Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

WOJNA NA UKRAINIE. PRZECZYTAJ RELACJĘ NA ŻYWO

Rozmowa z reżyserem Jurą Dzivakouem i asystentką reżysera oraz producentką Bazheną Shamovich

Magdalena Dubrowska: Kiedy wybuchła wojna, wy robiliście w Warszawie spektakl z ukraińsko-białorusko-polskim zespołem. Jak to wyglądało? Jakie były nastroje?

Jura Dzivakou, reżyser: – Kiedy zaczęliśmy pracować nad opowiadaniem Sorokina, nikt z nas jeszcze nie wiedział, że będzie wojna. I ten tekst okazał się proroczy. Ja czasami myślę, żeby może już nie zajmować się teatrem, skoro teatr ma taką moc.

Bazhena Shamovich, asystentka reżysera i producentka: – Nasz zespół składa się w większości z Białorusinów, którzy wyjechali z kraju po wyborach prezydenckich w 2020 roku. Kilkoro z nich, jak na przykład Mikalaj Stońka, zostało zwolnionych z teatru w Mińsku za opozycyjną walkę o wolność. Darya Novik, która pracowała jako aktorka w Teatrze Narodowym, była zastraszana, że odbiorą jej dziecko.

A nastroje są takie, że np. kilka dni temu, godzinę przed spektaklem, aktor z Ukrainy Artem Manuilov powiedział, że zabili jego przyjaciela, aktora i showmana. Nawet myśleliśmy o tym, żeby odwołać spektakl, bo wiemy, jakie to trudne, żeby grać w takim czasie przedstawienie, które jest nasycone przemocą.

Ale udało nam się zebrać i to był jeden z najlepszych pokazów, a na końcu wyszedł Artem i poprosił o minutę ciszy dla swojego przyjaciela.

Pomiędzy próbami część zespołu jeździ na granicę, część koordynuje transporty osób z Ukrainy, Artem ma grupę Dom bez wojny, ja działam w Białoruskim Młodzieżowym Hubie, gdzie m.in. szukamy noclegów dla uchodźców.

W warszawskim Teatrze Powszechnym wciąż mieszkają uchodźcy?

J.D.: – Aktualnie przebywa tu 16 osób. Ale ludzie się zmieniają. I są to nie tylko Ukraińcy, ale i Afgańczycy, Nepalczycy. Staramy się pomagać. W tłumaczeniu, załatwieniu telefonu, zabawie z dzieckiem. Takie najprostsze sprawy.

B.S: – Jura jest tu codziennie. Jak uciekasz i nie jesteś na to przygotowany, to potrzebujesz pomocy w najprostszych rzeczach.

Teraz jest problem, bo nie chcą przyjmować na noclegi innej narodowości niż Ukraińców, ale przecież Polska też nie składa się wyłącznie z Polaków. W Ukrainie byli studenci z różnych państw świata, a teraz nie mogą sobie znaleźć noclegu w Warszawie.  

W Białoruskim Młodzieżowym Hubie stworzyliśmy takie formularze, w których ludzie mogą oferować np. transport albo nocleg czy poprosić o pomoc. Często po próbach jeździłam w nocy na dyżury, żeby odbierać telefony od uchodźców.  

Pokazujecie spektakl według opowiadania Władimira Sorokina pt. „Nastia". Mocno kontrowersyjnego i raczej mało podnoszącego na duchu.

B.S.: – Kiedy Jura przyszedł do mnie z propozycją wystawienia tego tekstu i zaczęłam czytać, to musiałam robić przerwy, bo cały czas chciało mi się wymiotować od tego nagromadzenia przemocy. Wolę oglądać to na scenie w interpretacji Jury niż czytać.

J.D.: – Mnie się podoba w tym opowiadaniu to, że metaforyczność jest potraktowana dosłownie, wręcz naturalistycznie. Czyli jak ktoś prosi o rękę córki, to naprawdę dostaje obciętą kończynę. A jak ojciec mówi o swojej córce: "świeżo upieczona", to ona jest naprawdę upieczona w piecu. Było dla mnie bardzo ciekawe, jak to będzie wyglądać na scenie.

B.S.: – Rzeczywiście, ten tekst pozwala pokazać przemoc, która jest ukryta w języku, a której nie zauważamy na co dzień, np. brak podmiotowości kobiety.

J.D.: – Często pada pytanie, dlaczego zdecydowaliśmy się grać po rosyjsku, a nie po ukraińsku i białorusku. Ja chciałem specjalnie zostawić język rosyjski, bo to jest jeszcze jeden symbol przemocy. I symbol rusyfikacji Białorusi. Bardzo mały procent ludzi mówi w języku białoruskim.

A czy osoba autora też miała znaczenie? Sorokin to antyputinista, sygnatariusz listu otwartego rosyjskich artystów, w którym sprzeciwiają się wojnie i wzywają wszystkich obywateli Rosji do powiedzenia „NIE" tej inwazji.

J.D.: – Ja bardzo lubię twórczość Sorokina. Jest radykalny, bardzo ciekawy i bardzo straszny, ale też przyjemny. Odkryłem go cztery lata temu, i była to właśnie „Nastia". Poczułem, że odnalazłem swojego autora. Potem już czytałem wszystko, co było dostępne w Białorusi. Długo czekałem, żeby wystawić jego tekst. Nawet zacząłem robić „Sen" z książki „Cukrowy Kreml" w Białorusi, ale się nie udało.

Sorokin to nowa literatura zrobiona ze starej. Językowy kolaż słów z minionych wieków, ale przetworzonych w nową jakość.

Taka ciekawostka: pisarz urodził się 7 sierpnia, a urodziny Nastii, bohaterki opowiadania, są 6 sierpnia. Na końcu jest moment, w którym matka dziewczyny wydala czarną perłę, a potem przylatuje sroka i zabiera ten klejnot. Można więc pomyśleć, że sroka (po rosyjsku soroka) to wcielenie Sorokina. Że on bierze coś ważnego z tego świata z przełomu XIX i XX wieku, kiedy dzieje się akcja „Nastii" i poprzez swoją literaturę i sztukę zmienia ten patriarchalny porządek w coś nowego.  

B.S.: – Dla mnie jako odbiorczyni tego opowiadania powstaje pytanie, czy XX wiek tak naprawdę się skończył. Gdzie jest ta nowa era?

Przeczytałam, że za to opowiadanie Sorokin był oskarżony o propagowanie kanibalizmu.

J.D.: – Tak, oskarżyła go o to prawosławna aktywistka. Sorokoin ma wrogów w Rosji.

B.S: – W filmie dokumentalnym „Sorokin Trip" jest taka scena, jak ludzie na ulicy, głównie babcie, wrzucają książki Sorokina do ogromnego kibla.

J.D.: – Naprawdę była taka cała akcja, zresztą inspirowana przez milicję, która na koniec ogłosiła sukces.

 

Sorokin mieszka w Rosji?

J.D.: – W Rosji i w Niemczech.

A co myślicie o bojkocie kultury rosyjskiej? Bo teraz się odbywa taka dyskusja. Niektórzy mówią: przeżyjemy bez Czechowa i Czajkowskiego, a inni oponują, że przecież artyści nie są niczemu winni.

J.D.: – Gdybyśmy bojkotowali kulturę rosyjską, to nie gralibyśmy w ogóle tego spektaklu. Ja nie rozumiem takiej postawy. Wręcz przeciwnie, uważam, że powinniśmy czytać rosyjską literaturę, zwłaszcza w dzisiejszych czasach, bo możemy w niej znaleźć odpowiedzi na pytania, które nas dręczą, o wojnę, walkę narodową itp.

Ja chciałbym wystawiać jeszcze więcej tekstów Sorokina. Marzy mi się, żeby zrobić w końcu „Sen". To opowiadanie o starej imperatorce, która śni o tym, że znowu jest młoda i rządzi na potężnym Kremlu. Potem się budzi i odkrywa, że to był tylko sen. Podchodzi do szyby, stuka w nią paznokciem, a szkło jest hartowane. I królowa zaczyna płakać, bo zdaje sobie sprawę, że nie może niczego zmienić. Że władza ciągnie się z pokolenia na pokolenie i w pewnym sensie jest jak wyrok. Tylko chciałbym, żeby w moim spektaklu to był mężczyzna i żeby on się zastrzelił. 

B.S.: – Wojna ma w sobie tylko dwa kolory: biały i czarny. I teraz wszystko, co rosyjskie ma być czarne. A przecież Putin nie miał wpływu na Dostojewskiego czy Czajkowskiego. Bojkot jest bardzo kategoryczny, dla mnie to też narzędzie przemocy, tylko że wobec Rosjan, którzy walczą teraz z represjami i przechodzą niestety taką samą drogę jak Białorusini.

Wy sami też doświadczyliście represji w Białorusi?

J.D.: – Od 2019 roku byłem aktorem i reżyserem w Belarus Free Theatre – Białoruskim Wolnym Teatrze. To teatr zaangażowany politycznie, który już od 16 lat walczy z reżimem Łukaszenki. W 2020 r. zaczęły się wielkie represje w kulturze za działalność opozycyjną.

Raz, kiedy graliśmy przedstawienie, przyszło 15 osób z służb specjalnych i wojska i przerwali spektakl.

Potem trafiłem do więzienia, a kiedy wyszedłem, zaczęła mnie ścigać inspekcja podatkowa, musiałem zapłacić mandat.

Wyjechałem do Kijowa i kiedy wracałem, zatrzymali mnie na granicy. Inne osoby z zespołu też były szykanowane i ludzie zaczęli wyjeżdżać do Litwy, Ukrainy. My z rodziną też pomyśleliśmy, że trzeba uciekać, bo nic normalnego z tego już nie będzie. Zrobiliśmy jeszcze jedną premierę „Hänsel und Gretel", w marcu 2021 r., ale takie zamknięte pokazy, tylko dla znajomych, w podziemiu. Potem teatr przeniósł się do Warszawy i tu na razie zostajemy. Teraz akurat część zespołu gra w Londynie spektakl „Psy Europy". Są też artyści, którzy wyjechali w czasie represji z Białorusi do Ukrainy, a teraz też uciekają do Polski.

B.S.: – Na Białorusi niezależne wydarzenia kulturalne nie są otwarte dla publiczności, bo artyści się boją o własne bezpieczeństwo. Do teatrów chodzą cenzorzy i sprawdzają, czy są jakieś niebezpieczne symbole.

J.D.: – Tekst spektaklu musi zatwierdzić specjalny komitet. Do wyborów było wszystko w porządku, dozwolona była nagość, strzelanie z broni, krew. Choć oczywiście tylko w prywatnych teatrach, nie w państwowych. Teraz w spektaklu nawet nie może paść przekleństwo.

B.S.: – O wydarzeniach kulturalnych dowiadujesz się przez znajomych. Żeby zarezerwować bilet do Białoruskiego Wolnego Teatru, trzeba było cały czas scrollować ekran, żeby zauważyć posta, potem się dzwoniło, a ktoś mówił, żeby o danej godzinie przyjść do takiego a takiego sklepu. Ja pamiętam swoje pierwsze wrażenie. Stoję w tym sklepie, między półkami błąkają się podobne osoby i nagle wszyscy się odwracają w jedną stronę i idą. Więc idę za nimi. Nagle widzę blok na zamkniętym osiedlu, otwierają się drzwi do garażu i nas tam zapraszają. Jest sala sześć na sześć metrów i tam właśnie gra Białoruski Wolny Teatr.

A ty Bazheno też musiałaś uciekać z kraju?

B.S.: – Wyjechałam dwa lata temu podczas pandemii. Teraz mieszkam w Warszawie i studiuję Wiedzę o Teatrze w Akademii Teatralnej.

W Białorusi działałam w organizacji, która informowała o wolnych wyborach. Jak prawidłowo głosować, jak być obserwatorem. Przychodzili policjanci do mojego mieszkania, przez kilka godzin nie mogłam się ruszyć z domu, bo czekali, aż wyjdę. Udało mi się wyjechać, ale w maju 2021 r. zmarła moja babcia i musiałam wracać do Białorusi. Bardzo się bałam.

Wróciłam w czwartek, a w niedzielę porwali samolot z Romanem Protasiewiczem.

Więc zaczęłam dziesięciodniową głodówkę przed Komisją Europejską, domagając się wprowadzenia sankcji. Dostałam za to wyrok sześciu lat więzienia. Jak przekroczę granicę z Białorusią, to od razu wyląduję w więzieniu.

  • "Nastia" – premiera 7 kwietnia 2022, Teatr Powszechny, Warszawa. Reżyseria Jura Dzivakou, scenografia Tatsiana Dzivakova, muzyka Olga Podgaiskaya, wideo Palina Kamarova, wiersz Dmitri Ermalovich-Dashchynski, reżyseria dźwięku Pavel Sinilo, tłumaczenie i koordynacja wydarzenia Michał Szymko, asystentka reżysera i producentka Bazhena Shamovich. Występują: Ekaterina Ermolovich, Volha Kalakoltsava, Natalia Lange, Artem Manuilov, Darya Novik, Mikalaj Stońka.
Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.