Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

W niedzielę tuż po pierwszej w nocy kilka lub kilkanaście osób przeskoczyło przez ogrodzenie ogrodu zoologicznego, wdarło się na teren zoo i zdemolowało jego część. Najwięcej szkód wandale wyrządzili przy wybiegu dla tygrysów. Na wybetonowane dno fosy z wysokości 4,5 metra chuligani zrzucili blaszany kosz na śmieci i żeliwno-drewnianą ławkę. Połamali wykonane z pleksiglasu naturalnej wielkości sylwetki zwierząt, tablice informacyjne - fragment nowo utworzonej ścieżki dydaktycznej - i powyginali kilkanaście małych tabliczek z opisem znajdujących się na wybiegach zwierząt. Na wybieg dla wielbłądów wrzucili kubeł ze śmieciami. Wyrwali z ziemi bębny, z których układało się zwierzęta - zabawki dla dzieci.

Nie wiadomo, w którym miejscu chuligani przeskoczyli przez płot, ilu ich było, dokąd szli (jedna z teorii mówi, że wracali z gali sportów walki MMA w Atlas Arenie), dlaczego zatrzymali się przy tygrysach i jak długo tam zabawili.

Władze ogrodu podejrzewają, że oprócz zdemolowanych przedmiotów mogli jeszcze próbować sforsować metalowe drzwi żyrafiarni stojącej tuż przy wybiegu dla tygrysów. Skąd ten pomysł? W niedzielę rano najmłodsza z trzech mieszkających w łódzkim zoo żyraf, trzyletnia Suri, padła. W poniedziałek pracownicy ogrodu znaleźli martwą drugą żyrafę, sześcioletnią Hanę. Wstępna sekcja zwłok zwierząt wykazała u Suri pęknięcie zastawki serca i naczyń krwionośnych. - Zwierzę umarło ze strachu - komentuje Włodzimierz Stanisławski, zastępca dyrektora ogrodu ds. hodowlanych. - Przyczyną śmierci drugiej żyrafy, Hany, były problemy z układem trawiennym. W niedzielę zwierzę miało biegunkę. Stres mógł nasilić objawy i przyczynić się do śmierci Hany.

Stanisławski mówi, że żyrafy to zwierzęta bardzo płochliwe. - Nie mają tej odporności psychicznej co tygrysy. Mają za to wyjątkowo czuły słuch, który w naturze pozwala im usłyszeć z dużej odległości, czy nie zbliża się w ich stronę napastnik. A przecież skradający się drapieżnik robi o wiele mniej hałasu niż ławka lądująca na betonowej posadzce.

Jak to się stało, że hałasu nie usłyszeli pracownicy firmy ochroniarskiej EkoTrade, z którą ogród ma podpisaną umowę? W nocy teren zoo patroluje dwóch ochroniarzy. O której godzinie zauważyli wandali? Dlaczego wsparcie, o które poprosili przez radio, przyjechało dopiero po godzinie drugiej? Dlaczego dyrektor ogrodu Ryszard Topola został poinformowany o zdarzeniu dopiero przed godziną szóstą? Te pytania na razie pozostaną bez odpowiedzi. Grzegorz Bezat, koordynator ds. ochrony łódzkiego oddziału EkoTrade, nie chciał udzielać informacji: - Prowadzimy wewnętrzne dochodzenie. Sprawę bada policja. Na razie nie komentujemy sprawy.

Policja, która o sprawie została powiadomiona dopiero po tym, jak padła pierwsza z żyraf, czyli o godz. 9.11, ubolewa nad tym, że pracownicy ogrodu sprzątnęli bałagan po nocnych wandalach. - To nie ułatwi zbierania śladów - mówi Radosław Gwis z Komendy Wojewódzkiej Policji w Łodzi.

Barbara Wicińska, opiekun zwierząt: - Sprzątnęliśmy bałagan, bo nie chcieliśmy, żeby któreś ze zwierząt coś sobie zrobiło. Musieliśmy też sprawdzić, czy żadna z klatek nie jest uszkodzona i czy na ogród nie wyszło jakieś zwierzę.

Suri i Hana to dwie pierwsze ofiary nocnej zabawy wandali. Ale ciągle nie wiadomo, czy więcej ofiar nie będzie. - Takie zdarzenia mogą mieć skutki po kilku dniach - mówi Topola. - Poprosiłem o obserwację innych zwierząt. Od opiekuna wielbłądów dowiedziałem się, że zwierzęta nie chciały wyjść ze stajni. Również Malkolm, trzecia z żyraf, odmówił wyjścia na wybieg. Będziemy je obserwować.

Wszyscy wandale uciekli. Na terenie ogrodu nie ma ani jednej kamery, która mogłaby zarejestrować chuliganów. Nie wiadomo, jak wyglądaj sprawcy rozboju.

Władze Łodzi nie chciały wczoraj komentować tragicznych wydarzeń w zoo. Wiceprezydent Radosław Stępień, któremu podlega ogród zoologiczny, czeka na oficjalny raport dyrektora ogrodu.

Policja szuka sprawców i apeluje o pomoc. Osoby, które mogły widzieć grupę wandali w okolicach zoo, proszone są o kontakt. Sygnały można zgłaszać na nr alarmowy 997 lub bezpośrednio do IV komisariatu przy ul. Kopernika 29/31, tel. 42 665 23 00.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.