Z końcem lutego 1848 r. Adam Mickiewicz pojechał do Rzymu spotkać się z papieżem, choć od długiego czasu był nieprzejednanym krytykiem papiestwa, czemu dawał wyraz m.in. w wykładach wygłaszanych od 1840 r. w paryskim College de France, oskarżając zeświecczały Kościół o sprzeniewierzenie się wierze. Zdaniem poety niektórzy biskupi i teologowie zbytnio zaufali rozumowi i dlatego oddalili się od prawdy objawionej w Ewangelii. Wieszcz zauważał, że nawet wiara w samo istnienie Chrystusa zaczęła być kwestionowana w kręgach rzymskich prałatów, bo ich też dotknęła ta sama choroba racjonalistycznego wątpienia, która zainfekowała umysły filozofów oświeceniowych. Mickiewicz znajdował na to antidotum w mistyczno-politycznych koncepcjach Andrzeja Towiańskiego, ale tego typu mesjanizm nie znalazł uznania ani u władz College de France (poeta został zawieszony w czynnościach profesorskich w 1844 r.), ani tym bardziej w papieskim Rzymie. Niemniej wydane drukiem "Prelekcje paryskie" znajdowały w Europie licznych czytelników.

Jednak z początkiem 1848 r. wieszcz, który ponad rok wcześniej ostatecznie zerwał z Towiańskim i podobnie jak liczni postępowcy wiązał nadzieje z wybranym w 1846 r. Piusem IX, postanowił pogodzić się z Kościołem. Europę ogarniał rewolucyjny ferment - 25 lutego 1848 r. Rząd Tymczasowy ogłosił w Paryżu powstanie II Republiki Francuskiej, a wybitni przedstawiciele Wielkiej Emigracji z Mickiewiczem na czele myśleli o stworzeniu legionu polskiego. Umyślono, że wieszcz uda się po papieskie błogosławieństwo dla legionu, a audiencję miał mu załatwić ks. Aleksander Jełowicki ze zgromadzenia zmartwychwstańców uchodzących od chwili powstania w 1836 r. za duchowych opiekunów polskich emigrantów.

Zmartwychwstańcy uradzili, że poetę trzeba wpierw "oczyścić" z wpływów towianizmu, w czym miała pomóc słynna bazylianka matka Makryna Mieczysławska podająca się za męczennicę caratu (w rzeczywistości była hochsztaplerką, co wyszło na jaw w 1923 r., wiele lat po jej śmierci) - Mickiewicz codziennie służył do mszy w rzymskim kościele Bazylianów, po pewnym czasie nawet się wyspowiadał i przyjął komunię w kościele San Claudio.

Pierwsza audiencja odbyła się 5 marca 1848 r., ale że Pius IX nie poparł sprawy polskiej, więc zmartwychwstańcy zaczęli się starać o drugą audiencję i 25 marca Mickiewicz ponownie stanął przed tronem papieskim. Rozpoczął ponadgodzinną tyradę po francusku, nie zwracając uwagi na papieskie próby przerwania jego mowy napomnieniami po francusku i włosku w rodzaju: "Nie zapominaj, miły mój synu, do kogo mówisz". Wzburzony poeta coraz energiczniej wymachiwał palcem, krzyczał i w końcu chwycił Piusa za rękę, potrząsnął nią i głośno oznajmił: "Wiedz, że Duch Boży jest dzisiaj w bluzach paryskiego ludu!".

Jeszcze długo po audiencji rozdygotany Pius IX nie mógł dojść do siebie, tymczasem Mickiewicz rozgłaszał, że otrzymał papieskie błogosławieństwo dla legionu. Piusowi trudno było się wycofać z poparcia dla Polaków, ale nie zamierzał puścić afrontu płazem. Na prośbę ks. Jełowickiego poświęcił sztandar Legionu Polskiego, ale też nakazał wpisać mickiewiczowskie "Prelekcje paryskie" oraz "Księgi narodu i pielgrzymstwa polskiego" na "Indeks ksiąg zakazanych". Wieszcz nie bardzo się chyba przejął, skoro znalazł się w doborowym towarzystwie - podobnego zaszczytu dostąpili niedawno (za "antyklerykalizm i nieobyczajność") np. Stendhal i Balzac.

 

O kościelnym "Indeksie ksiąg zakazanych" ogłoszonym po raz pierwszy w 1557 r. czytaj w poniedziałek w magazynie "AleHistoria", dodatku do poniedziałkowej "Gazety Wyborczej".

 

Znajdziesz nas na Twitterze , Google+ i Instagramie

 

Jesteśmy też na Facebooku. Dołącz do nas i dziel się opiniami.

 

Czekamy na Wasze listy: listy@wyborcza.pl