Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Nerona to imię uratowanej klaczy. W ubiegłorocznych wyścigach na wrocławskich Partynicach klacz zajęła wysokie trzecie miejsce, ale niestety doznała kontuzji stawu kolanowego. Właściciele klaczy postanowili się jej pozbyć z powodu kosztów leczenia, które miały wynieść około 2 tysięcy złotych. Zwierzę było skazane na straty. Dla Nerony przewidziano tylko śmierć. Postanowiono, że pójdzie na rzeź.

Z pomocą Neronie ruszyła doktorantka zootechniki i absolwentka biotechnologii Anna Zwyrzykowska. W dzieciństwie została zapisana na jazdę konną przez rodziców, ponieważ miała dużą wadę kręgosłupa. Na Partynicach jeździ konno od czterech lat.

- Nie mogłam uwierzyć, że Nerona, która kochała biegać i była do tego stworzona, miała zostać przekazana na rzeź. Postanowiłam, że muszę ją za wszelką cenę uratować - wyznaje.

Kontuzja była tak silna, że Nerona praktycznie nie potrafiła chodzić. Ledwo trzymała się na trzech nogach.

- Próbowałam namówić koleżanki, żebyśmy się wszystkie złożyły po 500 złotych i ją kupiły. No, ale konia trzeba utrzymać, a to wiąże się też z dużymi wydatkami - informuje doktorantka. Z pomocą postanowiła się zwrócić do rektora Uniwersytetu Przyrodniczego Romana Kołacza.

- Tragiczna historia Nerony poruszyła rektora. Postanowił jej pomóc. Nerona została wykupiona. Znalazły się także pieniądze na jej leczenie - opowiada Anna Zwyrzykowska.

Nerona leczona jest przez weterynarzy z Katedry i Kliniki Chirurgii na Wydziale Medycyny Weterynaryjnej Uniwersytetu Przyrodniczego we Wrocławiu. Ci dokładają wszelkich starań, by klacz doszła do zdrowia.

- Teraz Nerona czuje się lepiej, już nic ją nie boli. Może chodzić i jest szczęśliwa. Koń wyścigowy, jak widzi otwartą przestrzeń, to od razu chce biec. Musieliśmy nauczyć ją spacerować - śmieje się doktorantka.

Teraz przed zajęciami w laboratorium na zootechnice przyjeżdża do Katedry Kliniki i Chirurgii, by Neronę nakarmić, wyczyścić i wyprowadzać na spacery, dwa razy po piętnaście minut. Klacz nie może się przeforsować, bo efekty leczenia pójdą wtedy na marne.

Co będzie dalej z Neroną? W przyszłości nie będzie mogła już więcej brać udziału w wyścigach konnych.

- Pomyślałam, że mogłaby zostać skierowana do naszej stajni na Pawłowicach. Jest tam przyjemny park, podobny do ogrodu botanicznego. Miejsce na pewno jej się spodoba - mówi doktorantka.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.