Wojciech Matusiak: Pracujemy w feudalnym folwarku: szefowie są wszechwładni i kapryśni, a pracownicy bierni, służalczy i fałszywie oddani. To wynika z pańskich badań na temat stosunków pracy w polskich firmach.

Prof. Janusz Hryniewicz* : Bo znakomita większość naszych kierowników rządzi autokratycznie.

Czyli jak?

- Szefowie działają emocjonalnie i zachowują się nieprzewidywalnie. Taki szef jednego dnia jest łaskawy, bo ma dobry nastrój. Nie krytykuje wyglądu pracownika czy tego, że zapomniał się ukłonić albo za głośno zamknął drzwi. Jednak kolejnego dnia robi z tego powodu awanturę, a nawet straszy zwolnieniem dyscyplinarnym. Zamiast odnosić się do konkretnego problemu w sposób bezosobowy: "trzeba było zrobić tak", "do tej pory rozwiązywano problem w taki sposób, może teraz inaczej", robi personalne wycieczki: "ty nigdy", "ty zawsze", "ty nie potrafisz".

Gdzie w Polsce są takie skanseny feudalizmu?

- Zdziwi się pan - takie relacje między szefami i pracownikami panują, z różnym natężeniem, nawet w 70 proc. polskich przedsiębiorstw. Z moich badań, które prowadzę od 11 lat, wynika, że częściej w firmach prywatnych niż państwowych. To równie dobrze może być zarówno fabryka, jak i redakcja, bank czy uczelnia.

W jednym z państwowych urzędów, w których robiłem wywiady z pracownikami, zatrudnionych było dziewięć pań i kierownik. Zdarzało się, że ta z pań, która przychodziła do biura pierwsza, odbierała telefony od reszty z pytaniem, w jakim humorze jest szef. Jeśli padała odpowiedź, że w złym, niektóre brały zwolnienia lekarskie.

Bały się.

- Przy takim szefie pracownicy nie mają zaspokojonej podstawowej potrzeby - bezpieczeństwa i przewidywalności. Pojawia się frustracja, koszty psychiczne rosną i w efekcie brakuje energii na dobre wykonywanie pracy, nie mówiąc o kreatywności. To potwierdzone przez badania: wszędzie tam, gdzie jest odgórny autokratyczny styl zarządzania, jest mniej innowacji, racjonalizacji, usprawnień, a pracownicy są przekonani, że kierownicy będą prześladować innowatorów, zamiast chwalić za nowe pomysły. To moim zdaniem dziedzictwo gospodarki folwarcznej.

Ale twierdzi pan, że my, pracownicy, sami chętnie wchodzimy w takie folwarczne relacje. Dlaczego?

- Nasza historia przez wieki ukształtowała i kierowników, i pracowników. Polskich pracowników cechuje bierność intelektualna. Dwie trzecie woli kierownika, który nie wymaga od nich własnej opinii, ale dokładnie powie, co i jak zrobić. To powszechne także wśród ludzi z wyższym wykształceniem! Z moich badań wynika, że to cecha naszej osobowości, która nie zależy od stylu kierowania w firmie. Część szefów autokratów po prostu przystosowała się do intelektualnej bierności podwładnych. Dla dwóch trzecich polskich pracowników najważniejsze jest bezpieczeństwo zatrudnienia, zaspokojenie potrzeby przynależności do grupy oraz dobre stosunki z przełożonymi. Tylko garstka - 15 proc. - wskazała, że ważna jest samorealizacja, 10 proc. - że osiągnięcia zawodowe.

Skąd tak silne, emocjonalne uzależnienie od grupy? Jaki wpływ na to ma "piętno folwarku", a jaki m.in. religia katolicka? Co odróżnia nas od Zachodu? Jak powstał folwarczny model organizacyjny? Czy w PRL-u nastąpiły jakieś zmiany? Jakich metod zarządzania uczono w PRL-u? - w czwartkowym "Dużym Formacie"

*Prof. Janusz Hryniewicz specjalizuje się w socjologii organizacji i gospodarki. Obecnie jego badania koncentrują się m.in. wokół gospodarki opartej na wiedzy i kulturowych aspektów zmian gospodarczych. Kieruje interdyscyplinarnym Instytutem Ameryk i Europy Uniwersytetu Warszawskiego. Jest redaktorem naczelnym czasopisma naukowego "Studia Społeczne". Autor i współautor 13 książek i ponad 200 artykułów

Znajdziesz nas na Twitterze , Google+ i Instagramie

 

Jesteśmy też na Facebooku. Dołącz do nas i dziel się opiniami.

 

Czekamy na Wasze listy: listy@wyborcza.pl