Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

- Bywa różnie. Czasem skruszony tata osobiście przynosi psa do schroniska, tłumaczy, że żona była niezadowolona. - Czasem najpierw kontaktują się telefonicznie, mówią, że nie są przygotowani na zajmowanie się szczeniakiem, że muszą go oddać. Wtedy najczęściej prosimy o cierpliwość, mówimy, że trzeba być odpowiedzialnym. Raz pomaga, innym razem nie - relacjonuje Katarzyna Kownacka z Ciapkowa, schroniska dla zwierząt w Gdyni.

Przy śmietniku, na klatce

Częściej psy są jednak porzucane. - Ludzie dzwonią, mówią, że znaleźli szczeniaka w kartonie przy śmietniku albo błąkającego się po klatce schodowej, piszczącego - opowiada Kownacka. - W ubiegłym roku ktoś powiesił niechciany miot w foliowej siatce na gałęzi obok śmietnika przy naszym schronisku. Na mrozie. Gdyby przechodzień nie usłyszał popiskiwania, to do rana szczeniaki by zamarzły. Zresztą, pamiętam też taką historię: któregoś dnia poszłam z jednym z naszych podopiecznych na spacer, po drodze minęłam pana na rowerze, który wiózł ze sobą jakąś skrzynkę. W drodze powrotnej spotkałam tego samego mężczyznę, z tym że już bez pakunku. Skrzynka stała przy wejściu do Ciapkowa, w środku był porzucony piesek. Niestety, czasem ludzie się wstydzą, że odnoszą zwierzę do schroniska, więc wolą je porzucić.

Mimo braku ewidentnych dowodów pracownicy schronisk podejrzewają, że większość z psów, które w tym okresie do nich trafiają, to "psy poświąteczne". - Oczywiście, nie jesteśmy w stanie udowodnić, że dane szczeniaki czy psy błąkające się po ulicach to niechciane prezenty, nie znajdujemy ich z kokardą na szyi - mówi Kownacka. - Jest natomiast taka prawidłowość, że po świętach, po komuniach nagle do schroniska zaczynają trafiać szczeniaki. I że akurat w tym terminie ich liczba wzrasta.

Decyzja całej rodziny

Schroniska z reguły przedświąteczną adopcję odradzają.

- Odradzamy takie prezenty pod wpływem emocji czy będące spełnianiem kaprysu dziecka - wyjaśnia Kownacka.

- Tłumaczymy: zwierząt pod choinkę się nie kupuje - mówi Ewa Gebert. - To jest żywa istota, a nie przedmiot. Adopcja czy kupno zwierzaka to powinna być decyzja całej rodziny. Jeśli przychodzi do nas rozemocjonowany tata i mówi, że szuka szczeniaka dla syna czy córki, to prosimy go, żeby lepiej wrócił z całą rodziną, żeby wspólnie zdecydowali się na psa. Ten obrazek znany z reklam, gdzie w uśmiechnięte dziecko przytula ślicznego szczeniaczka, którego znalazło pod choinką, jest fałszywy. Tak to niestety zazwyczaj nie wygląda...

Czasem trzeba studzić zapał. - Pamiętam, jak w ubiegłym roku przyszedł do nas 18- czy 19-latek, który chciał sprezentować fajnego szczeniaka swojej dziewczynie - opowiada Gebert. - Już chyba wyobraził sobie, jak wynosi go na rękach ze schroniska, daje go w prezencie ukochanej, a ona się cieszy. Wytłumaczyliśmy mu, że to nie jest dobry pomysł. Poprosiliśmy, żeby lepiej wrócił z dziewczyną, że będzie nawet lepiej, jeśli psa wybiorą wspólnie. Na szczęście dobrze to przyjął. A następnego dnia faktycznie wrócili razem.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.