Ten artyku czytasz w ramach bezp豉tnego limitu

Co oglądać i czytać, czego słuchać? Podpowiadamy i inspirujemy. Zapisz się na nasz kulturalny newsletter.

Obiekt o fallicznym kształcie przebiega przez środek obrazu. U dołu widzimy dwa kwadraty imitujące jądra. Zachowana jest symetria i geometryczne kształty. Wygląda jak wyhaftowana serwetka z oryginalnym wzorem do przyozdobienia stolika. Za tym obrazem kryje się jednak ukryty sens.

Dzieło jest pierwszą z serii wyszywanek białoruskiej artystki Rufiny Bazlowej, która w ubiegłym roku postanowiła utrwalać sceny z protestów na Białorusi tradycyjnym haftem krzyżakowym. Wspomniana praca nosi tytuł "Jabacka" [pieprzyć].

To gra słów. "Baćka" na Białorusi oznacza "ojca narodu" – zwolennicy reżimu Aleksandra Łukaszenki tak nazywają swojego przywódcę. W czasie protestów solidaryzowali się z Łukaszenką, używając w mediach społecznościowych hasztagu "#jamybacka" [Ja, my, Baćka] czy "#jabacka" [Ja, Baćka].

 

Początkowo Bazlowa udostępniała prace na Instagramie. Teraz możemy obejrzeć je podczas wystawy "Historia Białoruskiej Wyżywanki" w nowo otwartej galerii sztuki Poznańska 24 w Warszawie. Wystawa otwarta jest do wtorku (22.06).

Rufina Bazlowa: Poczułam, że muszę przedstawić historię kraju

Rufina Bazlowa urodziła się w Grodnie przy granicy z Polską i Litwą. W 2008 r. wyjechała do Pilzna, gdzie studiowała grafikę, ilustrację i rzeźbę. Później przeniosła się do Pragi, gdzie ukończyła scenografię i lalkarstwo. W stolicy Czech mieszka do dziś.

Fot. Maciek Jaźwiecki / Agencja Gazeta

W 2020 r. postanowiła zrealizować projekt techniką tradycyjnego haftu krzyżakowego. - Początkowo myślałam o zrobieniu książki lub komiksu o kobiecości – mówi. - Wtedy jednak wybuchły protesty na Białorusi. Poczułam, że muszę przedstawić współczesną historię kraju.

Bazlowa od początku protestów nie była na Białorusi. Sytuację w kraju śledziła za pośrednictwem mediów czy aplikacji Telegram, używanej przez białoruskich dziennikarzy i blogerów, którzy są poddawani cenzurze. Jej prace miały być dodatkowym źródłem informacji o wydarzeniach w kraju dla ludzi spoza Białorusi.

- Ludzie zza granicy nie wiedzą, jak brutalna jest ta władza, jak wyglądają tortury i zabijanie ludzi. Za kratki można trafić za noszenie białych skarpetek czy wywieszenie biało-czerwonej kołdry na balkonie. W aresztach ludzie są katowani. Chciałam, aby moje prace były uniwersalne i zrozumiałe – mówi Bazlowa.

Dlaczego zdecydowała się na wykorzystanie tak mało popularnej techniki? – Dużo czytałam o hafcie. Ludowa ornamentyka przez lata była kodem, za pomocą którego opisywano świat – mówi. – Kobiety, które nie umiały pisać lub czytać, porozumiewały się tym językiem. Z kolei w czasie wojny haftowanie było rytuałem mającym odwrócić ciemne siły. Uznałam, że haft będzie najbardziej odpowiednim językiem do opisania wydarzeń na Białorusi.

Stworzyła wówczas wspomnianą pracę. - "Jabacka" to obraz, który zrobiłam z myślą o wcześniejszym projekcie dotyczącym kobiecości. Zyskał polityczne znaczenie dzięki tytułowi – mówi. – Poza tym pomyślałam, że to symboliczny obraz – kopulacja jako początek życia, a symbolicznie jako początek tego projektu. Założyłam konto na Instagramie, gdzie udostępniłam tę i inne prace.

Wyszywana kronika wydarzeń na Białorusi

Bazlowa przedstawiała małe ikony – postacie umundurowanych OMON-owców z pałkami czy obywateli zjednoczonych w protestach. Wiele mamy także alegorycznych obrazów – na jednej z prac widzimy wielkie oczy, z których ciekną "łzy białoruskiego narodu". Łzy te są w kształcie swastyk, co jest bezpośrednim odniesieniem reżimu Łukaszenki do faszyzmu.

Fot. Maciek Jaźwiecki / Agencja Gazeta

Nie zabrakło także porównań białoruskiego dyktatora do karalucha. Te obrazy były szczególnie popularne wśród Białorusinów. - Ludziom podobał się obraz przedstawiający umierającego karalucha. Mogli go wydrukować i iść z nim na protest. Przekaz był dla nich jasny – Łukaszenka musi odejść – mówi Bazlowa.

Fot. Maciek Jaźwiecki / Agencja Gazeta

Na wyszywankach znajdziemy także konkretne wydarzenia. Na jednej z prac widzimy milicyjną ciężarówkę, pod którą leży człowiek. W kierunku pojazdu biegnie tłum protestujących. Takie sceny miały miejsce 9 sierpnia ubiegłego roku w Mińsku. Milicjanci przejechali jednego z protestujących.

Inna praca przedstawia wydarzenie z 14 sierpnia, kiedy podczas protestów przed Domem Rządu (siedziba parlamentu) w Mińsku funkcjonariusze milicji na rozkaz władz opuścili tarcze. Protestujący uznali to za gest solidarności. Kobiety przytulały i całowały funkcjonariuszy, wsadzały kwiaty w ich tarcze. Podczas kolejnych protestów funkcjonariusze milicji i służb bezpieczeństwa stale łamali prawa obywateli, brutalnie tłumili protesty, stosowali przemoc, masowo aresztowali pokojowo protestujących.

Na wystawie zobaczymy wiele ikonicznych scen, które obiegły media na całym świecie – m.in. taksówkarza, który uratował mężczyznę uciekającego przed funkcjonariuszami OMON-u czy Ninę Bagińską, 73-letnią aktywistkę, której funkcjonariusz próbuje wyrwać z dłoni biało-czerwono-białą flagę.

 

Solidarność i "nowa era społeczności"

Motywem powracającym w wielu pracach Bazlowej są didżeje Władysław Sokołowski i Kirił Gołanow, którzy w sierpniu ubiegłego roku zostali zmuszeni przez swojego pracodawcę do pracy przy organizacji prorządowego wiecu. W geście sprzeciwu podczas imprezy puścili piosenkę "Pieriemien!" zespołu Kino, jeden z nieformalnych hymnów protestujących oraz unieśli w górę ręce z białymi wstążkami – symbolem Swiatłany Cichanouskiej.

Milicja tego samego dnia wsadziła ich do karceru. Przez kilkanaście dni byli przetrzymywani w fatalnych warunkach.

Fot. Maciek Jaźwiecki / Agencja Gazeta

- Ich gest był pokazem solidarności i odwagi. Wiedzieli, że milicja wsadzi ich za to za kratki, a mimo to puścili tę piosenkę – mówi Bazlowa. – To wydarzenie było także impulsem dla innych. Wcześniej Białorusini się nie jednoczyli, często nie wiedzieli nawet, kto mieszka za ścianą. Po tej akcji, obok miejsca, gdzie odbył się wiec, powstał tzw. plac Przemian. To małe podwórko, na którym ludzie zaczęli się gromadzić, protestować, organizować wspólnie czas. Na ścianie jednego z budynków namalowali mural przedstawiający didżejów. Funkcjonariusze wielokrotnie go zamalowywali, a ludzie go odnawiali. Nastała nowa era społeczności. Ludzie zobaczyli, że wszyscy wyrażają sprzeciw wobec tej władzy.

Bazlowa przyznaje, że to właśnie ludzka solidarność porusza ją najbardziej. Na jednej z serii prac przedstawiła różne grupy społeczne, które organizowały strajki – medyków, sportowców czy robotników. Bazlowa podkreśla, że najbardziej poruszył ją protest osób niepełnosprawnych.

– W Europie osoby niepełnosprawne żyją normalnie: mogą poruszać się po ulicach, chodzić do restauracji, spotykać się ze znajomymi. Na Białorusi jest inaczej. Można mieć wrażenie, że osoby niepełnosprawne w ogóle nie istnieją. Nie wychodzą na miasto, bo ono nie jest do nich przystosowane – są wysokie chodniki, nie ma wind i żadnych udogodnień. Kiedy osoby niepełnosprawne wyszły protestować, miałam poczucie, że już wszyscy walczą o wolność – mówi artystka.

Bazlowa: Strach się we mnie nasila

Julia Stratowicz, właścicielka galerii Poznańska 24, podkreśla, że forma, za pomocą której Bazlowa opowiada o wydarzeniach na Białorusi, lepiej trafia do odbiorców niż standardowe komunikaty. – Sztuka przedstawiająca strajki jest często nieprzyjemna, straszna. Ale takie obrazy są przez nas oswojone. Mamy wiele przemocy w telewizji czy na plakatach na ulicach. To nie przyciąga uwagi. Na haft patrzy się z przyjemnością. Przyciąga wzrok i sprawia, że chcemy dowiedzieć się, o co chodzi w tej pracy. To robi duże wrażenie, kiedy uświadamiamy sobie, że stoi za tym jakiś głębszy sens – mówi Stratowicz.

A skąd nazwa wystawy? – "Wyżywanka" to połączenie wyszywania, a więc haftowania, i wyżywania, czyli przeżywania czegoś. Uznałam, że to doskonałe połączenie. Haftowanie było dla mnie formą ekspresji – mówi Bazlowa.

Artystka od dawna nie widziała swoich bliskich, zdaje sobie sprawę, że nie może pojechać na Białoruś. Władza mogłaby wsadzić ją do aresztu za antyrządowe działanie.

–Chciałabym zobaczyć rodzinę, ale nie mogę – mówi. – Strach nasilił się we mnie po przyjeździe do Polski, może dlatego, że jestem bliżej Białorusi.

Czytaj ten tekst i setki innych dzi瘯i prenumeracie

Wybierz prenumerat, by czyta to, co Ci ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakuj帷e reporta瞠 i porady ekspert闚 w sprawach, kt鏎ymi 篡jemy na co dzie. Do tego magazyny o ksi捫kach, historii i teksty z medi闚 europejskich. Zrezygnowa mo瞠sz w ka盥ej chwili.