Naprawdę nazywała się Frances Gumm, ale dla wytwórni "Metro" brzmiało to zbyt zwyczajnie. Trafiła do niej, gdy miała 13 lat i od dwóch lat mieszkała z matką w Hollywood. Jej ojciec, showman i biznesmen Francis Gumm, miał oprócz niej dwie córki, ale wieczorami zwabiał młodych chłopców na zaplecze prowadzonych przez siebie teatrów. Rodzina często musiała zmieniać miasta, kiedy kolejna przygoda ojca wychodziła na jaw. Pierwsze pigułki wciskała jej matka Ethel Gumm, która za wszelką cenę chciała zrobić z córki gwiazdę w Hollywood.

Płoche dziewczę w krainie Oz

Ralph Blane, kompozytor: - Miała w sobie coś dziecięcego i płochliwego. Aż chciało się ją pogłaskać. Tymczasem sama Judy opisywała to tak: - Nie wiedzieli, co ze mną począć. Chcieli aktorek pięcioletnich albo 18-letnich. A ja byłam pośrodku. W Metro wymyślili, by śpiewała. Jeździła po Stanach w zespole muzycznym wytwórni i wszędzie robiła furorę. Aż przyszedł czas na prawdziwy sukces. W 1939 roku dostała główna rolę w "Czarnoksiężniku z Oz". Zagrała Dorotkę Gale, sierotę porwaną przez tornado z Kansas do tajemniczej krainy Oz. Dostała najmniejszą gażę spośród aktorów. Mniej zarabiał tylko piesek Dorotki cairn terrier Toto. Tamtego roku Hollywood wypuściło 365 filmów. Do kin co tydzień chodziło 90 mln Amerykanów, prawie 70 proc. narodu. Śpiew Judy usłyszeli wszyscy. Garland: - W Metro przestali wreszcie zwracać się do mnie jak do dziecka. "Czarnoksiężnik z Oz" to do dziś (!) najbardziej oglądany film w historii Ameryki. A śpiewana przez Judy piosenka "Over the Rainbow" do dziś jest hitem wszech czasów.

Ulubienica Ameryki

- Dlaczego nie wychodzisz z garderoby? Zawsze byłaś taka profesjonalna?! - pytała aktorka Mary Astor. W filmie "Spotkamy się w St. Louis" grała rolę matki Judy Garland. Judy, w rozpaczy: - Mamo! Ja nie śpię! Ekipa od dwóch godzin czekała na Garland w studiu, by rozpocząć zdjęcia. Młoda gwiazda bała się wyjść do ludzi. Tabletki pobudzające wyniszczały ją. W dzień psychiatrzy byli zauroczeni jej słodyczą i pewni swych kompetencji. Ale nocą, gdy słyszeli jej przeraźliwe jęki, stawali się bezradni. W Hollywood ludzie zawsze coś brali. Lekarze z torbami specyfików byli tam codziennością. Pochodne amfetaminy filmowcy przyjmowali jak mannę z nieba. - Dajcie mi tego tyle, ile się zmieści w pokoju. Nigdy nie pisałem w jedną noc tak dużo i tak dobrze - wołał po spróbowaniu benzedryny Joe Mankiewicz, scenarzysta.

Pierwsze objawy depresji

Zaczęła miewać silne migreny, trapiła ją bezsenność, apatia. Miała objawy depresji, przedawkowania środków psychoaktywnych. Judy: - Może nie byłam zbyt bystra, ale rozumiałam, że dzieje się ze mną coś niedobrego. Z pozoru trzymała się mocno: w Filadelfii 28 czerwca 1943 roku zaśpiewała pod gołym niebem dla 15 tys. słuchaczy. Jesienią 1943 roku po rozpoczęciu familijnego filmu "Spotkamy się w St. Louis" jej kryzys się pogłębił. Al Jennings, asystent reżysera: - Odwoływała zdjęcia. Mówiła, że choruje. Reżyserem filmu był Vincente Minnelli, subtelny gej - budził w studio sensację kolorowymi ubiorami, ostrym makijażem: podkład, podkreślone czarnym ołówkiem oczy, delikatna szminka. - Nie jest gejem. To taki artystyczny styl - zapewniała koleżanki Judy, bo między nią a reżyserem coś zaiskrzyło. Minnelli otoczył ją delikatną opieką. W 1946 roku Judy urodziła mu córkę, Lizę Minnelli, następną gwiazdę.

Po urodzeniu Lizy umysł Garland zamieszkał w piekle

Przytyła. Wytwórnia kazała jej szybko zrzucić wagę. Nie dała rady. Znowu pigułki, dużo pigułek. Na przemian: na odwodnienie, na pobudzenie, na spanie. Zorganizowała sobie pięciu lekarzy wypisujących kolejne recepty. Na planie następnego filmu, "Pirat" w 1947 roku, opuściła 99 dni zdjęciowych ze 135 wpisanych w harmonogramie. Przyjeżdżała na plan otumaniona lekami, poruszała się jakby w zwolnionym tempie, by zaraz wpaść w szał histerii. - Palę się! Oni chcą mnie spaaalić! - wołała, gdy podczas sceny tańca wokół ogniska sądziła, że suknia zajęła się płomieniami. Gdy zdybała Minnellego w sypialni ze służącym, wybiegła do łazienki i cięła nadgarstki. Vincente Minnelli w ostatniej chwili wyrwał jej brzytwę.

Arcydzieło zalicza klapę

Pomimo terapii odwykowej podczas zdjęć do "Narodzin gwiazdy" powróciły jej dawne problemy: bezsenność, leki, odwoływanie zdjęć. I dodatkowo: grubiaństwo wobec ekipy technicznej i aktorów. George Cukor, reżyser, w liście do aktorki Katharine Hepburn: "Odwołuje zdjęcia, bo choruje, ale wieczorem można ją spotkać w świetnym nastroju w klubie Mocambo. To sposób zachowania osoby zdrowo stukniętej". Jednak współczucie otoczenia unicestwia jej arogancja i bezwzględny egoizm. Michael Woulffe, projektant kostiumów: - Podczas kręcenia "Narodzin gwiazdy" prosiła, żebym uszył mufkę w której zmieści butelkę wódki. Jej ulubione pigułki to nembutal, seconal, tuinal, demerol, dexamyl.

"Narodziny gwiazdy" nie stały się kasowym hitem. W oryginale film trwał ponad trzy godziny, po pokazach przedpremierowych został uznany za arcydzieło. Jednak dystrybucja zażądała skrótu do dwóch godzin. Pocięty film nie chwycił. Nie zachowała się żadna trzygodzinna kopia, bo oddano je na przemiał, by odzyskać srebro zawarte w taśmie filmowej. Warner Bros. zrezygnował z Judy.

Z pomocą przyszła telewizja

CBS zaproponowała Judy emisję show - 90 minut na żywo w czasie najlepszej oglądalności. Garland: - Znowu zarobię śpiewem na obiad dla siebie, męża, trojga dzieci i pół tuzina służby.

Przed premierą nie spała całą noc. O świcie 24 września zażyła dużą dawkę tabletek nasennych. Obudziła się niema. Tabletki zablokowały mowę. Podczas próby generalnej milczała i znacząco wskazywała na gardło, udając, że je oszczędza. Jednak wraz z podniesieniem kurtyny głos powrócił, z początku ochrypły, zgrzytliwy, ale i tak 40 mln widzów było zachwyconych. Judy oglądało trzy razy więcej ludzi niż wszystkie pozostałe kanały łącznie. W lipcu następnego roku w Las Vegas ustanowiła rekord honorariów - 55 tys. dol. tygodniowo przez pięć tygodni. Czuła się silna. Sid Luft: - Była szczęśliwa. Śpiewała jak słowik.

Wokół Judy kręcili się coraz to nowi faceci

Pianiści, perkusiści, aranżerzy, nieuczciwi agenci, mało zdolni aktorzy - jednego z nich, Marka Herrona, nawet poślubiła. Na krótko. Herron był w zasadzie gejem i wolał sypiać z mężem... jej córki Lizy Minnelli Peterem Allenem. Mickey Deans, szef nowojorskiej dyskoteki Arthur, poznał Judy, gdy na prośbę kumpla w dżdżystą noc wytrzasnął dla niej woreczek pochodnych amfetaminy. Miał 34 lata, błękitne oczy, ciemne włosy i potrafił załatwić wszystko. Dostarczał Garland leki, gaworzył w nocy przez telefon, załatwiał bilety na samolot, organizował trasy, pocieszał, popijał z nią. Judy dużo występowała w Europie. Pod koniec grudnia 1968 roku przenieśli się więc do Londynu, pobrali się i zamieszkali przy Cadogan Lane 4. Tam, pół roku później, 22 czerwca Mickey znalazł Judy w łazience z głową opartą na kolanach. Sekcja zwłok wykazała wysokie stężenie (4,9 proc.) barbituranów we krwi, odpowiednik dziesięciu stumiligramowych kapsułek seconalu.

Więcej o tragicznych losach Judy Garland i innych gwiazd Hollywood w artykule "Piekło Judy" - czytaj w sobotę w "Wysokich Obcasach".

Znajdziesz nas na Twitterze , Google+ i Instagramie

 

Jesteśmy też na Facebooku. Dołącz do nas i dziel się opiniami.

 

Czekamy na Wasze listy: listy@wyborcza.pl