Millsem. Osiemdziesięcioletnia NOSPR nie boi się nowych wyzwań.

GWIAZDORSKIE KONCERTY ORKIESTRY

Gdy w 1939 roku wojna rozproszyła warszawską radiową orkiestrę, można było mieć obawy, że to jej definitywny koniec. Tymczasem swoje najsłynniejsze wykonania i koncerty z gwiazdami światowego formatu zespół miał dopiero przed sobą.

Pierwsze światowe sukcesy orkiestra odnosiła już przed wojną, a najbardziej spektakularnym był występ podczas konkursu orkiestr i dyrygentów zorganizowanego z okazji Wystawy Światowej w Paryżu w październiku 1937 roku. Debiutującym na zagranicznej scenie symfonikom otuchy dodawał pewnie Jan Kiepura, cieszący się już wtedy zasłużoną sławą, który miał im towarzyszyć podczas jednego z trzech zaplanowanych paryskich koncertów. Paradoksalnie, to właśnie ich wspólny występ wzbudził kontrowersje. Prócz znanych arii światowych i polskich kompozytorów słynny tenor wykonał bowiem z towarzyszeniem ówczesnej OSPR ludową piosenkę "Umarł Maciek umarł", czym oburzył słuchającego koncertu kompozytora Michała Spisaka i kilku francuskich recenzentów. Niezadowolenia nie podzielał obecny na sali prezydent Albert Lebrun, który słysząc "Maćka", wstał z miejsca, pociągając za sobą pozostałych. Podobno dlatego, że skoczny mazurek skojarzył mu się z polskim hymnem. Muzycy wrócili do domu ze Złotymi Medalami.

MEKSYKANIN Z ŻELAZOWEJ WOLI

Najwspanialsze koncerty z gwiazdami o międzynarodowej renomie orkiestra miała dopiero przed sobą. Ten etap jej historii, trwający zresztą do dziś, zaczął się już w latach 50. We wrześniu 1958 roku podczas II Warszawskiej Jesieni z WOSPR wystąpił Henryk Szeryng, urodzony w Żelazowej Woli skrzypek, który w czasie wojny pracował jako tłumacz dla generała Władysława Sikorskiego. W 1941 roku towarzyszył mu w podróży do Meksyku, gdzie schronienie znalazły cztery tysiące polskich uchodźców. Sam Szeryng po wojnie również został Meksykaninem i cieszył się pozycją jednej z najważniejszych postaci tamtejszego świata muzycznego.

Jego przyjacielem był też inny polski uchodźca, pianista Artur Rubinstein, który z katowicką orkiestrą wystąpił niedługo potem. W lutym 1960 roku w Hali Ludowej w Zabrzu zagrał z WOSPR pod dyrekcją Jana Krenza IV Koncert fortepianowy Beethovena i e-moll Chopina.

W 1966 roku z zespołem wystąpił Maurizio Pollini, który kilka lat wcześniej jako 18-latek zrobił furorę na Konkursie Chopinowskim. "Ten chłopak jest lepszym pianistą niż każdy z nas" - powiedział o nim wtedy przewodniczący jury Rubinstein.

Orkiestra miała okazję grać również z tak wybitnymi pianistami jak Witold Małcużyński (m.in. w 1958 roku) czy Martha Argerich (w 1992 i 2015) i skrzypkami tej rangi co Isaac Stern. Wirtuoz, którego imię nosi dzisiaj największa sala koncertowa słynnego nowojorskiego Carnegie Hall z orkiestrą pod dyrekcją Stanisława Wisłockiego w 1960 roku wykonał Koncert skrzypcowy G-dur Mozarta i D-dur Brahmsa. W 1992 roku w Zabrzu z NOSPR zaśpiewał Placido Domingo, a w 1998 roku w Krakowie wystąpił z nimi jako solista wiolonczelista Mścisław Rostropowicz.

MESSIAEN WYJEŻDŻA ZACHWYCONY

Orkiestra miała też szczęście do dyrygentów, również do tych, którzy przyjeżdżali tylko na jeden koncert. Z Kurtem Masurem grała kilkakrotnie, pierwszy raz w 1964 roku. W 1989 roku na wielkim koncercie z okazji 50. rocznicy wybuchu wojny w Teatrze Wielkim - Operze Narodowej w Warszawie oczy symfoników skierowały się na batutę trzymaną w dłoni Leonarda Bernsteina. Wśród wykonawców były wtedy też m.in. muza Ingmara Bergmana Liv Ullmann oraz śpiewaczka operowa i wokalistka jazzowa Barbara Hendricks. W listopadzie 2013 roku na podium dyrygenta w sali koncertowej Centrum Kultury Katowice stanął Sir Neville Marriner.

Orkiestra ma też szczególne zasługi w promowaniu współczesnej muzyki, przede wszystkim polskiej, ale nie tylko. Jednym z najważniejszych jej koncertów 1989 roku było wykonanie po raz pierwszy w Polsce opery "Św. Franciszek z Asyżu" Oliviera Messiaena w obecności kompozytora. Katowiccy symfonicy zagrali utwór dwukrotnie, najpierw w katowickim kościele św. Piotra i Pawła, a potem w Warszawie. - Kompozytor wyjechał stąd rzeczywiście zachwycony, a był to człowiek bardzo wymagający - wspominał potem Antoni Wit, który kierował orkiestrą podczas koncertów.

MISTRZOWIE ŚWIĘTUJĄ Z NOSPR

Szczególna relacja połączyła ich jednak przede wszystkim z polskimi twórcami. To właśnie NOSPR może się pochwalić światowymi prawykonaniami utworów takich mistrzów jak Karol Szymanowski ("Harnasie"), Witold Lutosławski (m.in. I, II i IV Symfonia, "Muzyka żałobna" na orkiestrę smyczkową), Krzysztof Penderecki (m.in. "Tren Ofiarom Hiroszimy"), Henryk Mikołaj Górecki (m.in. "Genesis I", I Symfonia "1959") czy Wojciech Kilar (m.in. "Angelus", "Exodus", "Victoria").

Krzysztofowi Pendereckiemu orkiestra towarzyszyła również w niezwykle ważnym momencie jego kariery, gdy w 1974 roku po raz pierwszy w Polsce stanął na podium dla dyrygenta.

To z NOSPR wielcy polscy kompozytorzy świętowali swoje rocznice. W styczniu 1993 roku do 17 krajów nadano koncert NOSPR zorganizowany z okazji 80. urodzin Witolda Lutosławskiego. W grudniu 2003 roku 70. urodziny Henryka Mikołaja Góreckiego katowicka orkiestra uczciła maratonem jego twórczości. Jednego dnia na 18 koncertach odegrano całość dorobku mistrza.

W 2004 roku orkiestra wsiadła do pociągu, żeby wyruszyć śladami Wojciecha Kilara, którego rodzina 60 lat wcześniej została zmuszona do opuszczenia rodzinnego Lwowa. "Pociąg do muzyki Kilara" wystartował we Lwowie, potem orkiestra zagrała na dworcach w Medyce, Rzeszowie i Krakowie, w swojej katowickiej siedzibie i w Bazylice Jasnogórskiej w Częstochowie. Wzruszony bohater koncertów dołączył do orkiestry w Krakowie. - To rzeczywiście podróż sentymentalna przez całe moje życie - mówił wtedy.

Niedługo potem NOSPR wyruszył w kolejną nietypową podróż. W 70. rocznicę swojego założenia i 70. urodziny Jerzego Maksymiuka muzycy wsiedli na pokład najsłynniejszego polskiego żaglowca "Daru Młodzieży", którym dotarli z koncertami na Łotwę, do Estonii i Finlandii. Najwyraźniej wszyscy dobrze znieśli fale na Bałtyku, bo w 2010 roku NOSPR powtórzyła swoją muzyczną podróż morską. Na maszcie zawisł żagiel z podobizną Fryderyka Chopina, bohatera trasy, która tym razem powiodła muzyków do Skandynawii, Wielkiej Brytanii i Francji.

1 października NOSPR pod dyrekcją Alexandra Liebreicha z Krystianem Zimermanem jako solistą zagrała pierwszy koncert w swojej nowej siedzibie. Zaczęła się zupełnie nowa podróż.

SALA KONCERTOWA, KTÓRĄ ZACHWYCIŁ SIĘ ŚWIAT

Największa sala koncertowa w Polsce i jedna z najdoskonalszych pod względem akustycznym na świecie. Najpotężniejsze w kraju studio nagraniowe. Architektura, która zachwyca, ale nie tworzy dystansu. Na taką siedzibę NOSPR czekała niemal osiemdziesiąt lat.

Gdy patrzy się na światło wylewające się wieczorem spomiędzy strzelistych ceglanych filarów siedziby NOSPR, trudno uwierzyć, że jeszcze niedawno ta przestrzeń wydawała się stracona. Przez 176 lat działała tutaj kopalnia i wszyscy zdążyli się przyzwyczaić, że to teren odseparowany od miasta. Kiedy kopalnia upadła, zostawiła po sobie trochę zrujnowanych budynków, pordzewiałych konstrukcji i porosłe zielskiem nieużytki. Pomysł wzniesienia w tym miejscu nowego kulturalnego centrum miasta mógł się wydawać mrzonką.

BRYŁA WĘGLA

Najpierw ujawniono projekt Muzeum Śląskiego, potem Międzynarodowego Centrum Kongresowego. W połowie grudnia 2008 roku przedświąteczną krzątaninę przerwało ogłoszenie wyników międzynarodowego konkursu na projekt nowej siedziby NOSPR.

Jury przyznało zwycięstwo katowickiej pracowni Konior Studio, która zasłynęła wcześniej znakomicie przyjętą rozbudową tutejszej Akademii Muzycznej. Do historycznego gmachu architekci dobudowali Symfonię, nowoczesną salę koncertową na 470 osób, pierwszą w kraju o regulowanej akustyce, a oba segmenty połączyli przestronnym atrium.

- Z Symfonią mieliśmy sporo szczęścia. Teraz mamy do czynienia ze znacznie większym wyzwaniem - mówił Tomasz Konior o projekcie NOSPR. Tutaj wielka sala koncertowa miała pomieścić 1800 osób, kameralna 300, a cały gmach - wiele dodatkowych funkcji. Architekci zaproponowali rozwiązanie proste i logiczne. Skoro do pogodzenia jest sporo funkcji, to trzeba zbudować dwa budynki, ale jeden schować w drugim.

Zewnętrzny pierścień przeznaczono dla muzyków, na garderoby czy sale prób. Wewnętrzny to przestronne atrium dla melomanów. Sercem założenia, miejscem spotkania artystów i entuzjastów muzyki, miała być największa w Polsce sala koncertowa, będąca zarazem największym studiem nagraniowym.

Taki układ miał niebagatelne znaczenie, bo przestrzenie otaczające salę koncertową miały izolować ją od hałasu przebiegającej obok Drogowej Trasy Średnicowej. Nadał też przestrzeni niezwykłą klarowność. Sala koncertowa jest widoczna niemal z każdego punktu, dzięki czemu w tym ogromnym przecież gmachu nie sposób się zgubić. Trójpodział pozwolił też na zbudowanie niezwykłego wrażenia wizualnego. W centrum przestronnego, nieskazitelnie białego atrium zawieszona jest ogromna, ciężka bryła sali koncertowej o ścianach z barwionego na czarno surowego betonu. Niektórzy porównują ją do jajka Faberge w kunsztownej oprawie, inni do ogromnego statku zacumowanego pod dachem. Zakochani w swoim regionie Ślązacy mówią, że to bryła węgla, pamiątka po tutejszej kopalni.

ARCHITEKT WYJEŻDŻA, JAPOŃCZYCY PAKUJĄ WALIZKI

To rzeczywiście bardzo śląski budynek. Żeby to zauważyć, nie trzeba nawet wchodzić do środka, wystarczy rzucić okiem na elewację, inspirowaną architekturą robotniczego Nikiszowca. Tworzące ją filary pokryte są cegłą, we wnękach czerwoną i gładką, na ścianach chropowatą, celowo niedoskonałą. Wypalano ją tradycyjną metodą w XIX-wiecznym piecu.

Tą architekturą rządzą rytm i światło. W pogodne dni słońce rysuje jasne linie na czarnych ścianach sali koncertowej. Wieczorami blask zapalonych lamp wylewa się spomiędzy filarów elewacji i odbija w fontannach.

Cegła i beton. Materiały dobrze znane, proste, zwyczajne, użyte do wzniesienia świątyni najwznioślejszej ze sztuk. We wnętrzu dołącza do nich trzeci element. W wielkiej sali koncertowej NOSPR ton nadaje drewno. Ostateczny kształt pomógł jej przybrać Krystian Zimerman.

Tomasz Konior poznał znakomitego pianistę, gdy ten grał koncert w Symfonii. Zimerman nie mógł się nachwalić nowej sali katowickiej Akademii Muzycznej i zaoferował swoje wsparcie przy projekcie siedziby NOSPR. Zaprosił architekta do najwspanialszych sal koncertowych na świecie i przedstawił Yasuhisie Toyocie z firmy Nagata Acoustics, najlepszym jego zdaniem specjalistom od akustyki na świecie. Współpracowali m.in. przy projektowaniu Suntory Hall w Tokio czy Walt Disney Concert Hall, a teraz również przy Elbphilharmonie w Hamburgu. Dzięki autorytetowi Zimermana w zapełnionym po brzegi kalendarzu Nagaty Acoustics udało się znaleźć czas na pracę nad katowickim projektem.

MODEL I LALECZKI

Japońska firma różni się od innych między innymi tym, że przy projektowaniu, poza symulacjami komputerowymi, wykorzystuje także rzeczywiście istniejące modele akustyczne. Przed NOSPR powstało ich zaledwie dziesięć na całym świecie. - Oczywiście komputery potrafią bardzo wiele rzeczy i pomagają w pracy akustyków, ale nie wszystko da się zrobić za ich pomocą. Musimy przeprowadzić symulacje na modelu, aby komputer mógł nam precyzyjnie pokazać, jak rozchodzą się dźwięki i jak się odbijają od różnych elementów architektury - wyjaśniał Yasuhisa Toyota.

Model nowej siedziby NOSPR w skali 1:10 powstał w hali pod Łodzią, a w czerwcu 2011 roku przyjechał do Katowic, wzbudzając wielkie poruszenie. Ogromne zainteresowanie budziły maleńkie, odziane w eleganckie, czarne ubranka laleczki usadzone na widowni sali. - To nic niezwykłego. Publiczność jest przecież częścią widowni. Ludzie wypełniają przestrzeń, mają na sobie ubrania pochłaniające dźwięk. Dlatego laleczki są ubrane. Gdybym wiedział, że wzbudzą takie zainteresowanie, może domalowalibyśmy im twarze i co najważniejsze, uszy - śmiał się Toyota. Akustycy w swoich obliczeniach musieli uwzględnić każdy element, który mógłby wpłynąć na brzmienie. Dlatego model nie tylko zaludniono maleńką publicznością, ale zbudowano z materiałów odpowiadających tym, które rzeczywiście miały być użyte na budowie.

WE WNĘTRZU STRADIVARIUSA

Krystian Zimerman lubi powtarzać, że tak naprawdę instrumentem, którego używa, nie jest wcale fortepian, ale raczej cała sala koncertowa. Świetnie zaprojektowana poniesie dźwięk idealnie, zbudowana źle - zabije nawet najdoskonalsze wykonanie. Sala NOSPR materializuje tę ideę. W środku można poczuć się jak we wnętrzu stradivariusa. Melomanów otacza drewno w kilku gatunkach i kilku ciepłych odcieniach. Drewniane balustrady balkonów ciągną się płynną linią nad niższymi poziomami, okalając również scenę.

Sala stanowi połączenie klasycznego układu typu "shoebox" (ze sceną na jednym końcu "pudełka" i widownią na drugim) z winnicowym, gdzie centralnie ulokowane podium otaczają wspinające się coraz wyżej tarasy. Takie rozplanowanie przestrzeni w połączeniu z wieloma innymi czynnikami sprawia, że dźwięk równomiernie rozchodzi się po sali i niezależnie od tego, w którym miejscu na widowni się siada, brzmienie jest dokładnie takie samo. Idealne. Zupełnie inaczej ustala relacje między artystami i melomanami, którzy nie są już ulokowani naprzeciwko siebie, ale tworzą wspólnotę.

NOSPR podobnie jak Symfonia ma regulowaną akustykę, ale ostatecznie postanowiono nie powtarzać tutaj wykorzystanych wcześniej w Akademii Muzycznej rozwiązań. W NOSPR pogłos regulować można dzięki systemowi kurtyn, a z odbijaniem dźwięku prócz drewna pomaga sobie radzić plafon nad sceną i boczne betonowe ściany. Gdy patrzy się na ich falującą powierzchnię, trudno uwierzyć, że odlano je z tego właśnie materiału. Z daleka wydają się miękkie.

- Każdy, kto tu przyjdzie, zobaczy coś, czego nie ma nigdzie na świecie - mówił Yasuhisa Toyota w towarzyszącej otwarciu nowej siedziby książce "Dotknąć muzyki".

PRZY PLACU KILARA

Każdy chce zobaczyć coś, czego nie ma nigdzie na świecie. Salę otwarto uroczyście 1 października 2014 roku, a gwiazdą wieczoru był oczywiście Krystian Zimerman. - Nikt - ani Londyn, ani Paryż, ani Bruksela, ani Madryt, ani Rzym czy nawet Berlin nie mają takiej sali - mówił po koncercie w wywiadzie udzielonym Polskiemu Radiu. Po bilety i abonamenty cały czas ustawiają się kolejki. Życie toczy się także wokół siedziby NOSPR, gdzie powstał specjalnie zaprojektowany ogród z fontannami, zabawkami dźwiękowymi i labiryntem z grabu. Grab zresztą też zawdzięczamy muzycznemu autorytetowi. Taki gatunek doradził Tomaszowi Koniorowi sam Krzysztof Penderecki, zapalony dendrolog.

Kładka łącząca siedzibę orkiestry i MCK stała się ulubionym miejscem fotografów ślubnych, a w ciepłe dni trawniki przy NOSPR są pełne ludzi wyciągających twarze ku słońcu. Nigdzie w Katowicach nie ma tak miękkich trawników jak tu.

Nowa siedziba NOSPR - niezwykle nowoczesna pod względem technologicznym, ale klasyczna w wyrazie, zaprojektowana wbrew modom, dążeniu do chłodnej surowości czy niepotrzebnej ekstrawagancji - łatwo dała się oswoić.

- Są sale koncertowe o tak wspaniałej akustyce, że ma się ochotę skomponować coś specjalnie, żeby usłyszeć w nich swoją muzykę - mówił Wojciech Kilar, gdy zaczynała się budowa NOSPR. Wielki kompozytor nie zdążył zrealizować swoich planów. Dzisiaj wielbiciele muzyki spotykają się przy placu Kilara 1, w nowej siedzibie Narodowej Orkiestry Symfonicznej Polskiego Radia.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.