25 lat od wyborów 4 czerwca 1989 roku

Jaruzelski wcale nie chciał oddawać władzy. Wyobrażał sobie rządzenie z opozycją jako chwiejną równowagę, w której ma pakiet kontrolny. Na przełomie 1988 i 1989 r. miał taki plan: rozwiązujemy Sejm, robimy nowe wybory z udziałem opozycji, wygrywamy wybory, ale opozycję dopuszczamy do współodpowiedzialności. I rządzimy dalej - mówi historyk Andrzej Fiszke.

25 lat temu, 4 czerwca 1989 r., kandydaci "Solidarności" odnieśli miażdżące zwycięstwo, zdobywając jedną trzecią mandatów do Sejmu (czyli wszystkie, które mogli) oraz 99 ze 100 miejsc w Senacie. Klęskę poniosła lista krajowa PZPR - jej kandydaci nie uzyskali wymaganych 50 proc. głosów zapewniających mandat. Czegoś takiego ordynacja nie przewidywała, więc została zmieniona i dwa tygodnie później odbyła się druga tura specjalnie dla kandydatów władzy, w której posłowie PZPR i jej sprzymierzeńcy zostali wprowadzeni do Sejmu.

Adam Leszczyński: Może opozycja nie musiała dogadywać się z generałem Wojciechem Jaruzelskim i zgadzać na wybory, w których mogła zdobyć najwyżej jedną trzecią miejsc? Może trzeba było wyjść na ulice i władzę obalić?

Prof. Andrzej Friszke: Nie było to możliwe. W 1988 r. przez Polskę przetoczyła się fala strajków, z których teoretycznie mógłby się rozwinąć wielki ruch masowy. Ale fala ta była za słaba. Strajki trochę postraszyły rząd, ale nie mogły go zmusić do daleko idących ustępstw. Jest taka teoria, prof. Antoni Dudek ją kiedyś głosił, że gdyby tej fali nie wyhamowano, toby wezbrała i może nawet obaliła władzę. Nie zgadzam się z tym. Nie było protestów, które wprawiłyby rządzących w prawdziwy kłopot, choć oczywiście czegoś takiego się obawiali. I ta obawa właśnie stanowiła istotny czynnik umożliwiający rozmowy Okrągłego Stołu.

Strajki nie mogły zmieść władzy?

- A jak pan to sobie wyobraża? Zmiecenie władzy przez strajki i ruchy społeczne jest możliwe tylko przy skrajnej determinacji dużych mas, a tego nie było. Ponadto rząd kontrolował wojsko, milicję i centralne środki propagandy. Rządzący nie bali się, że strajki ich obalą, ale że doprowadzą do sytuacji porównywalnej z latem 1980 r., kiedy powstała "Solidarność".

Jak kalkulował Jaruzelski?

- Wiemy o tym niewiele, bo mamy mało poufnych dokumentów z tamtego czasu i trzeba się opierać głównie na tym, co sam napisał. Na pewno chciał zachować władzę - swoją i PZPR. Miał obawy przed powrotem "S" i destabilizacją, więc długo odnosił się wstrzemięźliwie do pomysłów dopuszczenia opozycji do rządzenia. Są jego wypowiedzi jeszcze z jesieni 1988 r. zdradzające niechęć do zbyt daleko idącego porozumienia. Ale Jaruzelski był człowiekiem pragmatycznym i choć podejmowanie decyzji nie przychodziło mu łatwo, to kiedy już się na coś zdecydował, działał bardzo konsekwentnie. Prawdopodobnie zdecydował się na Okrągły Stół w grudniu 1988 r., a następnie wymusił na Komitecie Centralnym PZPR zgodę na rozmowy z opozycją i legalizację "S". Jak to ładnie ujął Andrzej Wielowieyski, generałowie rzucili szable na stół.

Cała rozmowa z prof. Friszke w poniedziałkowej "Ale Historia" dodatku do "Gazety Wyborczej"