Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Odkąd sięgam pamięcią, nikt nie lubił ze mną chodzić do kina. Nie potrafiłam podążać za akcją. Z pozoru wydawało się, że nie odbiegam inteligencją od rówieśników, ale przed ekranem okazywałam się kompletnym tumanem. Skoro tylko któryś z kluczowych charakterów zmienił ubranie, już nie wiedziałam, czy jest policjantem, czy złodziejem" - wspomina w swojej książce "Pomyleni" Irena Cieślińska, dziennikarka i popularyzatorka nauki.

Zdarzało się też, że uważano ją za arogancką, a wręcz niegrzeczną. - W szkole podstawowej sąsiadka, z której córką chodziłam do klasy, nieraz zgłaszała pretensje mojej mamie, że jestem jedynym sąsiedzkim dzieckiem, które nie mówi jej dzień dobry, mijając ją na ulicy - wspomina Irena Cieślińska w rozmowie z "Wyborczą". - Mama pouczała mnie, że dzień dobry mówić należy, ja się grzecznie zgadzałam i znowu nie mówiłam dzień dobry. Chodzi o to, że ja sąsiadki po prostu nie poznawałam.

Konie czytają ludzkie twarze

Po głosie lub moczu

Irena Cieślińska cierpi bowiem na prozopagnozję, czyli brak zdolności rozpoznawania twarzy. Dziennikarka ma dobry wzrok, świetną pamięć, doskonałą inteligencję, potrafi odczytać emocje na podstawie mięśni mimicznych drugiego człowieka, opisać kształt jego oczu, ust, nosa, a mimo to nie potrafi zgadnąć, do kogo pojawiająca się przed nią twarz należy. Przykrości, które ją z tego powodu spotykają, są najlepszym dowodem na to, jak ważna w społecznościach ludzkich jest zdolność rozpoznawania twarzy. Trudno wręcz wyobrazić sobie, jak bez tej części ciała ludzie rozpoznawaliby się i odczytywali swoje emocje.

A jednak większość organizmów na Ziemi doskonale obywa się w ogóle bez umiejętności rozpoznawania konkretnych osobników swego gatunku. I to nawet wtedy, gdy żyją w grupach. Tworzą wówczas tak zwane stada anonimowe. Osobniki wchodzące w ich skład współpracują ze sobą, ale nie nadają sobie imion i cech indywidualnych. Ważne dla nich jest to, że mają do czynienia z członkiem swojej grupy, ale którym konkretnie, to już ich nie obchodzi.

W nieco wyżej uorganizowanych społecznościach zwierzęta rozpoznają się indywidualnie, ale wyłącznie na podstawie miejsca w przestrzeni, które zajmują. Samiec i samica bociana wiedzą więc, z kim mają do czynienia, tylko wtedy, gdy spotykają się w gnieździe. Jeśli zobaczą się na łące, to rozpoznają się jedynie jako przedstawiciele własnego gatunku. Nie będą umiały określić, którego konkretnie osobnika widzą. Ta umiejętność jest bardzo złożona i wyewoluowała jedynie w tych społecznościach, w których rozpoznanie indywidualne było niezbędne do przetrwania - tam, gdzie trzeba było dobrze wiedzieć, od kogo oczekiwać pomocy, a od kogo uciekać jak najdalej. W takich sytuacjach musiał powstać system, który pozwalałby odróżnić dowolnego osobnika od wszystkich pozostałych. Ale wcale nie musiał się opierać na cechach twarzy.

- Nie ma właściwie nic szczególnego w twarzach, co by się przydawało w rozpoznawaniu - mówi "Wyborczej" dr Michael Sheehan z Cornell University w USA. - Mnóstwo zwierząt polega na innych wskazówkach, jak zapach czy dźwięk.

Pingwiny cesarskie rozpoznają więc swoje dzieci głównie po głosie. Myszy opierają się na zapachu moczu, psy korzystają z woni gruczołów okołoodbytowych, a mrówki opukują się czułkami, wyczuwając znajdujące się tam substancje chemiczne. A mimo to niektóre gatunki zwierząt niezależnie od siebie wpadły na to, by rozpoznawać się właśnie po wyglądzie twarzy. - Być może większość interakcji ma miejsce wtedy, gdy zwierzęta stoją na wprost siebie, przez co twarz staje się najbardziej widoczną cechą - zastanawia się dr Sheehan. - Twarze mogą też być ważne, gdyż to tam znajdują się zęby i oczy, a podczas interakcji dobrze jest wiedzieć, gdzie dany osobnik patrzy i co robi ze swoimi zębami.

Znam cię człowieku! O tym, jak ptaki rozpoznają ludzi

Buziaki od os, ryb i owiec

Twarz stała się znakiem rozpoznawczym na przykład w społecznościach os z grupy klecanek. Samice tych owadów z jednego gniazda na początku każdego sezonu walczą ze sobą o dominację. Gdy ustali się hierarchia, poziom agresji w kolonii opada. Osy jednak muszą dobrze wiedzieć, która z samic jest wyżej, a która niżej w społeczności. Udaje im się to dzięki temu, że każdy osobnik ma inny wzór plam na głowie. Badaczka tych owadów sprawdzała to, przemalowując im twarze. Kiedy osy z makijażem wpuszczała z powrotem do gniazda, natychmiast były atakowane przez współmieszkanki. Po blisko półgodzinie poziom agresji jednak opadał, co oznaczało, że samica w końcu odnalazła swoje miejsce w społeczności i stała się rozpoznawalna na podstawie nowego wyglądu.

Twarz to znak rozpoznawczy również dla ryb morskich z gatunku Pomacentrus amboinensis . Na ich pysku znajduje się bowiem delikatny wzór widoczny wyłącznie w niewidzialnym dla ludzi świetle ultrafioletowym. Ryby dostrzegają go jednak bez trudu. Także owce świetnie rozpoznają twarze. W 2001 r. badacze wykazali, że jedna owca pamięta wygląd pyska 50 innych owiec przez co najmniej dwa lata. Twarze rozpoznają też rozmaite małpy: makaki, gibony i szympansy. A koczkodany wręcz słyną z wielobarwnych lic, które pozwalają im na odróżnianie się od siebie.

Jednak żaden z tych gatunków nie dorównuje w tym człowiekowi. I to pomimo że na ludzkich twarzach nie królują tak intensywne kolory i ekstrawaganckie wzorki jak u koczkodanów, os czy ryb. Zamiast tego mamy - jak pisali dr Michael Sheehan i dr Michael Nachman w 2014 r. w "Nature Communications" - niespotykaną u nikogo innego zmienność części twarzy, determinowaną przez bardzo różnorodny zestaw genów. Przeciwnie niż w innych rejonach ciała poszczególne właściwości twarzy nie są ze sobą skorelowane. W przypadku dłoni na przykład szerokość jest ściśle powiązana z długością - im szersza dłoń, tym też dłuższa. Jeśli chodzi o twarze, takiej zależności nie ma. Długość nosa nie wykazuje żadnego związku z jego szerokością. To samo dotyczy kształtu oczu, brwi, czoła, policzków, uszu, ust i wszelkich relacji między nimi. To właśnie dzięki temu twarze ludzi mogą być tak rozmaite, a przez to łatwiej rozpoznawalne.

Psy są zdolne do empatii, twierdzą włoscy badacze

Modne twarze bez wyrazu

Aby jednak ogarnąć tę różnorodność, ludzki mózg potrzebował dużej, oddzielnej grupy neuronów. Zajmuje się ona nie tylko rozpoznawaniem cech twarzy i odróżnianiem ich od siebie, ale też odczytywaniem emocji, które wyrażają znajdujące się na niej mięśnie mimiczne. Dlatego gdy widzimy czyjąś twarz, to na ułamek sekundy nieświadomie nasze mięśnie mimiczne układają się tak jak u drugiej osoby. Ba, na tę krótką chwilę zaczynamy odczuwać to samo co ona - niezależnie od tego, czy będzie to strach, gniew, czy radość. Tak właśnie dosłownie na naszych twarzach rodzi się empatia. Albo i zanika.

Nie umiemy współczuć. Skąd ten brak empatii?

 

Niedawno naukowcy dostali doskonałe narzędzie do badania tego zjawiska. To preparaty zawierające botoks, czyli niewielkie dawki toksyny bakteryjnej znanej też pod nazwą jad kiełbasiany. W medycynie estetycznej stosuje się je powszechnie do wygładzania zmarszczek. Udaje się to dzięki temu, że botoks paraliżuje drobne mięśnie mimiczne. Kiedy jednak kobiety, które poddały się takiemu zabiegowi, poproszono o pokazanie emocji na twarzy, pojawiły się problemy. Co prawda panie nieźle poradziły sobie ze smutkiem, ale złość wyszła im już nie najlepiej. Nie potrafiły bowiem porządnie zmarszczyć brwi. W efekcie mało pobudziło się ciało migdałowate, czyli część mózgu odpowiedzialna za wytwarzanie emocji. Osłabły również sygnały, które idą z ciała migdałowatego do pnia mózgu i odpowiadają za wywołanie reakcji emocjonalnych w ciele. Kobieta nie tylko więc nie umiała pokazać złości, ale wręcz jej nie odczuwała.

Chirurdzy estetyczni uznali, że to dobra wiadomość - skoro bowiem kobiety używające botoksu mniej się gniewają, to znaczy, że są szczęśliwsze. Carl Zimmer, który opisał te badania w książce "Brain Cuttings", nie podzielał jednak ich entuzjazmu. Jego zdaniem moda na botoks ma swoją ciemną stronę. "Stroimy miny, by zrozumieć uczucia innych ludzi - wyjaśniał Zimmer. - Paraliżując nasze twarze, majstrujemy przy pradawnych ścieżkach komunikacji między twarzą a mózgiem, które mogą zmienić nasze umysły w sposób, którego jeszcze nie rozumiemy".

Wykorzystaj to w szkole! Przeczytaj razem z dzieckiem w domu. Wskazówki i pytania do tego materiału znajdziecie na stronie programu Szkoła z klasą 2.0: www.szkolazklasa.pl

Oglądaj wideo "Nauki dla każdego" i odkrywaj największe zagadki otaczającego Cię świata. Daj się wciągnąć, zafascynować, zadziwić. Spójrz na siebie i rzeczywistość z innej, naukowej strony!

 

Oglądaj wideo cyklu "Nauka dla każdego"

W " Nauce dla każdego '' czytaj:

 

 

Dysleksja. Kiedy mózg ma kłopot z czytaniem

 

Jedni wątpią w jej istnienie, innym zmienia życie w koszmar. Skąd się bierze dysleksja? Jak z nią żyć? Rozmowa z prof. Anną Grabowską i dr Katarzyną Jednoróg

Łysi z wyboru (ewolucji)

 

Jesteśmy nadzy, a tylko niektóre obszary naszych ciał pokrywają niewielkie kępki włosów. Dlaczego mamy je właśnie tam, a nie gdzie indziej?

Jak fizycy radzą sobie z mieszaniem

 

Ta czynność często jest lekceważona. Od mieszania, jak się mawia, herbata nie robi się słodsza. Warto jednak wiedzieć, że mieszając, można nie tylko ochłodzić, ale i podgrzać różne substancje, a nawet wysadzić w powietrze reaktor jądrowy

Bajkonur: duma i uprzedzenie

 

Pierwszy i ciągle największy na świecie kosmodrom stoi w stepie tak szerokim, że można się w nim zagubić. Pobyt w nim to gorzki przedsmak kosmicznej pustki

Terror botoksu. Jak wygładzanie zmarszczek wpływa na nasze reakcje emocjonalne?

 

Dla żadnego innego gatunku na Ziemi twarz nie jest tak ważna jak dla człowieka. A mimo to ludzie właśnie zaczęli niszczyć jedną z jej podstawowych funkcji: przekaz emocji

To zwierzę mnie bierze. Kłopoty svalbardzkiej pardwy

 

Wzięliśmy narty i wyszliśmy kawałek za Longyearbyen, stolicę Svalbardu. Trafiliśmy idealnie. Właśnie przyleciały pardwy. Podejrzewam, że w tym momencie kilku moich przyjaciół znających się na ptakach przeciera oczy ze zdumienia. Jak to przyleciały? Przecież pardwy to ptaki osiadłe!

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.