Wpadłam kiedyś do mojej córki. Zarabiała wtedy na studenckie życie, pracując w kawiarni, i akurat miała zmianę z koleżanką, która tym się charakteryzowała, że była czarna i miała wspaniałe włosy afro. Klienci, w ogóle się nie zastanawiając, zamawiali kawę, zwracając się do niej po angielsku. Koleżanka grzecznie odpowiadała w naszym języku, wprowadzając ich w zdumienie: "Pani świetnie mówi po polsku!". Na co otrzymywali uroczą, uśmiechniętą odpowiedź: "Dziękuję, pan również dobrze sobie radzi".

Ja oczywiście też wpadłam w pułapkę stereotypu: "Skąd ona, tak bez cienia akcentu?". "No a jak ma mówić?" - Jadwiga zirytowała się wyraźnie. "Przecież ona jest Polką! Tu się urodziła, tu chodziła do szkoły, tu studiuje!".

Często myślę o tej nieznajomej dziewczynie w ostatnich tygodniach. Nie wiem, skąd przyjechali jej rodzice, nie wiem, czemu wyjechali ze swojego kraju ani jak przywędrowali do Polski, ale zastanawiam się, jak ta Polka się czuje, słysząc naszą debatę o imigrantach lub czytając liczne posty na forach społecznościowych.

Chcę wierzyć, że solidarność rozumiemy w Polsce szerzej niż przyjmowanie unijnych pieniędzy, szerzej nawet niż wymaganie od innych solidarności w sprawie sankcji dla Rosji.

Komisja Europejska zaproponowała rozmieszczenie 40 tys. uchodźców, którzy już są w południowych Włoszech i w Grecji, we wszystkich krajach należących do Unii według kontyngentu ustalonego w zależności od liczby mieszkańców, PKB i innych warunków.

Cały artykuł przeczytacie w sobotę w "Magazynie Świątecznym".