Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Sprawę Barry'ego dzięki mediom poznała cała Polska. Młody kudłaty pies najwyraźniej znudził się swojemu właścicielowi. 24-letni Sebastian O. z Elgnówka poprosił o pomoc kolegę. Postanowili pozbyć się Barry'ego. Najpierw kilka razy uderzyli go obuchem siekiery w głowę. Zakrwawionego, nieprzytomnego, ale jeszcze żywego wrzucili do dołu i zakopali.

Pies został uratowany dzięki anonimowemu zgłoszeniu na policję. Początkowo Sebastian O. nie przyznawał się do zabicia psa. Utrzymywał, że zwierzę było chore i zdechło. Nie chciał też pokazać rzeczywistego miejsca zakopania psa. To policjanci zauważyli rozkopaną ziemię, która lekko się poruszała.

Policjant walczy o psa

W interwencji brał udział starszy sierżant Łukasz Górka z Olsztynka. Najbardziej poruszyło go to, że ledwo żywy pies na widok swojego oprawcy zaczął merdać ogonem. Od razu zadeklarował, że jeśli tylko Barry'ego uda się uratować, to chce dać mu dom.

Najpierw jednak Barry trafił do schroniska w Tomarynach. Schronisko z powagą podeszło do oferty funkcjonariusza. Jednak dobre chęci nie wystarczyły. Łukasz Górka musiał przejść formalną procedurę adopcyjną. Teraz jest już właścicielem Barry'ego.

Kara za znęcanie? W zawieszeniu

Poprzedni właściciel Barry'ego po przesłuchaniu został zwolniony do domu. Wczoraj odbyła się rozprawa sądowa. Proponowany przez prokuraturę wymiar kary zszokował nie tylko przedstawicieli organizacji walczących o prawa zwierząt, które w tym procesie występują jako pokrzywdzeni. Sąd nakazał poprawienie wniosku.

Prokuratura domaga się dla Sebastiana O. kary półtora roku pozbawienia wolności w zawieszeniu i 8 tysięcy grzywny. Dla pomagającego mu kolegi proponuje rok pozbawienia wolności w zawieszeniu. - Myślę, że ta sprawa będzie dla nich w przyszłości dużą nauczką - oświadczyła prokurator w rozmowie z TVN 24. - Wiem, że ludzie, którzy mieszkają gdzieś na wsiach, pracują ze zwierzętami czy gdzieś w ubojniach... Wrażliwość tych ludzi jest inna. Oskarżeni mają rodzinny, osiągają niewielkie dochody. W tej sytuacji zasługują jeszcze na szansę - uważa prokuratura.

Innego zdania są organizacje broniące praw zwierząt. Chcą, żeby Sebastian O. spędził w więzieniu dwa lata, a jego pomocnik musiał pracować społecznie na rzecz zwierząt.

Prawo jest, kar nie ma

Mimo zaostrzenia trzy lata temu kar za znęcanie się nad zwierzętami nadal trudno liczyć na to, że wymiar sprawiedliwości jednoznacznie opowie się po stronie krzywdzonego zwierzęcia. Przede wszystkim policjanci często niechętnie przyjmują zgłoszenia o tym, że zwierzę jest źle traktowane, niedożywione i zaniedbane. Reakcji można się spodziewać w szczególnie drastycznych sytuacjach, kiedy psy są brutalnie zabijane. A i w takich przypadkach sędziowie rzadko sięgają po maksymalny możliwy wymiar kary.

Niskie wyroki zapadają nawet w sprawach, które nie powinny budzić wątpliwości. Pijana kobieta związała psu łapy, położyła go na pieńku i odrąbała głowę siekierą, "bo ją denerwował". Sąd Okręgowy w Słupsku uznał, że wystarczającą karą będzie dziesięć miesięcy więzienia w zawieszeniu na cztery lata i 500 zł nawiązki na lokalne schronisko. Dodatkowo - przepadek siekiery, którą zabiła zwierzę. Na decyzję sądu nie wpłynęło nawet to, że osoba ze skłonnością do wymachiwania siekierą pod wpływem alkoholu ma pod opieką dwoje dzieci w wieku sześciu i pięciu lat.

Za znęcanie się nad zwierzętami sąd może orzec dwa lata więzienia. W przypadku znęcania się ze szczególnym okrucieństwem - trzy lata. Dodatkowo sprawca może być zmuszony do zapłacenia do 100 tysięcy złotych nawiązki na rzecz zwierząt. Na mocy wyroku może też otrzymać dziesięcioletni zakaz posiadania zwierząt.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.