Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Co oglądać i czytać, czego słuchać? Podpowiadamy i inspirujemy. Zapisz się na nasz kulturalny newsletter.

W Nowym Teatrze w Warszawie we wtorek 28 grudnia premiera spektaklu "1.8 M" w reżyserii Iwana Wyrypajewa. Przedstawienie oparte jest na tekstach, które więźniowie polityczni wypowiadali w sądach i pisali w listach do bliskich.

Rozmowa z Bartoszem Bielenią, aktorem

Dawid Dróżdż: Co oznacza tytułowe 1.8?

Bartosz Bielenia: Tyle przestrzeni mają kobiety w więzieniach na Białorusi. Chciałbym powiedzieć, że to coś trudnego do wyobrażenia, ale niestety znamy już podobne historie o nieludzkim traktowaniu, torturach, deprawacji snu, nieposzanowaniu praw człowieka. Warunki w więzieniach są fatalne. A ludzie osadzani za bzdurne paragrafy – za kratki można trafić za biało-czerwono-biały karton po telewizorze, który leży na balkonie.

Jaka jest idea tego spektaklu?

- Występują w nim aktorzy i aktorki z Białorusi. Wielu i wiele z nich przyjechało tu w ciągu ostatnich kilkunastu miesięcy. Nowy Teatr daje im miejsce do wypowiedzi i przestrzeń do pracy, która pozwoli im dalej się rozwijać.

Scenariusz powstał na podstawie historii więźniów politycznych. Nie mogliśmy się z nimi spotkać, bo większość z nich nadal mieszka na Białorusi. Korzystamy więc z ich listów czy zeznań. Zmieniliśmy tylko imiona, wiek czy miejsce pochodzenia, aby ich chronić. W spektaklu wybrzmi głos walczących o wolność, który mógłby nie zostać nigdy usłyszany.

Jaka historia zaszokowała cię najbardziej?

- Trudno wybrać jedną historię. Na każdej próbie orientuję się, że dotyka mnie inny fragment.

Opowiemy np. historię matki, której niepełnosprawny syn trafił do więzienia, bo służby kazały mu się przyznać do czegoś, czego nie zrobił. Jedną z bohaterek jest kobieta, która pisze listy do nieżyjącego męża – opowiada mu, co przygotuje na jego urodziny. Jest też historia dziewczyny, która pokojowo protestowała, stojąc na ulicy z plakatem, a dostała granatem hukowym i trzema gumowymi kulami. Ma uszkodzony słuch, wyjmowano jej kule z ciała.

Występujemy w roli osób, które mają przybliżyć te teksty polskiemu widzowi. To spektakl oparty na słowie, więc zagramy go po białorusku i będziemy tłumaczyć na polski. Nie chcemy, żeby ludzie skupiali się na napisach, ale mieli „żywy" dostęp do słowa i emocji.

Większość aktorów i aktorek ma na Białorusi swoje rodziny i przyjaciół. Jaka atmosfera panuje na próbach?

- Jest bardzo wesoło. Nie chcemy, żeby opowieści więzionych były wyłącznie świadectwem tragedii, ale też nadziei, oporu, przebudzenia, walki o suwerenność, podmiotowość i odzyskanie kontroli nad swoim życiem. Sprzeciwiający się reżimowi Łukaszenki chcą otrząsnąć się ze stanu akceptowania rzeczywistości takiej, jaka jest. Dlatego w tym spektaklu jest też dużo światła. Poza tym wszyscy jesteśmy młodzi – dobrze się ze sobą czujemy i bawimy.

Nie boicie się o własne bezpieczeństwo?

- Dawno już jest pozamiatane. Po akcji w Parlamencie Europejskim – gdzie wykonałem „Minutę krzyku", gest Jany Shostak – w białoruskich prorządowych brukowcach publikowano moje karykatury. Usłyszałem od znajomych z Białorusi, żebym raczej nie wybierał się na Białoruś, bo „różnie może być". Strzeżonego Pan Bóg strzeże.

Mimo ryzyka chcę wspierać działania prowolnościowe. Tym bardziej chcą to robić obywatele i obywatelki, którzy mają tam rodziny. Bo nikt z własnej woli nie chce mieszkać w Polsce – pragną wrócić do domu, ale jako wolni ludzie.

Jak to się stało, że wykonałeś tamten gest w Parlamencie Europejskim?

- Moja znajoma z Ukrainy zadzwoniła do mnie dzień przed Bożym Ciałem. Powiedziała, że Jana organizuje protest przed warszawskim biurem Parlamentu Europejskiego. Zapytała, czy nie chciałbym wpaść, aby akcja odbiła się większym echem. Nie było mnie w Warszawie, więc nie miałem możliwości się tam pojawić.

Dwa tygodnie później zdałem sobie jednak sprawę, że będę miał okazję wystąpić na mównicy w Parlamencie Europejskim przy okazji odebrania nagrody publiczności dla najlepszego europejskiego filmu za „Boże Ciało". Zadzwoniłem do Jany i zapytałem, czy chciałaby coś przekazać. Poprosiła, abym krzyknął. Na początku nie chciałem tego zrobić, bo bałem się, że skompromituję jej ważny i mocny gest. Nie jestem fanem dużych gestów wykonywanych przez celebrytów – często ego przysłania sens działania. Jana gorąco mnie jednak namawiała. Zgodziłem się. Napisaliśmy krótki tekst o osadzonych i torturowanych więźniach, żeby krzyk nie był tylko abstrakcyjnym gestem. Dostałem dużo podziękowań od Białorusinów. Okazało się, że było to dla nich ważne wsparcie.

To było ważne posiedzenie Parlamentu Europejskiego – pierwsze na żywo po dłuższej przerwie spowodowanej koronawirusem.

- Tego samego dnia odbywało się głosowanie dotyczące Białorusi. Wprowadzono jakieś sankcje, ale czułem, że to nie są znaczące działania. Dużo było wielkich słów, parlamentarzyści wyrażali „głębokie zaniepokojenie" sytuacją na Białorusi. I tak sobie wyrażają to głębokie zaniepokojenie do dzisiaj.

Europa robi za mało?

- Zdecydowanie za mało. Uważam, że przymyka się oko na wiele spraw. Co oznacza „wyrażenie zaniepokojenia"? To tak jakbyś na zebraniu wspólnoty mieszkaniowej powiedział, że jesteś głęboko zaniepokojony tym, że sąsiad torturuje żonę, ale nic byś z tym nie zrobił.

Europa milczy też w sprawie Ukrainy. W XXI wieku doszło do aneksji terytorium innego państwa. To nie do pomyślenia. Dyktatorzy nie spotkali się z oporem, więc będą dalej przesuwać granice.

Po wystąpieniu w Parlamencie powiedziałeś, że krzyk jest najbardziej adekwatnym komentarzem do sytuacji na Białorusi. Co jest teraz najbardziej adekwatnym komentarzem?

- Myślę, że dalej krzyk. Bo to krzyk ludzi, którzy nadal są torturowani w więzieniach, krzyk wielkiego aparatu opresji. 300 kilometrów od Warszawy zaczyna się inny świat, w którym nie obowiązują prawa człowieka, w którym nie ma wolności.

Trudno zaakceptować to, że wychodzisz po ośmiu miesiącach z więzienia, do którego trafiłeś za protesty, a w państwie się nic nie zmienia, dyktator nie upadł. Mam jednak nadzieję, że w Białorusinach nie zagaśnie wola walki o wolność.

Powiedziałeś, że nie jesteś fanem wielkich gestów celebrytów. Prawicowe media prowadzą nagonkę na gwiazdy krytykujące Straż Graniczną i rząd za politykę dotyczącą sytuacji na granicy. Na świeczniku rządowych mediów są też aktorzy i aktorki – m.in. z Nowego Teatru – którzy jeżdżą na granicę, aby pomagać uchodźcom.

- Nie jestem fanem wielkich gestów, jeśli to tylko gesty. Za słowami powinny iść działania. Sam byłem na granicy. Spotkaliśmy wolontariuszy, którzy pomagają tam na stałe. Pracowaliśmy z nimi w lasach. Niektórym uchodźcom udało się uratować życie. Wszyscy, których znam, wykonywali tam dobrą robotę. Nie tylko się uśmiechali, ale też sortowali ubrania, chodzili na akcje, pomagali w terenie, przywozili rzeczy, organizowali zbiórki, wielu celebrytów jest pełnomocnikami uchodźców.

Łatwo coś powiedzieć i mieć poczucie dobrze spełnionego obowiązku. Ale chodzi o niesienie realnej pomocy. Aktorzy czy aktorki, których obserwuję, angażują się w długofalową pomoc, która jest wycieńczająca. Wielu zabija w pewnym sensie swoje aktywności zawodowe i towarzyskie.

A inni niech sobie gadają, niech mielą językami. Nie ma w moim sercu miejsca dla ludzi, którzy w trakcie kryzysu humanitarnego organizują koncert zagranicznych „gwiazd" zagrzewających do boju mundurowych. To dla mnie cyniczna, potworna propaganda.

Ale ta nagonka wpływa na nastroje części społeczeństwa. Ktoś zdewastował ostatnio grób rodziny Stuhrów. Nie boisz się, że może dojść do kolejnych przejawów przemocy?

- Refleksja o tym, co idzie za moją postawą społeczną i jakie może przynieść skutki, jest ważna. Czy w tym przypadku pojawia się strach? Nie. Mam pełne przekonanie, że to, co robimy, jest słuszne.

*Bartosz Bielenia

Aktor znany z "Bożego Ciała" Jana Komasy i "Prime Time" Jakuba Piątka, dołączył do zespołu Nowego Teatru w Warszawie w styczniu 2018 r. Zagrał m.in. w "Uczcie" w reż. Krzysztofa Garbaczewskiego, "Matce Joannie od Aniołów" w reż. Jana Klaty czy "Kinie moralnego niepokoju" w reż. Michała Borczucha.

Bielenia często zabiera głos w ważnych sprawach społeczno-politycznych. W czerwcu, odbierając Europejską Nagrodę Publiczności dla najlepszego filmu ("Boże Ciało" zajęło drugie miejsce"), powiedział: - Pochodzę z Polski, której granica stanowi granicę Unii Europejskiej z Białorusią. Za tą granicą 30 tys. 500 osób jest torturowanych, 476 osób znajduje się w więzieniach z powodów politycznych, 13 zostało zamordowanych. A to dane tylko z roku 2020. Jedyne, co mogę dziś zrobić, to dać głos w imieniu tych ludzi. I wykonał "minutę krzyku dla Białorusi", gest rozpropagowany przez białoruską aktywistkę Janę Shostak, mieszkającą w Polsce od 2010 r. Gdy 23 maja 2021 r. białoruskie władze podstępem zmusiły samolot linii Ryanair do awaryjnego lądowania w Mińsku i aresztowały opozycjonistę Romana Protasiewicza, Shostak powiedziała na konferencji prasowej pod ambasadą Białorusi w Warszawie: "My już nie możemy milczeć, wszystko, co nam pozostaje, to minuta krzyku". Po czym krzyczała przez minutę.

Bielenia, wraz z innymi aktorami i aktorkami Nowego Teatru, zaangażował się także w pomoc uchodźcom na granicy polsko-białoruskiej.

„1.8 M" Iwana Wyrypajewa

Reżyseria: Iwan Wyrypajew, scenografia: Karolina Bramowicz, kostiumy: Maria Duda, muzyka: Jacek Jędrasik (projekt WARSZAWIAK), choreografia: Paweł Sakowicz. Występują: Bartosz Bielenia, Ewelina Pankowska, Walentina Sizonenko, Paweł Haradnitski, Palina Dabravolskaja, Igor Shugaleev, Palina Chabatarova, Daria Polunina. Wideo, identyfikacja graficzna: Sergey Shabohin. Producent projektu: WEDA projekt / Fundacja Sztuki Kreatywna Przestrzeń. Koproducent: Nowy Teatr. Spektakl grany w trzech językach: polskim, białoruskim i rosyjskim. Napisy w języku angielskim. Premiera 28 grudnia o godz. 19. w Nowym Teatrze. Następne spektakle: 29 i 30 grudnia o godz. 19.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.