"My chcemy przede wszystkim Polaków umundurować duchowo" - pisał wódz ONR Falanga Bolesław Piasecki. "Jesteśmy nietolerancyjni, ponieważ odradzający się w nas katolicyzm dał nam wiarę, że prawda może być tylko jedna. (...) Uznajemy przymus. Nasza wola i odwaga stosowania przymusu wywodzi się z dwóch źródeł. Pierwsze źródło to głębokie przekonanie o naszej słuszności. (...) Drugie źródło - to odrodzenie się w nas chrześcijańskiego ideału miłości bliźniego" - dodawał w piśmie "Falanga" jeden z kolegów Piaseckiego.

Nie wstydzili się przymusu ani przemocy. Przeciwnie, uważali je za konieczny element "przełomu narodowego", który chcieli przeprowadzić w Polsce. Na ich demonstracjach i zadymach w ruch szły pałki z nabitymi żyletkami, kastety i pięści. Żydów bili na uczelniach, na ulicach, przed sklepami. Bili się także między sobą - np. 29 listopada 1937 r. zbiry wynajęte przez członków ONR-ABC tak pobiły łomami Wojciecha Wasiutyńskiego, jednego z przywódców Falangi, że ten z pękniętą czaszką wylądował na kilka miesięcy w szpitalu. Podobno Piasecki planował, by w odwecie zabić szefów ABC.

Adam Leszczyński: Czy przedwojenny Obóz Narodowo-Radykalny był ugrupowaniem, które można nazwać polskimi faszystami?

Prof. Szymon Rudnicki: Uważam, że byli to polscy faszyści. Nie mamy definicji faszyzmu, podobnie jak nacjonalizmu, co do której wszyscy byliby zgodni, i gdybym miał faszyzm zdefiniować w kilku słowach, powiedziałbym, że wyróżnia go skrajny nacjonalizm czy szowinizm narodowy, radykalny program społeczny oraz typ organizacji - zmilitaryzowanej, hierarchicznej, na ogół z wodzem na czele. Możemy rozwijać każdy z tych punktów, ale w tej definicji przedwojenny ONR mieści się absolutnie swobodnie. Organizacje typu faszystowskiego działały we wszystkich krajach Europy, stąd wolę mówić o faszyzmach, bo każdy miał swoje cechy narodowe. ONR powstało w kwietniu 1934 r., a już na początku 1935 r. działały dwie organizacje - ONR i Ruch Narodowo-Radykalny. Popularnie od tytułów ich gazet nazywamy ten pierwszy ONR-ABC, a drugi ONR Falanga. Naturalnie istniała między nimi pewna różnica.

Miały różnych wodzów?

- ONR nie miał wodza i nie szedł tak daleko w kierunku totalitaryzmu jak Falanga. Łączyła je idea organizacji politycznej narodu - jednej organizacji kontrolującej życie polityczne, gospodarcze i społeczne - oraz pewne rozwiązania gospodarcze. Falanga, która szła wyraźnie w kierunku etatyzmu, była najbardziej totalitarną partią istniejącą przed wojną na polskiej prawicy. ONR odżegnywał się od skrajnego totalitaryzmu.

Przecież tak się obnosili z katolicyzmem. Jak to godzili z totalitaryzmem?

- Mieli z tym pewien problem, bo faktycznie wielu z nich było ludźmi głęboko wierzącymi. Ale można do nich odnieść słowa Juliana Tuwima z "Opery za trzy grosze": "Już katolicy, a jeszcze nie chrześcijanie". Mówi się, że katolicyzm oddziaływał hamująco na ich poczynania, ale nikt nie napisał, w czym to się wyrażało. Głoszone przez cały obóz narodowy od końca lat 20. hasło: "Katolickie państwo narodu polskiego" nie wpływało znacząco na ich program. Zresztą nie byli jedyną partią typu faszystowskiego odwołującą się do katolicyzmu. Przyznawał się do niego Miguel Primo de Rivera, twórca hiszpańskiej Falangi, od której zresztą wzięto nazwę. Katolikami byli i słowaccy ludacy księdza Andreja Hlinki, i chorwaccy ustasze, którym to nie przeszkodziło wymordować kilkadziesiąt tysięcy Żydów.

W wizji ONR Polską miała rządzić Organizacja Polityczna Narodu praktycznie obowiązkowa dla wszystkich, bo tylko jej członkowie korzystaliby z praw politycznych. Miała być czterostopniowa, pan jako człowiek z wyższym wykształceniem znalazłby się na poziomie najwyższym, a przy kwalifikowaniu liczyłyby się też zasługi oraz staż organizacji. Na czele stał wódz i nikt nie kwestionował, że jest nim Bolesław Piasecki. Na dole pierwszej strony "Falangi" znajdował się często cytat z pism Piaseckiego, a jego przyjaciele pisali tam: "Mamy szczęście, że mamy wodza".

Mieli poparcie w Kościele?

- Duża grupa księży popierała obóz narodowy, a jednym z powodów tego poparcia stał się antysemityzm, bo trzeba tu powiedzieć, że przed wojną właściwie cała prasa katolicka była antysemicka i w poglądach dotyczących Żydów zgadzała się z narodowcami. Nie zgadzała się z metodami, mogła troszkę polemizować, ale o Żydach pisała to samo co oni. W katolickiej "Kulturze" poznańskiej pisano: "Żydzi są pasożytami. Istotnie nasz emocjonalny stosunek do nich jest bardzo podobny do stanowiska, jakie zajmujemy wobec pchły czy pluskwy. Pasożyt obchodzi mnie o tyle tylko, że mi nie przeszkadza. (...) Rzecz jednak w tym, że Żyd jest zupełnie czymś różnym od pchły. (...) Problem żydowski może istnieć nawet wówczas, gdy nie będzie już ani jednego Żyda". Kiedy w lipcu 1938 r. ks. Tadeusz Puder, Żyd z pochodzenia, szedł na ambonę i został uderzony w twarz przez jakiegoś nieznajomego, znaleźli się księża, którzy wzięli napastnika w obronę.

Jak bardzo antysemityzm stał się fundamentem tego ugrupowania?

- Był spoiwem łączącym wszystkie grupy radykalnej prawicy, w tym młodych ludzi ze Stronnictwa Narodowego, czyli głównej partii dawnej Narodowej Demokracji. Ci ludzie w niektórych sprawach się różnili, ale łączył ich antysemityzm i występował we wszystkich elementach programu. Bo Żydzi przeszkadzali im we wszystkich dziedzinach życia - w gospodarce, w polityce, w kulturze.

Cała rozmowa z profesorem Szymonem Rudnickim w poniedziałkowym "Ale Historia", dodatku do "Gazety Wyborczej".