Fragment rozmowy z Larsem Myttingiem, autorem książki "Porąb i spal"

Książka o rąbaniu drewna na opał?!

- Na początku mój wydawca miał pomysł na album ze zdjęciami starszych ludzi na wsi z dumą pozujących na tle swoich zapasów drewna. To byłaby zupełnie inna książka - dużo obrazków i mało tekstu. Miałem w dorobku dwie powieści, obie o typowym samotnym Norwegu, który ma praktyczne podejście do życia, ale nie umie się porozumieć ze społeczeństwem [Lars uśmiecha się ironicznie], jedną o staroświeckim mechaniku samochodowym, a drugą o starzejącym się oficerze w likwidowanej jednostce. Po ukazaniu się tych książek uznano mnie za specjalistę od dziwnych samotnych ludzi na prowincji i mój wydawca uznał za wyjątkowo zabawne, że to właśnie ja napiszę komentarze do tych zdjęć. To byłoby typowe przedsięwzięcie z serii "mieszkańcy wielkiego miasta śmieją się z głupich wieśniaków". Mnie to nie rozśmieszyło. Mnie to oburzyło i kategorycznie odmówiłem. Ale potem zobaczyłem swojego sąsiada Ottara, który z powodu choroby płuc w ogóle już nie wychodził na dwór, jak rozpakowuje transport drewna opałowego.

Te emocje oddaje pan jednym zdaniem: nieszczęsny jest ten, kto musi rąbać drewno tylko dla siebie.

- Chociaż nie mówili mi tego wprost, widać było wyraźnie, że praca przynosi im szczęście, bo wykonują ją dla swojej rodziny. Na norweskiej prowincji rąbanie drewna to przeważnie zadanie najstarszego członka rodziny. Daleko na północy poznałem mężczyznę, który rąbał drewno w wieku 84 lat.

Chwileczkę: mówimy o ścinaniu drzew rosnących w lesie czy tylko o rozłupywaniu siekierą kłód na szczapy?

- Momencik, nie chcę wprowadzić pana w błąd [Lars sprawdza w notatkach]. Pełny cykl, czyli sadzenie i ścinanie drzew w lesie, robił do 81. roku życia. W wieku 84 lat rzeczywiście już tylko piłował i rozłupywał. A zaczął podczas wojny, kiedy miał lat 12. Dla starszego człowieka jest bardzo ważne, żeby nadal czuć się potrzebnym swojej rodzinie. Miejskie życie przerywa więzi między pokoleniami. Starzy ludzie czują, że nie pasują do dzisiejszych czasów i nie mają wspólnych tematów do rozmowy z wnukami czy nawet z dziećmi. Sam się coraz częściej na tym łapię - mam 13-letnie córki, bliźniaczki, i czasami nie rozumiem, o czym one do mnie mówią. Ale nawet w najgorszej sytuacji taki norweski dziadek, który nie rozumie smartfonów i mediów społecznościowych, potrafi przynajmniej sprawić, że w domu jest ciepło, i cała rodzina jest mu za to wdzięczna.

Jest taki paradoks norweskiej natury, którego nigdy nie mogłem zrozumieć. Z jednej strony samotny mężczyzna, który dąży własną drogą i łamie wszystkie reguły to wasz ulubiony typ bohatera literackiego, od Knuta Hamsuna po Jo Nesbo. Z drugiej strony w praktyce strasznie wam zależy na społecznej akceptacji i dostosowywaniu się do reguł. Mieliście nawet Narodową Radę Palenia Trocinami...

- Tak, odkryłem to, pisząc tę książkę. Bardzo mnie to rozśmieszyło. Rada istniała w latach 60., ale chyba tylko na papierze, bo nie udało mi się odnaleźć konkretnych regulacji rynku trocin. Sam rynek trocin nigdy chyba nie powstał.

 

Całą rozmowę czytaj w czwartek w "Dużym Formacie"

 

Znajdziesz nas na Twitterze , Google+ i Instagramie

 

Jesteśmy też na Facebooku. Dołącz do nas i dziel się opiniami.

 

Czekamy na Wasze listy: listy@wyborcza.pl

***

Książka "Porąb i spal" w sprzedaży. Książkę w wersji papierowej możesz kupić w Kulturalnym sklepie , a w formie ebooka - w Publio.pl

 

Więcej informacji na Facebooku książki "Porąb i spal"

'Porąb i spal' Lars Mytting"Porąb i spal" Lars Mytting Fot. Wydawnictwo Agora

 

Lars Mytting

 

Porąb i spal

 

Warszawa, 2016