Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Środa 12 sierpnia była drugim tak krwawym dniem tegorocznych polowań na grindwale. Mieszkańcy duńskich Wysp Owczych zabili w jedno popołudnie 61 waleni z rodziny delfinowatych nazywanych oceanicznymi delfinami. Trzy tygodnie wcześniej pod nóż poszło ponad 200 zwierząt. W sumie od początku lipca zabito ich grubo ponad 300.

Tym razem mieszkańcy Wysp Owczych zapędzili grindwale w zasadzkę przy nadmorskiej wsi Sandavagur na Vagar, trzeciej co do wielkości wyspie archipelagu. Grupa motorówek okrążyła stado, zmuszając je, by płynęło w kierunku plaży. Nagonkę próbowali przerwać aktywiści organizacji Sea Shepherd, która zajmuje się ochroną środowiska morskiego. Na Wyspach Owczych od sześciu lat protestuje przeciw brutalnym polowaniom.

Motorówka Sea Shepherd starała się skierować zwierzęta w kierunku otwartego morza, krążąc pomiędzy łodziami rybaków. Akcja została udaremniona przez policję, która na pokładzie własnej motorówki ruszyła w pogoń za aktywistami.

- Załoga robiła, co mogła. Na początku udało jej się zawrócić stado, ale łodzie rybaków były zbyt liczne. Policji nie udało się zatrzymać załogi Sea Shepherd, która uciekła na morze - relacjonował Paul Watson, szef Sea Shepherd.

Setki ludzi kibicowały uczestnikom polowania

Stado grindwali zostało zapędzone w pobliże plaży. Tam już czekały na nie setki mieszkańców, w tym wielu ludzi z nożami i hakami. Na plaży także byli aktywiści. Wbiegli do wody, próbując stanąć pomiędzy ludźmi a zwierzętami, ale siłą zostali wyciągnięci z wody przez policję.

W tym czasie mieszkańcy wyspy Vagar otaczali szamocące się zwierzęta i zabijali je szpikulcami jedno po drugim. Woda w zatoce znów zrobiła się czerwona od krwi. Próbę przerwania nagonki, zatrzymanie aktywistów i rzeź zwierząt utrwaliły na filmie lokalne media. Nagranie jest nieodpowiednie dla wrażliwych widzów.

 

- Około pół tysiąca ludzi na plaży dopingowało mieszkańców, którzy zabijali grindwale. Nie sądzę, aby było jakiekolwiek inne miejsce na Ziemi, gdzie ludzie z taką radością reagują na szlachtowanie stada zwierząt. To krwawe, obsceniczne, sadystyczne okrucieństwo. Gorsze nawet od rzezi delfinów na japońskiej wyspie Taji, gdzie zwierzęta są okrutnie zabijane, ale nikt tego tak bezwstydnie nie świętuje - komentuje na Facebooku Paul Watson.

Władze Wysp: Mamy prawo jeść grindwale

Doroczne polowania - nazywane w języku farerskim "grindadráp" - organizowane są na Wyspach Owczych od czasów pierwszych osadników. Kiedyś były sposobem, by na odizolowanych wyspach zdobyć pożywienie. Dziś nie mają już uzasadnienia ekonomicznego i są tłumaczone tradycją.

"Łowy we wsi Sandavagur odbyły się zgodnie z przepisami. Grindwale zginęły w ciągu kilku minut. Polowania na te zwierzęta są prowadzone zgodnie z prawem międzynarodowym. Są zrównoważone, w pełni regulowane i odbywają się z uwzględnieniem dobrostanu zwierząt" - odniosły się do informacji Sea Shepherd władze Wysp Owczych.

W oświadczeniu skomentowały także zatrzymanie aktywistów. "Rząd ceni sobie prawo do protestu, ale naruszenie naszych przepisów musi skutkować niezbędnymi działaniami policji. Utrudnianie polowań na grindwale może być niebezpieczne. Naraża ludzi i mienie na niebezpieczeństwo" - czytamy.

"Wykorzystanie grindwali jako pożywienia jest na Wyspach Owczych legalnym działaniem. I tak jak ludzie mają prawo do wolności słowa i pokojowych protestów, tak prawem mieszkańców Wysp Owczych jest korzystanie z ich zasobów naturalnych" - dodaje w oświadczeniu rząd Wysp Owczych.

Wysoka grzywna lub dwa tygodnie więzienia

Pięcioro zatrzymanych w środę aktywistów Sea Shepard przebywa w areszcie. To obywatele Niemiec, Włoch, USA, Wielkiej Brytanii i Holandii. Odpowiedzą za próbę ingerencji w polowanie. Według przyjętych niedawno na Wyspach Owczych przepisów grozi im kara do dwóch lat więzienia. Członkowie Sea Shepherd uważają, że nowe prawo powstało z myślą o ich organizacji.

W ubiegłym tygodniu sąd skazał pięcioro aktywistów, którzy próbowali przerwać polowanie w lipcu. Muszą zapłacić od 3 do 4,5 tys. euro grzywny lub spędzą w więzieniu dwa tygodnie. - Nawet jeśli dojdzie do kolejnych aresztowań, nie odejdziemy z Wysp Owczych i nie pozwolimy ich mieszkańcom w spokoju zabijać grindwale. Nie zapłacimy także żadnej grzywny. Nasze działania są podejmowane w imię sprawiedliwości, chociaż są niezgodne z prawem, które strzeże okrucieństwa - komentuje Watson.

W piątek protesty pod konsulatami Danii

Brutalne polowania na Wyspach Owczych budzą oburzenie na całym świecie i wywołują protesty. W piątek 14 sierpnia demonstracje przeciw łowom odbędą się przed konsulatami i ambasadami Danii w największych miastach Stanów Zjednoczonych. Od dwóch dni trwa zbieranie podpisów pod petycją do rządu Francji . Aktywiści, a razem z nimi 40 tys. ludzi, wzywa Paryż, aby złożył skargę przeciw Danii przed Międzynarodowym Trybunałem Sprawiedliwości w Hadze.

"Jako członek UE Dania powinna podzielać stanowisko Wspólnoty Europejskiej nakazujące ochronę waleni (wielorybów, delfinów itd.) przed polowaniami" - piszą autorzy petycji.

Ale sytuacja jest skomplikowana. Wyspy Owcze stanowią terytorium zależne Danii, cieszą się jednak szeroką autonomią. Mają własny rząd i parlament. Nie są częścią Unii Europejskiej, chociaż Dania należy do Wspólnoty. Jednak według Sea Shepard Dania wspiera polowania, wysyłając okręty marynarki wojennej do ochrony zatok, gdzie się odbywają.

Do odwołania rezygnujemy w Wysp Owczych

Protesty przeciw polowaniom przynoszą efekty. Właśnie uderzyły w branżę turystyczną. W ubiegłym tygodniu duży niemiecki operator statków rejsowych Aida ogłosił, że rezygnuje z rejsów na Wyspy Owcze. Zamiast w tamtejszych portach wycieczkowce będą zatrzymywać się na szkockich Orkadach. "W interesie naszej załogi i naszych gości, a także kierując się troską o zwierzęta morskie, Aida postanowiła zrezygnować z Wysp Owczych do odwołania" - poinformowała Monika Griefahn, dyrektor ds. środowiska i społeczności Aidy.

Na podobny krok zdecydowała się inna duża niemiecka firma - Hapag-Lloyd, która specjalizuje się w transporcie kontenerów, ale działa także w branży turystycznej. "Zredukowaliśmy liczbę zawinięć do portów na Wyspach Owczych. Obecnie na naszych trasach mamy zaplanowany postój w jednym porcie i szukamy alternatywnych rozwiązań" - poinformował Negar Etminan, szef działu komunikacji korporacyjnej Hapag-Lloyd.

Dla takiej tradycji nie ma miejsca

Sea Shepard wzywa do organizowania kolejnych protestów i wywierania nacisku na władze Wysp Owczych, Danii i Unię Europejską. " Na naszej stronie są plakaty, które można zanieść do konsulatu Danii w waszym państwie, żądając zakończenia rzezi. Możecie też wysłać list do premiera Danii Larsa Rasmussena. Albo chociaż poinformujcie o rzezi grindwali znajomych za pomocą mediów społecznościowych, używając hashtagu #StandUp250" - apeluje na swojej stronie organizacja.

- Już po raz czwarty tego lata na Wyspach Owczych doszło do masowej rzezi inteligentnych, samoświadomych, czujących i pięknych istot. Doprowadzenie do zakazu polowań na grindwale jest naszym obowiązkiem. W XXI w. nie ma miejsca dla żadnej tradycji, która wiąże się z zabijaniem zwierząt - mówi Watson.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.