W maju 1910 r. Alma Mahler za namową matki i lekarzy postanowiła wyjechać do modnego kurortu Tobelbad w Styrii. Minęło ponad osiem lat od chwili, gdy 9 marca w wiedeńskim kościele św. Karola Boromeusza powiedzieli sobie z Mahlerem "tak".

Wtedy w kościele była pełna dobrych myśli, choć matka Anna Sofie Bergen-Moll, swego czasu znana śpiewaczka, oraz przyjaciele odradzali jej to małżeństwo. Nie tylko dlatego, że pan młody był o 19 lat starszy od 22-letniej narzeczonej i niższy. Do tego miał długi, był Żydem z pochodzenia, który wprawdzie przeszedł na katolicyzm, ale dla wiedeńskich antysemitów nie miało to większego znaczenia. Nie przejęła się też pogłoskami, że narzeczony cierpi "na bliżej nieznaną chorobę" (pod tym eufemizmem rozumiano syfilis) i tym, że postawił jej twarde warunki.

12 grudnia 1901 r., dwa tygodnie przed zaręczynami, w liście do Almy napisał: Odtąd masz tylko jeden zawód - uczynić mnie szczęśliwym. Czy mnie rozumiesz, Almo? Wiem dobrze, że musisz być szczęśliwa (dzięki mnie), aby móc mnie uczynić szczęśliwym. Ale role w tym spektaklu, który mógłby stać się równie dobrze komedią jak tragedią (ani jedno, ani drugie nie byłoby słuszne), muszą zostać właściwie rozdane. A rola "kompozytora", tego, co "pracuje", przypada mnie. Dla ciebie jest rola kochającego towarzysza, wyrozumiałego kolegi. Czy jesteś z niej zadowolona? Wymagam wiele, bardzo wiele. Mogę i muszę to zrobić, bo wiem, co mam do ofiarowania i co ofiaruję. () Musisz "zrezygnować" (jak to napisałaś) ze wszystkiego, co powierzchowne (w tym, co dotyczy "osobowości" i "prac"). Musisz mi się oddać bez warunków, musisz podporządkować przyszłe życie moim potrzebom i nie pragnąć niczego prócz mojej miłości!

Zmrożona Alma pokazała list matce, która stwierdziła z miejsca: "Musisz z nim zerwać! Nie będziesz w stanie tego wytrzymać!". Wiedziała, że córka nie jest zdolna do życia proponowanego jej przez Mahlera - dziewczyna lubiła przestawać z artystami, bywać w wiedeńskim beau monde i wieść tam rozmowy o filozofii, literaturze i sztuce. Mahler zachował się uczciwie, pisząc, że wszystko to po ślubie zniknie, a przyszła teściowa wiedziała, że nie kłamie. Alma uznała wtedy, że w poświęceniu się kobiety geniuszowi tkwi "coś najbardziej wzniosłego", ale kiedy w maju 1910 r. wyjeżdżała na kurację do Tobelbad, myślała już zupełnie inaczej.

Małżeństwo okazało się ciągiem udręk - Almie szybko zaczęło brakować towarzystwa, salonowych rozmów, gości, których małżonek nie pragnął oglądać. Wiódł życie według ściśle ustalonego rozkładu dnia, pory wyjścia do pracy w operze, godziny przeznaczone na posiłki, komponowanie i odpoczynek miały w nim swe niezmienne miejsce. Osamotniona Alma czuła się mało adorowana i z czasem zaczęła rozmyślać o utracie swej atrakcyjności - najwyraźniej nie dochodziły do niej głosy, że wszędzie, gdzie koncertował mąż, uznawano ją za wyjątkową piękność.

W 1902 r. przyszła na świat Maria (zwana Putzi), dwa lata później Anna (nazywana Gucki), ale i macierzyństwo nie przyniosło jej satysfakcji. Zaczęła pić, a w dziennikach prawie codziennie wspominała o niespełnieniu i niewdzięcznej roli gospodyni domowej.

W 1907 r. Putzi zmarła na dyfteryt, kilka miesięcy przed planowanym wyjazdem Mahlerów do Nowego Jorku, gdzie kompozytor znużony krytyką doświadczaną w Wiedniu przyjął posadę dyrygenta w Metropolitan Opera. Po śmierci córki Alma popadła w głęboką depresję i jednocześnie dowiedziała się, że mąż cierpi na ciężką chorobę - nie był to syfilis, o którym plotkowano w Wiedniu, lecz ostry reumatyzm stawowy po przebytej w dzieciństwie anginie wywołanej przez streptokoki. Lekarze nie potrafili postawić właściwej diagnozy, uważali, że szwankuje serce. Jak się zdaje, perspektywa zostania wdową była dla niej czymś gorszym niż status kury domowej u boku znanego muzyka. W Ameryce zaszła w ciążę, ale nie chciała Mahlerowi rodzić kolejnego dziecka i zdecydowała się na aborcję. Odtąd ich wspólne życie przez kilka lat wypełniały pobyty w Nowym Jorku i wiosenno-letnie podróże do Europy. Ponieważ Alma nieustannie narzekała na tajemnicze bóle głowy, mąż wysyłał ją na kolejne kuracje, wykorzystując czas oddzielenia na komponowanie.

Niedługo po przyjeździe Almy do sanatorium w Tobelbad przedstawiono jej 27-letniego berlińczyka Waltera Gropiusa, przystojnego potomka wielkopruskiej burżuazji i początkującego architekta. Czy wtedy ktoś ujrzałby w tym młodzieńcu przyszłego twórcę Bauhausu? Alma od razu zwróciła na niego uwagę, prędko poddała się jego urokowi i w pierwszych dniach czerwca 1910 r. zostali kochankami. Później zapisała w dzienniku: Pewnego razu przeżyłam noc, którą zakłócił dopiero brzask poranka i łagodny śpiew skowronka. Obok mnie leżał piękny młodzieniec. Tej nocy odnalazły się dwie dusze, zaś dwa ciała ogarnęło zapomnienie.

Do połowy lipca spotykali się sekretnie wieczorami. W ciągu dnia Alma cierpiała, bo nie chcąc narazić się na skandal, unikała publicznych widzeń z kochankiem, pisała do niego "smutne liściki", a Gropiusa dręczyły wyrzuty sumienia. Po wyjeździe z Tobelbad nie umiał jednak zerwać z Almą i teraz korespondowali na poste restante, aż Gropius dopuścił się rzeczy niesłychanej: napisał do Almy list miłosny, który zaadresował: "Do Pana Dyrektora Gustava Mahlera".

Cały artykuł, którym rozpoczynamy nowy cykl: Muzy i ich artyści w najnowszej "Ale Historia", poniedziałkowym dodatku do "Gazety Wyborczej

 

Znajdziesz nas na Twitterze , Google+ i Instagramie

 

Jesteśmy też na Facebooku. Dołącz do nas i dziel się opiniami.

 

Czekamy na Wasze listy: listy@wyborcza.pl