Maciej Stasiński: Chcemy mówić o kraju, ale nie mogę nie zacząć od ciebie. Szykująca się do objęcia władzy partia zapowiada ustami swoich polityków i publicystów, że będą czystki w mediach publicznych i że nie ma w nich miejsca zwłaszcza dla Tomasza Lisa.

Tomasz Lis: Mnie to nie zdziwiło. Na prawicowych forach jestem od dawna do odstrzelenia. W tekstach na portalu wPolityce.pl nazywają mnie chwastem i skunksem. Zdziwiło mnie tylko, że tak otwarcie powiedział to polityk Jarosław Sellin, człowiek, który szykuje się na ministra kultury. Ten sam, który w 2005 roku zapowiadał pluralistyczne media za rządów PiS, a nastąpiła inwazja. Dzisiaj on wprost inwazję zapowiada. Szykuje się powtórka, ale z turbodoładowaniem.

Inwazję zapowiadają jednym głosem: Czabański, Karnowscy, Targalski, Wolski. "Setki ludzi zwolnimy, idziemy po was" - mówią.

- Z tą inwazją mam niewielki problem. Jakoś sobie poradzę. Ale smuci mnie, że wielu młodym ludziom pracującym w mediach, studentom dziennikarstwa, którzy marzą o zawodzie, będą łamać kręgosłupy, a oni będą musieli zapłacić, jeśli zechcą przetrwać. Żal mi tego, co uczynią z telewizji publicznej.

Pan Sellin porównuje twój program do programu Jana Pospieszalskiego i mówi, no, o co chodzi...

- Ta symetria jest groteskowa i cyniczna. Ekscesy Pospieszalskiego dawały mi niejako placet na prezentowanie wizji innej Polski, liberalnej. Wiem, że jestem dla nich tylko symbolem. Figurą symboliczną, symbolem wroga. Pan poseł Kamiński, który lubi słowa proste jak cepy, mawia, że całe zło mediów publicznych to jedno trzyliterowe nazwisko.

Ten obóz nie umie działać bez figury wroga. Pochlebia mi w pewnym sensie, że tę figurę stosują i stosowali do ludzi, których podziwiam, którym zawdzięczamy wolną Polskę i którym mogę tylko buty czyścić: Jan Nowak-Jeziorański, Władysław Bartoszewski, Lech Wałęsa, Bronisław Geremek, Tadeusz Mazowiecki, Jacek Kuroń...

Jarosław Kaczyński powiedział w 2006 roku, że społeczeństwo obywatelskie jest zagrożeniem dla państwa. To kwintesencja jego myślenia. Po ich zwycięstwie nie będzie obywateli, lecz jedność narodu pod nadzorem państwa przy kierowniczej roli partii. Pokropionej święconą wodą. Ale tylko pokropionej, bo kierownicza rola państwa i partii rozciąga się na Kościół. Kościół ma być tylko narzędziem.

Może żeby odzyskać Polskę liberalną, społeczeństwo musi doznać szoku, żeby poczuło skutki rządów autorytarnych nacjonalistów?

- Nowa władza nie da ludziom chleba, bo nie będzie miała pieniędzy. Ale z pewnością da igrzyska. Dla dużej części publiczności to będą upragnione i atrakcyjne igrzyska IV RP turbo. Dla wielu ludzi to będzie najlepszy czas życia.

Będzie "redystrybucja prestiżu", jak mówi Kaczyński. Ile będzie sprawnych dziennikarzy, ilu uczynnych biznesmenów u boku nowej władzy.

Będzie odwet, ale i mnóstwo oportunizmu, koniunkturalizmu. Ludzie będą mówić: - Oni chcą dobrze, Szydło taka spokojna, a Duda młody i sympatyczny. Wielu nie będzie stać na wysiłek, żeby się sprzeciwić. Pogodzą się.

Ale wszyscy przejdziemy test chrześcijaństwa. Jeśli pociąg IV RP turbo się rozpędzi, to obudzi się w nas pokusa nienawiści. Musimy się jej oprzeć. Innej Polski od nikogo nie dostaniemy. Będziemy musieli w niej jakoś razem żyć, nawet gdy odzyskamy tę liberalną. Polskę jakoś trzeba będzie posklejać, żebyśmy chociaż jedno święto narodowe mogli obchodzić razem. Teraz hulają demony, ale 15 lat temu były cicho. Dopóki Kaczyńskiemu starczy sił, będzie nimi grał. My jednak musimy siać, starać się rozmawiać, podawać argumenty dla sprzeciwu, ale powściągać się w odrzucaniu osób.

Cały wywiad z Tomaszem Lisem w sobotniej "Wyborczej"

Znajdziesz nas na Twitterze , Google+ i Instagramie

 

Jesteśmy też na Facebooku. Dołącz do nas i dziel się opiniami.

 

Czekamy na Wasze listy: listy@wyborcza.pl