Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

- Już po wybuchu pandemii wiele osób oczekiwało, że Unia Europejska "coś zrobi" w tym temacie, ale mało kto wie, że polityka zdrowotna nie leży w ogóle w kompetencjach UE. To miało wiosną poważne konsekwencje, ponieważ te zadania spoczywały tylko i wyłącznie na barkach państw członkowskich - mówi Jan Olbrycht, poseł do Parlamentu Europejskiego, członek Komisji ds. Budżetu i negocjator wieloletnich ram finansowych na lata 2021-2027.

Unia Europejska mogła się w jakikolwiek sposób przygotować do kryzysu wywołanego pandemią koronawirusa?

Do tego typu kryzysu nikt się nie mógł przygotować w stu procentach, bo przekroczył on jakiekolwiek wyobrażenia dotyczące tego typu sytuacji. Już podczas kryzysu ekonomicznego z 2008 roku uruchomione zostały pewne narzędzia wspierające unijną gospodarkę, związane m.in. z zaciąganiem kredytów finansowych, ale obecnie mamy do czynienia ze znacznie bardziej złożoną sytuacją. Kryzys związany z pandemią SARS-CoV-2 ma wiele aspektów: społeczny, gospodarczy i finansowy, ale przede wszystkim zdrowotny.

Już po wybuchu pandemii wiele osób oczekiwało, że Unia Europejska "coś zrobi" w tym temacie, ale mało kto wie, że polityka zdrowotna nie leży w ogóle w kompetencjach UE. To miało wiosną poważne konsekwencje, ponieważ te zadania spoczywały tylko i wyłącznie na barkach państw członkowskich. Unia ma co prawda wiele agencji, które zajmują się kwestiami medycznymi, ale nie mają one charakteru zarządczego, a raczej jedynie wspomagający. Dlatego też w momencie kryzysu zdrowotnego pojawił się chaos. Wtedy wyszły na jaw także słabości jednolitego rynku europejskiego. Kraje Unii Europejskiej miały różne sposoby na radzenie sobie z koronawirusem, wprowadzały też różne restrykcje. Nie było i nie ma jednolitych kryteriów wyznaczania tzw. stref żółtych i czerwonych. Problemem były też kwestie wyścigu po materiały medyczne, np. maseczki, i ich przepływu przez kraje UE. To tylko pokazało, że zintegrowanie polityki zdrowotnej krajów Unii Europejskiej będzie niezbędne, choć zajmie bardzo dużo czasu.

Wiosną tego roku można było też przekonać się na własnej skórze, że egzaminu nie zdała strefa Schengen. Podróżowanie po krajach UE stało się bardzo utrudnione.

Przepisy prawa nie przewidują wszystkiego. Oczywiście już przed pandemią były narzędzia, które przewidywały ograniczenie przepływu między krajami UE, a nawet wprowadzenie kontroli ze względu na sytuacje nadzwyczajne. Nikt jednak nie przewidział aż takiej skali zagrożeń. Dlatego mieliśmy wiosną tego roku sytuacje, kiedy państwa UE nagle zamykały granice i utrudniały poruszanie się mieszkańcom. Wprowadzano rozwiązania absolutnie nieskoordynowane, które miały ogromny wpływ na komunikację, ale i handel. Dobrym przykładem była granica polsko-czeska.  Procedury były tu bardzo skomplikowane. Wymagany był m.in. świeży test na obecność  COVID-19, a jego przeprowadzenie nie było wówczas sprawą łatwą.

Jan Olbrycht, poseł do Parlamentu EuropejskiegoJan Olbrycht, poseł do Parlamentu Europejskiego 

To dobitnie pokazało, że przepisy strefy Schengen jeszcze bardziej muszą być dopasowane do różnych możliwych scenariuszy, zwłaszcza tych najczarniejszych. Pandemia koronawirusa to sytuacja, w której wszyscy się uczymy.

Po początkowym chaosie Unia Europejska podjęła jednak wiele ważnych działań zapobiegających skutkom koronawirusa, zwłaszcza tych finansowych. Zdecydowano m.in. o uruchomieniu 400 mld euro z funduszu odbudowy. Bardzo szybko uruchomiono też mechanizm SURE, czyli program pożyczek dla państw członkowskich, który miał na celu dofinansowanie skróconego czasu pracy. Z punktu widzenia samorządów bardzo ważne były zmiany dotyczące realizacji polityki spójności. Przyczyniły się one do tego, że znacznie prościej  można wykorzystywać niespożytkowane jeszcze pieniądze z trwającej pespektywy unijnej. Te środki można bezpośrednio przeznaczać na walkę ze skutkami pandemii. Uruchomiono też m.in. środki  na badania naukowe, w tym prace nad szczepionką na koronawirusa.

Obecnie trwają prace nad budżetem unijnym na lata 2021-2027. Dużo miejsca poświęcacie w nim na wygaszanie skutków kryzysu gospodarczego spowodowanego pandemią?

W zasadzie cała debata nad nowym budżetem odbywa się w cieniu pandemii. Są dwa ważne uwarunkowania prac  - z jednej strony mamy kończące się negocjacje z Wielką Brytanią dotyczące ostatniego etapu brexitu. Wielka Brytania już co prawda wyszła z Unii Europejskiej, ale do końca roku jest jeszcze objęta różnymi programami europejskimi. Od 2021 roku relacje handlowe UE z tym krajem będą już zupełnie inne. Zresztą cała Unia będzie od tego momentu inna.

Drugim ważnym aspektem prac nad nowym budżetem unijnym jest fakt, że możliwości  finansowe państw członkowskich są dziś inne. Muszą one wydać ogromne pieniądze na ratowanie swoich gospodarek. Dyskusja na temat tego, jaki duży ma być budżet UE, tworzony ze składek poszczególnych państw, wzbudza ogromne emocje. W każdym z tych krajów mamy do czynienia z poważnym regresem gospodarczym. Skutki pandemii będą zresztą odczuwalne jeszcze przez najbliższych kilka lat. Dlatego też najważniejszymi pytaniami przy konstruowaniu nowego budżetu UE są: Skąd wziąć pieniądze i jak je wydać, żeby zagwarantować bezpieczeństwo mieszkańcom, ale i odbudować jednocześnie gospodarkę?

Duże emocje budzi chęć powiązania wysokości budżetu unijnego z praworządnością w krajach członkowskich.

Cała debata budżetowa dotyczy dziś trzech elementów, które są ze sobą powiązane. Pierwszym z nich, jak zwykle, jest konieczność przygotowania budżetu na siedem lat, który budowany jest na podstawie składek członkowskich państw. On wymaga jednomyślności państw członkowskich i zgody Parlamentu Europejskiego.

Drugim elementem tej całej debaty jest nowy fundusz, tworzony na podstawie kredytu, który Komisja Europejska zaciągnie na rynkach finansowych. Ten fundusz, Fundusz Odbudowy "Nowa Generacja", ma wynosić 750 mld euro i jest planowany na trzy lata. Został on stworzony jako narzędzie szybkiej reakcji na skutki pandemii - gospodarcze, zdrowotne i społeczne. Ten element wymaga zgody wszystkich parlamentów narodowych w UE, czyli ratyfikowania decyzji, które podejmą rządy. Przed nami bardzo trudne debaty w poszczególnych parlamentach narodowych. Jeśli one nie wyrażą zgody, to tego funduszu nie będzie.

Z tych dwóch źródeł, czyli budżetu i Funduszu "Nowa Generacja", Polska może liczyć na ok. 160 mld euro. Są w tym zarówno pożyczki, jak i bezzwrotne granty. Możliwość wypłacania tych pieniędzy ma być jednak powiązana z tym, o czym pan wspomniał, czyli przestrzeganiem praworządności przez kraje UE. Wynika z tego, że jeśli w jakimś kraju podstawy funkcjonowania demokratycznego państwa prawnego będą łamane, to Komisja Europejska  wstrzyma przekazanie mu pieniędzy do momentu, kiedy sytuacja się  poprawi.

Przeciw takiemu rozwiązaniu protestują dziś dwa kraje, Polska i Węgry.

W Parlamencie Europejskim często pada pytanie, czemu to się dzieje akurat w tych krajach, które na każdym kroku podkreślają, że nie mają żadnych problemów z praworządnością. To wzbudza bardzo duże wątpliwości. Złożoność sytuacji polega na tym, że wszystkie trzy elementy budżetu unijnego są ze sobą ściśle powiązane, a decyzja pozwalająca na stworzenie funduszu musi być ratyfikowana przez wszystkie parlamenty. A już dzisiaj mówi się w Brukseli o tym, że Węgry i Polska mogą tę ratyfikację zablokować, jeżeli finanse będą powiązane z praworządnością. Wówczas tego funduszu w ogóle nie będzie albo będzie bardzo późno.

Żeby Polska uzyskała środki z Funduszu Odbudowy, muszą zostać spełnione też inne warunki. Rząd musi stworzyć program krajowy, w którym trzeba ująć pewne wymagania  dotyczące np. elementów Zielonego Ładu i agendy cyfrowej.

Obecnie w Parlamencie Europejskim prowadzimy bardzo intensywnie prace na linii Parlament-Rada, żeby przygotować budżet. Równolegle trwają prace nad funduszem i przepisami wiążącymi unijne finanse z praworządnością. Każda z tych spraw wzbudza ogromne emocje i kontrowersje. Mamy nadzieję, że sprawa zostanie zakończona do końca roku. Jeśli tak się nie stanie,  trzeba będzie zastosować rozwiązania awaryjne, czyli przepisanie budżetu z poprzedniego roku na rok następny.

Ważnym wydarzeniem dla Śląska było ogłoszenie porozumienia rządowo-związkowego, które zakłada, że ostatnia kopalnia w regionie zostanie wygaszona w 2049 roku. Eksperci podkreślają jednak, że na takie rozwiązanie nie zgodzi się Komisja Europejska.

Ta data wydaje się nieprzypadkowa. Wszystkie państwa UE postanowiły, że ich celem jest osiągnięcie neutralności klimatycznej do 2050 roku. 2049 rok, o którym mowa w porozumieniu, pokazuje, że jesteśmy zainteresowani tym celem.

Premier Mateusz Morawiecki już wcześniej podpisał dokument mówiący o tym, że jeśli jakieś państwo nie zgodzi się na cel klimatyczny UE, to automatycznie traci 50 proc. środków z Funduszu Sprawiedliwej Transformacji. Jeśli pan premier to podpisał, to rozumiem, że albo się zgodził z celem UE, albo zgodził się na utratę 50 proc. Zakładam, że chodziło mu o to pierwsze rozwiązanie. Zapewne w tym duchu były prowadzone negocjacje rządu ze związkami zawodowymi.

Fakt, który dla mnie, mieszkańca woj. śląskiego, jest najważniejszy w tym porozumieniu, to zgoda górniczych związków zawodowych na sformułowanie mówiące o konieczności wygaszania tej branży. A jeszcze niedawno z ust Prezydenta RP, Andrzeja Dudy, słyszeliśmy, że węgiel w Polsce można wydobywać jeszcze 200 lat. To świadczy o tym, że już każde środowisko ma znacznie bardziej realistyczne podejście do procesu dekarbonizacji. Kalendarz zamykania kopalń jest zdecydowanym zwrotem w tej sprawie.

Pytanie tylko, jak cała procedura będzie realizowana. Wątpliwość budzi zwłaszcza zapis mówiący o dofinansowaniu przez Komisję Europejską dalszej możliwości wydobycia węgla. Jestem ciekaw, czy polski rząd ma jakiejś obietnice czy promesy ze strony KE, bo do tej pory KE była w tych sprawach nieugięta, mówiąc o dofinansowaniu procesu zamykania kopalń, a nie ich działalności.

Ważnym aspektem przemian na Śląsku będzie z pewnością sięgnięcie po Fundusz Sprawiedliwej Transformacji. Zakładając, że Polska zgodzi się na neutralność klimatyczną do 2050 roku, może otrzymać 3,5 mld euro. Może on pomóc m.in. w tworzeniu nowych miejsc pracy w zmieniającej się gospodarce.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.