Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Opinią publiczną wstrząsnęła w ostatnich dniach informacja o skandalicznym zachowaniu sędziów z Sądu Okręgowego w Łodzi w stosunku do niepełnosprawnego oskarżonego, który miał - według relacji fundacji Court Watch - pełznąć do stołu sędziowskiego. W sprawie pojawiają się liczne znaki zapytania (np. fundacja CW nie zamieściła opisu sprawy w raporcie za 2017 r, kiedy rzecz miała mieć miejsce, brak stanowiska obrońcy oskarżonego).

W wyjaśnieniu sprawy nie pomogą też zapewne rzecznicy dyscyplinarni sędziów sądów powszechnych, którzy systematycznie udowadniają, że działają na polityczne zamówienie, a w publikowanych przez siebie oświadczeniach dopuszczają się manipulacji i zwykłych kłamstw. Bez względu jednak na ostateczne ustalenia w sprawie łódzkiej, jako środowisko sędziowskie powinniśmy posypać głowę popiołem.
Braki w edukacji w zakresie komunikacji z podsądnymi i zachowania się na sali są ewidentne. Zdarzali się na aplikacji wyczuleni na te kwestie patroni (sędziowie „mentorzy” aplikantów w poszczególnych wydziałach), od lat jednak brakowało rozwiązań systemowych.

Nie można się wywyższać w komunikacji 

Co gorsza, stawiano raczej na suchy formalizm, komunikowanie się „paragrafami”, pisanie uzasadnień dla sądu wyższej instancji (a nie dla podsądnego, który niczego z owych uzasadnień nie rozumie). Nie sprzyja też dobrej komunikacji fakt, że ciągle jeszcze nie jesteśmy społeczeństwem egalitarnym.
Przejawia się to niestety często w aroganckiej postawie sędziów, którzy bardzo dobrze w okazywaniu swej wyższości się odnajdują (także w stosunku do usytuowanych niżej w hierarchii pracowników sądów).
Z drugiej natomiast strony powoduje paraliż u nieświadomych swych praw obywateli, którzy z przesadną nabożnością (a często strachem) sędziów traktują.

Uzdrowienie winna przynieść zmiana systemu szkolenia sędziów i ich oceny. Kursy z psychologami winny odbywać się nie tylko na aplikacji sędziowskiej, ale także w toku dalszej kariery (obowiązkowo np. raz do roku). Nieoceniona jest też współpraca z organizacjami pozarządowymi. Warto przywołać choćby doskonałą pozycję „Równe traktowanie uczestników postępowań” sporządzoną przez Helsińską Fundację Praw Człowieka, stanowiącą podręcznik traktowania osób w jakiś sposób wykluczonych (np. z uwagi na ubóstwo, brak wykształcenia, niepełnosprawność, itd.). Przy awansie sędziego większe znaczenie przykładać się winno do jego/jej zachowania w stosunku do podsądnych (być może winna to być ocena przedstawiciela NGO, a nie sędziego wizytatora).

To od nas, sędziów, wiele zależy 

Niestety nie ma co liczyć w tym zakresie na pozytywne działania władzy, której jedynym celem w tej chwili jest stworzenie lojalnego i dyspozycyjnego korpusu sędziów (dość przypomnieć choćby, że przedstawicielem Prokuratora Krajowego w Radzie Programowej Krajowej Szkoły Sędziów i Prokuratorów, był przez niemal rok Adam Roch – znany z przesłuchiwania świadka w czasie, gdy rodziła).

To jednak od nas – sędziów – zależy, jak komunikacja ze społeczeństwem przebiega. Na szczęście, widoczne jest coraz większe otwarcie na obywateli (dni otwarte w sądach, edukacja prawna, udział Iustitii na Pol’and’Rock), deficyty w tym zakresie są jednak wciąż widoczne. Wierzymy jednak, że systematyczna praca u podstaw przyniesie pozytywne rezultaty na szerszą skalę.
---
Piszcie: listy@wyborcza.pl

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.