Jako uczestnik ?Prospekcji terenowej miejsca katastrofy Tu-154M pod Smoleńskiem z użyciem metod stosowanych w archeologii?, wyrażam zdecydowany sprzeciw wobec stronniczego przedstawiania uzyskanych wyników badań archeologicznych i wykorzystywania ich do prób wyjaśniania przyczyn katastrofy lotniczej.

Badania archeologiczne miejsca wypadku samolotu Tu-154M pod Smoleńskiem przeprowadzono w dniach 13-27 października 2010 roku w ramach wniosku o pomoc prawną, wystosowanego przez Wojskową Prokuraturę Okręgową w Warszawie do prokuratury rosyjskiej. Archeolodzy, którzy wzięli udział w prospekcji terenowej, podjęli się realizacji zadania dobrowolnie na zasadzie wolontariatu. Umiejętności i doświadczenie poszczególnych członków misji były adekwatne do podjęcia działań na terenie katastrofy lotniczej. Charakter ekspedycji można określić jako humanitarny. Głównym celem prac terenowych było zebranie i zabezpieczenie pozostających na powierzchni ziemi szczątków związanych ze zdarzeniem z 10 kwietnia 2010 roku.

Wśród komunikatów wprowadzających opinię publiczną w błąd należy przede wszystkim zwrócić uwagę na próby łączenia wyników badań archeologicznych z wyjaśnianiem przyczyn katastrofy lotniczej. Stanowi to oczywiste nadużycie i świadczy o braku zrozumienia istoty działań archeologów w Smoleńsku.

Na podstawie wyników prospekcji terenowej z zastosowaniem metod archeologicznych możliwe jest natomiast poznanie przebiegu i skutków uderzenia samolotu w ziemię.

Poniżej przedstawiam sprostowanie rozpowszechnianych w mediach informacji , rozbieżnych ze stanem faktycznym:

Nieprawdą jest, iż pozwolono prowadzić prace archeologiczne jedynie na fragmencie terenu katastrofy. Wszyscy członkowie ekspedycji mieli nieograniczony dostęp do obszaru, w który uderzył samolot, jak również do terenów przylegających do miejsca wypadku. Pomiary geodezyjne i dokumentację fotograficzną wykonano bez przeszkód na powierzchni znacznie większej od strefy, gdzie stwierdzono szczątki samolotu. Możliwe było również dokonanie wizji i sfotografowanie płyty lotniska Smoleńsk-Północny.

W zakresie prac terenowych, to jest zbierania, zabezpieczania i dokumentowania przedmiotów związanych z katastrofą samolotu Tu-154M, nie było wymagane konsultowanie się ze stroną rosyjską. Jedynie w przypadku stwierdzenia szczątków ludzkich, została przyjęta procedura zakładająca wspólne czynności polskich archeologów i rosyjskich patologów sądowych.

Twierdzenie, jakoby wkopywanie się w grunt na obszarze katastrofy było zabronione, jest niezgodne z prawdą. Od samego początku głównym założeniem prac archeologicznych pod Smoleńskiem było przeprowadzenie badań powierzchniowych, to znaczy zebranie wszystkich szczątków i przedmiotów zalegających na powierzchni ziemi. Niemniej jednak, w przypadkach zarejestrowania przedmiotów większych rozmiarów, które tylko cząstkowo manifestowały się na powierzchni, dokonywano eksploracji w głąb gruntu. Również w miejscach o największym natężeniu znalezisk prowadzono czynności z pogranicza badań wykopaliskowych. Przeprowadzenie pełnej eksploracji miejsca zdarzenia nie jest możliwe ze względów technicznych. Mając na uwadze obszar konieczny do przebadania wykopaliskowego, można stwierdzić, iż konieczne byłyby wieloletnie prace z udziałem zespołu znacznie liczniejszego niż ten, który pracował w Smoleńsku w 2010 roku. Co więcej, nawet po przeprowadzeniu bardzo szczegółowej eksploracji, z pewnością na miejscu badań nadal pozostałyby szczątki związane z katastrofą.

Bardzo wyraźnym wypaczeniem ustaleń zrealizowanej w 2010 roku misji archeologicznej w Smoleńsku jest ich przedstawianie jako potwierdzenia hipotezy eksplozji i fragmentacji samolotu Tu-154M w trakcie lotu. Układ przestrzenny znalezisk, zarówno tych zebranych z powierzchni, jak i namierzonych przy użyciu wykrywaczy metali, ma charakter koncentryczny. Zarejestrowano skupienie przedmiotów związanych z katastrofą w miejscu uderzenia samolotu w ziemię. W miarę oddalania się od obszaru centralnego, ilość znalezisk zmniejsza się, aż do pełnego zaniku.

Niezgodna z rzeczywistością jest teza, iż podczas prac archeologicznych wykazano szczątki przed złamaną brzozą na działce N. Bodina. W wyniku przeprowadzonych oględzin nie stwierdzono fragmentów samolotu, ani jego wyposażenia na wschód od owego drzewa. Znaleziska rejestrowano jedynie na zachód od omawianej brzozy, to jest zgodnie z kierunkiem lotu.

Podsumowując, należy stwierdzić, iż konieczne jest odróżnienie procedur śledczych od działań zabezpieczających, a taki właśnie charakter miała misja archeologiczna w Smoleńsku w 2010 roku. W ocenie wyników archeologicznej prospekcji terenowej trzeba kierować się wiedzą, doświadczeniem i zdrowym rozsądkiem. Dwie pierwsze cechy są zarezerwowane dla specjalistów, natomiast trzecia z nich pozwala zrozumieć każdemu odbiorcy sens prac prowadzonych na miejscu wypadku. Wykorzystywanie informacji zawartych w tzw. "raporcie archeologów" niezgodnie z celem jego sporządzenia jest nadużyciem i może prowadzić do nieuprawnionych wniosków.

Najważniejsze jest jednak, że cel nadrzędny misji, to jest zabezpieczenie szczątków ofiar katastrofy i fragmentów samolotu, został w pełni zrealizowany.

mgr Marcin Michalski, archeolog

tekst z dnia 16.04.2014

Więcej
    Komentarze
    Zaloguj się
    Chcesz dołączyć do dyskusji? Zostań naszym prenumeratorem