Ta wiosna jest dość dziwna, jeśli chodzi o ptasie przyloty. Jakieś dwa tygodnie temu nad jednym z białowieskich bagienek śmignął mi bocian czarny.
Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Gdy wylądował, od razu rozpoczął polowanie na małe rybki tuż pod moim nosem. Zatkało mnie.

Ale nie z powodu odwagi ptaka, bo w przeciwieństwie do czarnych bocianów z południa i zachodu Polski, te w Puszczy są wciąż bardzo płochliwe, ale dlatego, że absolutnie się bociana czarnego nie spodziewałem.

Zwykle jest tak, że przylatują bociany białe, a chwilę po tym bociany czarne. Tym razem było na odwrót, i to mnie bardzo niepokoiło. I nie tyle chodziło o bociany białe, opóźniające swój przylot, ale o orliki krzykliwe, które przylatują mniej więcej w tym samym czasie. Miałem wielką ochotę na spotkanie oko w oko z orlikiem, którego przylot jest dla mnie prawdziwym symbolem pełni wiosny. Miałem też upatrzone miejsce, a w nim resztki martwego jelenia. Orliki są orłami i - choć to może to się wydawać dziwne - polują zwykle na drobne zwierzęta, takie jak gryzonie, płazy albo gady: jaszczurki i węże. Nie gardzą też owadami. Ponieważ ofiary są małe i łażące po ziemi, orliki dość często polują na piechotę. Zdarza się jednak, że zaraz po ich przylocie wiosna jest na tyle chłodna, iż trudno o płazy, owady i gady. A jeśli dodamy do tego, że bywają lata, w których na łąkach krucho z gryzoniami, wtedy orliki nie gardzą padliną. To taki pakiet ratunkowy. Liczyłem więc bardzo na moje resztki i na zobaczenie na nich orlika, ale ten się jakoś nie pojawiał. Byłem dość zdenerwowany, bo na padlinę ostrzyły sobie dzioby także kruki.

Na szczęście dla mnie i na nieszczęście dla kruków jakoś tak się złożyło, że położona ona była koło gniazda myszołowa. Myszołów wyganiał więc z okolicy kruki, wrony oraz jednego błotniaka, który też próbował się posilić. Bałem się tylko, czy ten obrońca gniazda i terytorium nie wygoni orlika. Tym bardziej że mój wyczekiwany orzeł będzie z pewnością głodny.

 

Orliki krzykliwe wracają do nas z południa Afryki częściowo bardzo podobną trasą jak bociany i stosują dość podobną technikę podróży. Wykorzystują ciepłe prądy wznoszące, żeby się unieść, a potem lotem ślizgowym pokonują drogę - w tym wypadku na północ. Lecą sobie na przykład z Zimbabwe, Bostwany, Namibii, gdzie kręciły się zimą, w kierunku na Sudan i potem Egipt, po to, by przez Synaj wlecieć na Bliski Wschód, a następnie przez Turcję na Bałkany i omijając Karpaty, dolecieć do Polski. Oczywiście, to standardowa trasa, bo zdarzają się orliki twardziele, które dokonują przelotu nad Morzem Czerwonym albo lecą nad Karpatami, w tym nad Tatrami. Sam takiego widziałem.

Jest krócej, ale trudniej, bo nad morzami lub górami trudno o ciepłe prądy wznoszące. Tym, którzy chcą dokładnie przyjrzeć się trasom, jakie pokonują polskie orliki, polecam strony Magurskiego Parku Narodowego. Tu można zobaczyć, jak leciały mieszkające w tym parku ptaki, które zaopatrzono w specjalne nadajniki . Te mieszkające w Puszczy Białowieskiej muszą dodatkowo przelecieć jeszcze kilkaset kilometrów na północ. A cała trasa, czyli wędrówka na jesieni, koczowanie w Afryce i powrót na wiosnę, to - jak wynika z badań przeprowadzonych nad słowackimi orlikami - około 20 tys. kilometrów. Dziennie ptaki pokonywały średnio 178 km, a wędrówka zajmuje im w jedną stronę od 40 do ponad 60 dni. Co prawda orliki po drodze jedzą, ale liczyłem na to, że kiedy w końcu dotrą do Puszczy i Teremisek będą miały ochotę na coś więcej. W końcu jedzenie w podróży to nie to samo co w domu.

Orlika jednak nie było i kolejne dni spędzałem w ukryciu na obserwowaniu, jak myszołów niczym pies ogrodnika odgania kolejnych amatorów padliny. W końcu już miałem się poddać, gdy na niebie pojawiły się bociany. Najpierw kilka, potem coraz większe stada. Nadzieja odżyła, bo skoro są bociany, to będzie i orlik. W końcu nad głową usłyszałem potworną awanturę, a po chwili tuż przed moim ukryciem wylądował piękny orlik. I choć był bardzo zjeżony, bo myszołów co chwila próbował uderzyć go w łeb, a dwa razy nawet mu się to udało, zabrał się za jedzenie. Przecież właśnie przyleciał do domu, był bardzo głodny i byle myszołów nie przeszkodzi mu w posiłku.

W ''Piątku Ekstra'' czytaj też:

 

Zachwyć się nauką w 180 sekund!

 

Trzy minuty - tyle czasu będzie mieć każdy z dziesięciorga finalistów konkursu FameLab, by przekonać jury i publiczność, że nauka może zachwycać. Czy to dużo czasu?

U was to się buduje! Rozmowa z architektem Albertem Veigą.

 

- Zastosowanie lokalnego kontekstu, by prowokować do myślenia - tym także powinna się zajmować architektura - mówi Hiszpan, który zaprojektował pierwszy w Polsce budynek z szansą na najważniejszą nagrodę w Europie.

TVP Kultura: 22 godziny misji na dobę.

 

Kulturalne getto czy telewizja przyszłości dla kreatywnych? TVP Kultura obchodzi dziesiąte urodziny.

Sankowski i Świąder w stereo

 

Płytowe nowości tygodnia: Alabama Shakes, Babu Król i Bye Bye Butterfly [RECENZJE]

Książkowe nowości tygodnia.

 

Świetna powieść amerykańskiego prozaika Richarda Forda "Kanada", zbiór niepokojących reportaży o Polsce Pawła Reszki, a dla dzieci bajka o wilku łasym na komplementy.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie
Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi 
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.
Komentarze
Zaloguj się
Chcesz dołączyć do dyskusji? Zostań naszym prenumeratorem