Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Co oglądać i czytać, czego słuchać? Podpowiadamy i inspirujemy. Zapisz się na nasz kulturalny newsletter.

Na scenie stoi czworo odzianych w czerń aktorów. Wcielają się w kilkulatków, choć dzieciństwo mają dawno za sobą. Opowiadają po kolei historie z dziecięcego okresu. "Dziadek zmarł cztery lata przed moim urodzeniem. Nie doczekał pierwszego dziecka mojego ojca, choć bardzo tego pragnął. Mówią mi, że dziadek by mnie mocno kochał. Jego czarno-biały portret to chyba teraz mój najbliższy przyjaciel" - mówi jedna z aktorek.

To fragment spektaklu "Ja" białoruskiej grupy Kupałowcy złożonej z artystów pracujących wcześniej w Teatrze Narodowym im. Janki Kupały w Mińsku. Z państwowego teatru odeszli w sierpniu - był to gest solidarności z Pawłem Latuszką, dyrektorem teatru odwołanym przez ministerstwo kultury za poparcie antyrządowych protestów. Teraz tworzą niezależne projekty.

Spektakl "Ja" Kupałowcy zrealizowali w ramach 24. Międzynarodowego Festiwalu Teatrów dla Dzieci i Młodzieży "Korczak dzisiaj" w Warszawie. Można go obejrzeć za darmo z polskim tłumaczeniem na stronie korczak-festival.pl do 7 grudnia.

Kupałowcy - artyści niezależni

Teatr Narodowy im. Janki Kupały to najstarszy teatr państwowy w Białorusi - w tym roku obchodził stulecie działalności. W sierpniu tego roku praktycznie przestał jednak funkcjonować. Doprowadziły do tego sfałszowane przez Aleksandra Łukaszenkę wybory prezydenckie.

Dyrektor teatru Paweł Latuszka aktywnie popierał antyrządowe protesty po wyborczym przekręcie. 14 sierpnia przemówił w Mińsku do protestujących. - Chcę wierzyć, że nasze społeczeństwo otwartych i uczciwych ludzi łączy jedno: wiara w Białoruś - mówił. I dodał, że widząc dowody torturowania rodaków [przez funkcjonariuszy OMON i innych służb], poczuł wstyd.

16 sierpnia w wywiadzie dla portalu tut.by Latuszka apelował o powołanie nowego ministra i wiceministra spraw wewnętrznych. 17 sierpnia ministerstwo kultury odwołało go ze stanowiska dyrektora Teatru Narodowego. 

Aktorzy teatru, z głównym reżyserem Nikołajem Piniginem na czele, na znak solidarności z dyrektorem nagrali wideo, w którym zapewniali: "Jako Kupałowcy jesteśmy gotowi bronić każdego członka naszego zespołu". I wywiesili na gmachu teatru biało-czerwono-białą flagę zakazaną przez Łukaszenkę. 

Artyści, którzy odeszli z teatru, utworzyli niezależną grupę teatralną Kupałowcy, chcąc podtrzymać tradycje najstarszego białoruskiego teatru. Dotychczas zaprezentowali w Mińsku spektakl „Tutejsi”. "Ja" jest ich drugim projektem.

Powrót do dzieciństwa

- Zapraszamy do oglądania wszystkich, którzy nie boją się ujrzeć siebie i powrócić do dawno zapomnianych przeżyć - zachęcają widzów organizatorzy festiwalu "Korczak dzisiaj".

Spektakl "Ja" składa się z dokumentalnych opowieści o dzieciństwie. - To prawdziwe historie prawdziwych ludzi oraz historie aktorów, którzy brali udział w przedstawieniu. Aktorzy nie opowiadają swoich historii; wymieniali się nimi - mówił organizatorom festiwalu reżyser Raman Padalaka. - Kiedy jednak np. Walancina [aktorka Walancina Harcujewa] opowiada o dziadku, to mam wrażenie, że to naprawdę jej historia, bo dzięki pracy nad spektaklem ta historia stała się także jej opowieścią.

Twórcy przytaczają historie traumatyczne, takie jak przytoczone wspomnienie o nieżyjącym dziadku. Jest też historia o babci, która powtarzała osieroconym dzieciom, że powinny być jej wdzięczni - nie oddała ich bowiem do domu dziecka.

Ale dzięki spektaklowi możemy wrócić także do miłych wspomnień - czasów beztroski i zabawy. Aktorzy i aktorki opowiadają o wyjątkowych odczuciach zmysłowych; charakterystycznych dla tamtego okresu smakach, zapachach i dźwiękach. Mamy więc opowieści o sukience pachnącej krochmalem, brokacie z potłuczonych bombek świątecznych, bólu po użądleniu w tyłek przez osę czy cieple słońca wdzierającym się przez okno.

- Chciałem powrócić do dzieciństwa, żeby zrozumieć, czemu wtedy każdy dzień był szczególnym, a dorośli żyją według ustalonego rytmu i wszystkie ich dni są takie same - mówi nam o spektaklu reżyser Raman Padalaka. - Dorosłych nie sposób jest zaskoczyć, a dla dzieci wszystko jest po raz pierwszy, wszystko jest nowe. Ale dzieciństwo skrywa również wszystkie nasze lęki i kompleksy. Brak miłości i rodzicielskiej troski powraca w dorosłym życiu niczym bumerang. Najprostsze słowa, jak "kocham cię" są zapominane, albo bardzo rzadko używane w stosunku do własnego dziecka.

Padalaka podkreśla także, jak ważny jest dla artystów teatr w obecnej sytuacji: - Dzisiaj dla nas praca twórcza to jedyny sposób, żeby nie popaść w depresję. Sytuacja na Białorusi wykracza poza granice absurdu, nie wiemy co będzie dalej, czy uda nam się zrealizować swoje plany i zachować zespół, żeby robić nowe projekty. Na razie działamy w ukryciu, dzięki solidarności wspierających nas ludzi. Pandemia nie pozwoliła nam przyjechać do Polski ze spektaklami, ale mamy nadzieję, że będzie lepiej i czekamy na spotkanie z polskimi widzami.

W spektaklu "Ja" wystąpili: Walancina Harcujewa, Iwan Kušniaruk, Kryścina Drobyš i Pawieł Astrawuch. Reżyserią zajął się Raman Padalaka.

Festiwal "Korczak dzisiaj" stworzyli w 1994 r. Halina Machulska i Maciej Wojtyszko. Promuje działania na styku edukacji i teatru, wywodzące się z fascynacji myślą autora „Króla Maciusia I”. Tegoroczna edycja festiwalu odbyła się online w dniach 6-18 listopada. Spektakl "Ja" jest specjalną, pozaprogramową niespodzianką.

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.