Donata Subbotko: Patrzy pan na siebie i widzi Religę?

Tomasz Kot: Odczepiam się od siebie po trzeciej scenie. Kiedy widziałem pierwszą wersję "Bogów", surową, jeszcze nieudźwiękowioną, wciągnęła mnie historia, więc pomyślałem, że film jest ok. Ale nie jest tak, że widzę Zbigniewa Religę. Nie lubię siebie oglądać, zwykle tracę cierpliwość i myślę, że można było lepiej.

Nie lubi pan siebie oglądać, bo na ekranie nie jest już sobą?

- Zrobiłem, co mogłem. Mam takie podejście, że być może to, co robię, nie zawsze wystarcza, ale jeśli zrobiłem, co mogłem, to śpię spokojnie.

Na widowni festiwalu w Gdyni chyba pan nie spał?

- Na festiwalu, gdzie widziałem ostateczną wersję, patrzyłem na film i obserwowałem widownię. Ludzie reagowali żywiołowo, kilka razy bili brawo. To mnie zaskoczyło, byłem wzruszony.

Bardziej przeżywał pan historię Religi czy swoją własną?

- Pod każdą scenę miałem jakiś swój monolog wewnętrzny, w zasadzie każda była nasączona moim życiem. To normalne w tej pracy. Chociaż każdy ma swoje sposoby. Są geniusze, którzy nie muszą się posiłkować swoimi przeżyciami - i super, chodzi o efekt końcowy. Ja muszę. Ale to nie była eksploatacja siebie, tylko używanie "przetworników". Moja definicja aktorstwa jest taka, że im lepsze masz przetworniki, tym lepszym jesteś aktorem. Każdy z nas doświadcza płaczu, śmiechu, wzruszeń. W zawodzie aktora chodzi o zdolność transformacji własnych przeżyć. Nie o to, żeby się stać kimś innym. Są koledzy, którzy się na to porywają, ale potem pół roku dochodzą do siebie, za daleko zabrnęli.

***

Wciąż wraca pan do dzieci.

- Prowadzimy z córką długie rozmowy. Jestem ciekawy jej świata, jak ona go widzi. Ostatnio powiedziała: "Co wy byście bez nas zrobili?". Pytam, w jakim sensie. Blanka na to: "Nie mielibyście się z kim bawić. I miałbyś non stop wypadki". Czemu wypadki? "Bo nikt by ci nie mówił, jak wyjeżdżamy tyłem, że z mojej nic nie jedzie, i ciągle byś na kogoś wpadał". A kwestia Boga jest tą, o której możemy rozmawiać godzinami, oczywiście uwzględniając perspektywę siedmiolatki. Mieliśmy kiedyś z żoną taki pomysł, żeby zrobić sobie zdjęcia ślubne w wielu obrządkach i pokazać dzieciom: są różne opcje, możecie wybrać.

Jeśli wiara cię wypełnia, jest prawdą, która cię inspiruje, buduje twój kręgosłup, to spoko. Ale jeśli stajesz się w życiu nieskuteczny, to znaczy że - jak mówi psycholog Jacek Walkiewicz - prawda, która cię napędza, straciła ważność i musisz znaleźć inną. Opcji jest wiele, chociaż w Polsce każdy ci powie, że jego jest właściwa. Tutaj ludzie lubią się kłócić, że tylko jeden z bogów wygrywa. Z tym mam problem. Nie rozumiem, że taki Tomasz Adamek startuje w wyborach ze sztandarem: "będę bronił Boga". Ale jak? Czy ten Bóg - wszechpotężny, wszechmocny i nie z tego świata - potrzebuje boksera do obrony? Albo dlaczego przedstawienie "Golgota Picnic", którego prawie nikt nie widział, wszystkich obraża? To emocje trudne do ogarnięcia.

W życiu doświadczyłem tylko dwóch cudów - to dwoje moich dzieci. Kiedy rodzi się dziecko, nikt mi nie przetłumaczy - a stoją za tym teologiczne wywody - że ten piękny niemowlak ma grzech pierworodny, czyli jest w jakimś sensie spieprzony i trzeba go ochrzcić, żeby ten grzech zmyć. Kurde, nie potrafię tego przyjąć. W związku z tym wysiadam z tego systemu.

***

Tomasz Kot (1977) - aktor. W latach 2001-06 związany z Teatrem Bagatela w Krakowie, wcześniej występował w Teatrze im. Modrzejewskiej w Legnicy. Najpopularniejsze filmy z jego udziałem to: "Skazany na bluesa", "Testosteron", "Lejdis", "Erratum", "Wyjazd integracyjny", "Hans Kloss. Stawka większa niż śmierć", "Yuma". Za rolę prof. Zbigniewa Religi w filmie "Bogowie" otrzymał Złote Lwy na tegorocznym festiwalu filmowym w Gdyni.

Rozmowa z Tomaszem Kotem w sobotę w "Wyborczej", w "Magazynie Świątecznym"

 

 

Biografia Zbigniewa Religi już od 10 października 2014 roku w księgarniach oraz na Kulturalnysklep.pl i w formie e-booka na Publio.pl