Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Jarek Szubrycht: O czym śpiewa się dziś na Białorusi?

Dzmitry Biezkorowajny: Oczywiście przede wszystkim o nadziei na zmianę. Czasem zdarza się też sarkazm wobec polityki obecnej władzy. Nikt nie śpiewa o budowaniu barykad, na pewno nie wprost. Co zresztą pasuje do protestów, które mają pokojowy charakter.

Śpiewacie też „Mury”, z tekstem Jacka Kaczmarskiego przetłumaczonym przez Andreja Chadanowicza.

– Tak, to popularny utwór, który doczekał się kilku nowych wersji. Szeroka publiczność usłyszała o nich dzięki Siergiejowi Cichanouskiemu – youtuberowi, który chciał kandydować na prezydenta, ale został aresztowany. Jego żona Swiatłana zdecydowała się startować w jego zastępstwie i kandydowała z pełnym poparciem sztabów innych niezarejestrowanych najpoważniejszych kandydatów, czyli Wiktara Babaryki i Walerego Cepkały.

„Mury” stały się głównym muzycznym motywem wszystkich zgromadzeń, już od etapu zbierania podpisów – kandydat musiał ich pozyskać 100 tys., by uzyskać rejestrację – przez przedwyborcze spotkania Cichanouskiej, aż po wiece wyborcze, które ściągały ogromne tłumy. Były to zapewne największe zgromadzenia, jakie udało się zorganizować jakiemukolwiek niezależnemu kandydatowi w czasach Łukaszenki. Kilka dni przed wyborami w sieci krążyło też wideo, na którym uliczni muzycy grali „Mury” w centrum Mińska.

 

Nowe życie zyskała również piosenka „Pieremien!” (Zmian!) zespołu Kino. Czy to zespół na Białorusi niezmiennie popularny?

– Kino to radziecki zespół z lat 80., który był ogromnie popularny i kultowy zarazem. Jego wokalista Wiktor Coj miał 28 lat, kiedy zginął w wypadku samochodowym. Był wtedy u szczytu sławy. I tak, wciąż jest tutaj bardzo popularny. Raz na jakiś czas ludzie wracają do tej piosenki, słysząc w niej symbol protestu, który jednoczy różne poglądy i pokolenia.

 

Podczas tej kampanii najgłośniejszym przypadkiem wykorzystania „Pieremien!” było puszczenie jej przez dwóch dźwiękowców podczas festynu edukacyjnego wymyślonego przez miasto w ostatniej chwili, żeby uniemożliwić Cichanouskiej zorganizowanie wiecu. Kiedy więc na miejscu pojawiła się Swiatłana Cichanouska ze swoimi zwolennikami, dźwiękowcy odtworzyli ten utwór, tuż po występie Witalija Woronki, zwolennika prezydenta. Zostali za to aresztowani na dziesięć dni. Ludziom bardzo się spodobał ich czyn, więc w kilka godzin zebrali dla nich 25 tys. dol.

 

Kandydaci na prezydenta mieli oficjalne hymny? Artyści otwarcie wyrażali swoje poparcie?

– Tylko Swiatłana Cichanouska miała coś w rodzaju hymnu, czyli właśnie „Mury”. Coś w rodzaju piosenki wspierającej Łukaszenkę zaprezentował wspomniany Witalij Woronko, zabawny popowy śpiewak z akordeonem, znany głównie z udziału w telewizyjnych talent show, również w Polsce. Ale Łukaszenka nie miał zwyczajnej kampanii, nie organizował wieców i spotkań wyborczych, więc trudno to nazwać hymnem. W komitecie poparcia Aleksandra Łukaszenki w tych wyborach była też niezbyt popularna popowa wokalistka Julia Bykowa, znana jako Aura, która dawała lekcje muzyki Nikołajowi, najmłodszemu synowi prezydenta. Jej aktywność w kampanii była jednak znikoma. W sieci znalazłem tylko informacje o jej dwóch wizytach w szkołach i jednym spotkaniu ze strażakami. 

Dzmitry BiezkorowajnyDzmitry Biezkorowajny Fot. Dmitri Bezkorovainyi FB

Niektórzy artyści niezależni, jak Akute czy Lera Jaskiewicz, grali na wiecach poparcia Cichanouskiej. Największy wiec w Mińsku, z koncertem, na którym mieli wystąpić naprawdę najwięksi, tacy jak Nizkiz, J:MORS i Lawon Wolski [ikona niezależnego rocka białoruskiego, znany przede wszystkim z często niegdyś koncertującej w Polsce grupy N.R.M.], został bezprawnie odwołany przez władze w ostatniej chwili. Sądzę, że zaszokowały ich rozmiary poprzedniego zgromadzenia i koncertu w stolicy, które ściągnęły, według różnych szacunków, od 35 do 65 tys. ludzi mimo braku popularnych artystów. Gdyby ten kolejny wiec w Mińsku doszedł do skutku, mógłby zgromadzić nawet i 100 tys. osób.

Ale co najważniejsze – i to też wydarzyło się w trakcie tej kampanii – wielu znanych artystów, a także sportowców, osobowości telewizyjnych i innych postaci publicznych, protestowało przeciw brutalności policji na pokojowych manifestacjach oraz niesprawiedliwym wyrokom sądów. Zaczęło się 20 czerwca, kiedy aresztowano Wiktara Babarykę. Chwilę później pobito i zatrzymano ludzi stojących w kolejce do probiałoruskiego sklepu Symbal.by, który zresztą niedługo ma zostać zamknięty [chodzi o sklep popularyzujący język białoruski i sprzedający żartobliwe, antyprezydenckie koszulki].

To były dwa punkty zwrotne, które sprawiły, że osoby publiczne zaczęły głośno mówić o potrzebie zmian i uczciwych wyborów. Muzycy wypowiadali się na ten temat zarówno w piosenkach, jak i w mediach społecznościowych.

 

Władze próbowały odwrócić uwagę, organizując na ostatnią chwilę darmowe koncerty dzień przed wyborami, z popularnymi wykonawcami z Rosji i Ukrainy, w Mińsku i centrach regionów. Miał się również odbyć festiwal hiphopowy z gwiazdami z Ameryki w roli headlinerów – Tygą i Saint Jhnem – ale Białorusini zaczęli się kontaktować z artystami w mediach społecznościowych, tłumacząc im, że to wydarzenia o charakterze politycznym. Większość wykonawców zrezygnowała, więc imprezy zostały odwołane.

Jakie ryzyko ponoszą białoruscy muzycy, gdy angażują się politycznie?

– Główne ryzyko to nieoficjalny – ale efektywny – zakaz grania koncertów na Białorusi. Dla większości białoruskich artystów to główny rynek. Taka czarna lista obejmuje też radio, telewizję i inne media państwowe, ale dzisiaj, w epoce internetu, nie jest to takie ważne.

Mieliśmy już dwa okresy takich koncertowych zakazów. Od 2004 do 2007 r. jakiś tuzin artystów miał taki zakaz, bo wystąpili na zorganizowanym przez opozycję upamiętnieniu 10 lat Łukaszenki u władzy. W 2011 r. podobna liczba artystów dostała zakaz na dwa lata, bo wyrazili swoje niezadowolenie reakcją władz i rządowych mediów na pokojową manifestację po wyborach – została brutalnie rozpędzona przez specjalne oddziały policji, a przez media państwowe i sąd nazwana zorganizowanymi zamieszkami.

Niektórzy artyści, otwarcie wspierający kandydatów opozycji, jak Zmicier Wajciuszkiewicz, lub wyrażający swoje zdanie o władzy w bardziej otwarty sposób, jak zespół Lapis Trubieckoj czy Lawon Wolski, dostali zakaz na pięć, sześć lat.

Ich fani nie narzekają, że muzycy zajmują się polityką, a powinni się skupić na dostarczaniu rozrywki?

– To zależy. Dziś sytuacja na Białorusi jest tak napięta, że tego rodzaju opinie wyrażają tylko zwolennicy prezydenta oraz proprezydentckie trolle w mediach społecznościowych, kiedy nie mają nic lepszego do roboty.

Dzmitry Biezkorowajny – dziennikarz muzyczny, menedżer, w ciągu ostatnich 20 lat pracował z wieloma popularnymi białoruskimi artystami, m.in. Lapis Trubieckoj, Lawonem Wolskim i J:MORS. Zajmuje się promocją niezależnej białoruskiej muzyki w Europie, m.in. umożliwiając artystom ze swojego kraju koncerty na festiwalach takich jak Eurosonic Noorderslag, Reeperbahn Festival i Tallinn Music Week.

Siedem utworów, które powiedzą wam najwięcej o współczesnej Białorusi. Poleca Dzmitry Biezkorowajny.

Daj Darogu! – „Baju-baj”

Utwór doskonale opisujący rzeczywistość, w której funkcjonujemy – policję bijącą wszystkich, którzy występują przeciwko prezydentowi – zarówno na poziomie samego tekstu, jak i teledysku. Śpiewany jest z punktu widzenia policjanta, niezbyt bystrego, ale bardzo oddanego swojej pracy.

 

Nizkiz – „Pravily”

Tak naprawdę to nie jest piosenka polityczna, zespół nie wyraził się wprost. Śpiewa o zasadach, o tym wszystkim, na czym nam zależy. Ale jest też o wychodzeniu na ulicę i wznoszeniu flagi. Ludzie uznali więc, że utwór dotyczy najnowszych wydarzeń, zespół zaś nigdy nie powiedział, że jest inaczej. Na jego wyprzedany koncert w Mińsku przyszło 4 tys. osób.

 

Naviband – „Inshymi”

Zespół popowy, kochany przez media publiczne i bardziej alternatywną, opozycyjnie nastawioną publiczność. Refren brzmi: „Dym w naszych oczach, nie widzimy żadnych marzeń/ Obudzimy się inni, gdzieś głęboko”. Muzycy potwierdzili, że tekst dotyczy najnowszych wydarzeń w państwie i że zespół sprzeciwia się brutalności policji.

 

Naka i przyjaciele – „Vam”

Utwór nagrany przez grupę muzyków alternatywnych, głównie rockowych, do słów autorstwa znanego poety Uładzimira Niaklajeua, który kandydował na prezydenta w 2010 roku. Po aresztowaniach pod koniec czerwca napisał wiersz, w którym zwraca się do policjantów z takimi pytaniami: „Gdzie nauczyliście się być łajdakami? Gdzie nauczono was bycia bandziorami? Jak zostaliście złodziejami? Jak udało wam się zostać dupolizami?”.

 

Griaz’ – „Pieriemien”

Refren oczywiście odwołuje się do tej piosenki Kina z lat 80. Zwrotki mają formę listu syna do ojca, który nie śpi po nocach, bo rządzi krajem. Po jakimś czasie ojciec miłość do kraju i ludzi zamienia na notowania w sondażach i wojnę z własnym narodem. To oczywiste nawiązanie do Łukaszenki, który często bywa nazywany baćką nawet w Rosji (to słowo oznacza ojca po białorusku, a więc byłby kimś w rodzaju ojca narodu). W refrenie – podanym w bardzo depresyjny sposób – słyszymy: „Zmiany. Wszyscy chcą zmian”.

 

Maks Korż – „Tieplo”

Największy białoruski raper, który wyprzedaje hale o pojemności 20-30 tys. w całym byłym Związku Radzieckim, od Bałtyku po Władywostok. Wypuścił ten utwór dzień przed wyborami. To baśń o mędrcu, który ukradł ludziom słońce, bo wie lepiej od nich, jak z niego korzystać dla ich dobra. Ludzie proszą, by im je zwrócił.
Dwa dni po wyborach Korż nieoczekiwanie zaapelował do protestujących, by zostali w domach, co nie zostało dobrze przyjęte przez tych samych ludzi, którzy jeszcze niedawno dziękowali mu za "Tieplo".

 

Tor Band – „My nie narodiec”

Łukaszenka często wypowiada się o Białorusi i narodzie białoruskim w lekceważący sposób. Na przykład lubi nazywać nasz kraj „maleńkim skrawkiem lądu”, chociaż jest ponaddwukrotnie większy niż Austria, Węgry, Portugalia, Serbia czy Czechy i tylko o jedną trzecią mniejszy od Polski. Lubi nazywać Białorusinów „narodkiem”, co jest poślednią wersją „narodu”. Ludziom się to nie podoba. Ten utwór jest odpowiedzią. Przed wiosną nikt jeszcze nie słyszał o tym zespole z małego miasteczka Rohaczów z obwodu homelskiego na wschodzie Białorusi. Dziś mają kilka hitów ze społecznym przesłaniem.

 
Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.