Cztery dni przed śmiercią jeden z najbogatszych Hiszpanów, bankier Emilio Botin, powiedział, że tym, co najbardziej martwi go dziś w Hiszpanii, jest rosnąca popularność ugrupowania Podemos.

Na pierwszy rzut oka Pablo Iglesias nie wygląda na kogoś, kto mógłby przysporzyć bólu głowy miliarderowi. To typowy przedstawiciel generacji low-cost.

Ubrania, zazwyczaj koszule w kratę, kupuje w Alcampo (hiszpańskim Auchan), mieszkanie (60 m kw. w zwyczajnej dzielnicy Madrytu) odziedziczył po ciotce. Do niedawna zarabiał 900 euro jako wykładowca na wydziale politologii Uniwersytetu Complutense w Madrycie.

Jednak ten zwykły człowiek z kucykiem to nie przeciętny europejski trzydziestoparolatek, ale jeden z najbardziej charyzmatycznych polityków w Europie. Lider, za którego sprawą z Południa idzie nowe.

Iglesias? Kto taki?

Jeszcze w 2011 roku, kiedy zaproszono go na polityczną debatę do komercyjnej telewizji Telecinco, prowadzący dopytywał go na wizji o imię i nazwisko. Dzisiaj o stojącym na czele Podemosu Iglesiasie mówi się, że ma szansę zmienić Hiszpanię, a może nawet Europę.

Działacze Podemosu (Możemy) mówią: kasta musi odejść. Kasta, czyli przedstawiciele starej polityki, skompromitowani w czasie kryzysu, odklejeni od świata zwykłych ludzi. Chcą restrukturyzacji długu publicznego, bezwarunkowego dochodu podstawowego dla wszystkich, obniżenia wieku emerytalnego, wyższych podatków dla najbogatszych, 35-godzinnego dnia pracy. Obiecują, że będą ścigać oszustów podatkowych i korporacje uchylające się od płacenia podatków w Hiszpanii. Powołują się na znanych ekonomistów: Josepha Stiglitza, Paul Krugmana i Kennetha Rogoffa.

 

Pablo Iglesias: "Franciszek też mówi o sprawiedliwości społecznej czy nierównościach. I nikt nie nazywa go populistą"

 

O Podemosie nie byłoby głośno, gdyby - jak wiele innych partii wyrosłych na gruncie Oburzonych i kryzysu - pozostał na marginesie życia politycznego. Jednak jest on dziś w zależności od rodzaju sondażu (jedni badają deklarowane intencje wyborcze, drudzy na tej szacunkowej podstawie dzielą fotele w parlamencie) pierwszą lub trzecią siłą polityczną w Hiszpanii.

Jego popularność wciąż rośnie i gdyby ta tendencja się utrzymała - co nie jest pewne, bo dziś w Hiszpanii wszystko zmienia się jak w kalejdoskopie - miałby szansę od przyszłego roku rządzić krajem.

 

Więcej o grupie Podemos i jej założycielach czytaj jutro w "Wyborczej"

 

Pablo Iglesias: Nie walczyliśmy o Europę, w której ludzie żyją w strachu przed biedą