Nigdy nie rozmrażała lodówki. ("Pierwsze słyszę, że trzeba"). Potrafi wyhodować rafy koralowe na ziemniakach. ("Czy kartofle na pewno się wtedy nie nadają?"). Gdy nie ma pod ręką durszlaka, torebkę z ryżem wiesza na kranie.

Marzy, by upiec prawdziwy chleb, ale jeszcze nigdy nie wyjęła z piekarnika niespalonych ciastek.

Potrafi nastawić pranie w piątek i wyjąć w niedzielę. Prasuje tylko wtedy, kiedy musi, zwykle tak jej się udaje uprać, że nie musi już prasować.

Zdarzało się, że zrobili sobie z chłopakiem kawę, ale nie mieli czym zamieszać. ("W zlewie piętrzyły się brudne garnki, jeszcze nie mieliśmy zmywarki").

Użyła widelca.

Do pralki wrzuca dziesięć par skarpet. Większość wyjmuje bez pary.

Chciałaby mieć w mieszkaniu tak jak Perfekcyjna Pani Domu: posegregowane, ułożone, wypieszczone. Ale u niej z potrzeby porządku bierze się tylko bałagan. Dlatego nigdy nie zdałaby testu nawet czarnej rękawiczki. I nie zamierza się tym przejmować.

Mop od ręki

Wszystko zaczęło się od tego prania. Magdalena Kostyszyn rzeczywiście nastawiła je w piątek. Kolorowe. Pranie segreguje zawsze na dwie kupki - białe i kolor. Czarne, niebieskie, szare, czerwone pierze się zawsze w "kolorze". Białe, niebieskie, szare, czerwone pierze się zawsze z "białymi".

Na metki większej uwagi nie zwraca - nie wie, co delikatne, co do ręcznego. Nie ukrywa, że zdarzyło się jej wyjąć z bębna przymały sweter.

W niedzielę, gdy kładła się spać, przypomniała sobie o tamtym praniu z piątku. Wrzuciła wtedy T-shirty Pawła, swoje spódnice, zieloną sukienkę, jakąś piżamę. Pralka wyłączała się sama, łatwo można było zapomnieć. Zatęchło. Otworzyła bęben, skrzywiła się, zamknęła, włączyła jeszcze raz. Nastawiła podwójne płukanie. Na swoim osobistym blogu Venilakostis.com napisała: "Wstawić pranie w piątek, wyjąć w niedzielę", i otagowała: "#ch panidomu".

Delikatniej nie mogła tego opisać. Jeśli przytrafiają się jej aż takie rzeczy, trzeba to nazwać dosadnie, po męsku.

Zadziałało jak katalizator. Dostała kilkadziesiąt radosnych komentarzy, kobiety pisały: "U mnie to samo!", "Ile razy!", "Chcę więcej, od razu człowiekowi lepiej, kiedy wie, że nie jest sam!", "Jakie szczęście, że nie tylko ja!", "Skąd wiesz, że to moja pralka?".

Nie sądziła, że dzielenie się własną wpadką może się spotkać z takim aplauzem. Że dzielenie się tym, co przeciętne, zwykłe, może się tak podobać. Ale niektóre Polki najwyraźniej na to czekały - żeby można było spokojnie powiedzieć, że nigdy nic dobrego się nie ugotowało. I że to żaden wstyd.

O blogerce Magdalenie Kostyszyn czytaj jutro w "Wysokich Obcasach"

Jutro w "Gazecie Wyborczej" także:

Gdzie lepiej być mężczyzną - raport organizacji Equality Now. Przedstawiamy wnioski

W 44 krajach kodeksy prawne dyskryminują kobiety. Organizacja Equality Now rzuciła im wyzwanie.

Equality Now (czyli Teraz Równość) od 1999 r. przygotowuje raporty o uświęconej prawem dyskryminacji kobiet na świecie. Ogólnie sytuacja się poprawia: zniesiono ponad połowę tego typu przepisów pozostających w mocy 16 lat temu. Ale wiele rządów pozostaje głuchych na apele, mimo że równość płci mają zadeklarowaną w konstytucjach, i mimo że 20 lat temu na Światowej Konferencji Kobiet w Pekinie podpisały zobowiązanie do wprowadzenia jej także w kodeksach karnych.