Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Jak będzie teraz, po koronawirusie, wyglądała praca na planach filmowych? Czy starsi aktorzy, którzy są w grupie ryzyka zachorowań na koronawirusa, będą mniej grali? I jak scenarzyści zmieniają sceny, by jak najmniej osób brało w nich udział? 

Rozmowa z Agnieszką Dziedzic - producentką filmową

Marta Górna: Ostatni problem, z jakim zmagają się producenci filmowi w dobie pandemii?

Agnieszka Dziedzic: Tylko jeden? Właśnie 15 minut temu zastanawialiśmy się z moimi współpracownikami, jak będzie wyglądała nasza najbliższa premiera filmu "Tarapaty 2" w reżimie sanitarnym.

Jeśli połowa miejsc na sali kinowej może być zajęta, a zaproszenia są dwuosobowe, to ile właściwie osób może brać w niej udział? Biorąc pod uwagę, że zawsze zapraszamy o 30 proc. więcej osób niż jest miejsc, bo zawsze ktoś nie przyjdzie. 

To brzmi jak zadanie matematyczne.

Nagle się okazuje, że na wielką salę możesz zaprosić 100 osób. Sama ekipa filmowa liczy niewiele mniej. Zastanawiam się właśnie, jak z tego wybrnąć, czy z czasem te rygory zostaną zniesione? I czy w obecnej sytuacji organizowanie premiery filmowej jest w ogóle rozsądne?

Agnieszka Dziedzic na planie filmu 'Tarapaty 2'Agnieszka Dziedzic na planie filmu 'Tarapaty 2' fot. Hubert Komerski

W tej chwili siedzimy nad listą gości i mnożymy, dzielimy, obliczamy. Jako organizatorzy takiego wydarzenia ponosimy odpowiedzialność za gości. Na razie staramy się nie tworzyć czarnych scenariuszy, bo sytuacja jest dynamiczna. Ja akurat organizuję premierę, w której udział będą brały dzieci i nie mówię tylko o trójce moich aktorów, ale też dzieciach, które przyjdą na premierę jako goście. Teoretycznie są mniej narażone na zakażenie, ale trudniej je upilnować. Jednak są poważniejsze problemy.

Jutronauci
CZYTAJ WIĘCEJ

Jakie?

Największym wyzwaniem logistycznym w całej produkcji filmu jest teraz realizacja zdjęć. Zmiany, które trzeba wprowadzić z powodu pandemii są kosztowne, co wpływa na cały proces finansowania produkcji. Mówimy o zupełnie innej organizacji życia na planie, podziale planu zdjęciowego na strefy. Cały pion kostiumów i charakteryzacji to potencjalne miejsce bliskiego kontaktu. Trzeba zadbać o to, by członkowie ekipy nie mieli tam ze sobą styczności. To, że nie można ubierać i malować kilku aktorów w tym samym czasie oznacza z kolei nadgodziny, bo ludzie pracują na planie określoną liczbę godzin. Za to trzeba zapłacić. Do tego catering serwowany w ciasnej przestrzeni. Na planie mamy ponad 80 osób, jak ich wszystkich pomieścić?

W dodatku trzeba będzie wszystkich przebadać i to nie raz. Bo jeśli zdjęcia trwają ponad miesiąc, a ludzie na planie się wymieniają, to trzeba zaplanować, jak każdego z nich testować na koronawirusa regularnie. To też są koszty.

A jeśli na planie dojdzie do zakażenia?

Jeśli dojdzie do zakażenia w czasie zdjęć, to niestety wszyscy powinni przejść kwarantannę dopóki testy nie potwierdzą, że nie zachorowali. Jeśli koronawirusa wyłapiemy przed zdjęciami, to część osób jeszcze można zastąpić. Gorzej, jeśli to jest główna gwiazda, wtedy trzeba zatrzymać zdjęcia, poczekać, aż przejdzie kwarantannę albo zakończy pobyt w szpitalu. I znowu wszystko przesunąć, czyli zapłacić tzw. postojowe, bo ktoś już zarezerwował czas na zdjęcia albo zostały już opłacone obiekty, w których miała przebiegać ich realizacja.

 

Więc jeśli podczas pandemii decydujemy się na pracę na planie i jesteśmy gotowi podjąć ryzyko, to musimy być też gotowi na koszty. I tu powstaje pytanie: skąd wziąć na to wszystko pieniądze? 

I skąd?

Trzeba z czegoś rezygnować. Na przykład z bardziej kosztownych scen, które i tak trudno na razie zrealizować. Wyobraźmy sobie dużą scenę zbiorową: to teraz sytuacja wysokiego ryzyka i dokładnie to, czego staramy się unikać. Możemy ją inaczej napisać, wrócić do scenariusza. I zamiast np. sceny wielkiego koncertu mieć w filmie bardziej kameralną imprezę.

To miejsce na kreatywność. Słyszałam o scenie wręczenia nagrody, którą pokazano nie w czasie wielkiej gali, jak planowano, ale jako transmisję, na ekranie telewizora, przed którym siedział jeden z bohaterów.  

Co ze scenami, które wymagają większej intymności?

To większość scen. W życiu jesteśmy od siebie w odległości bliższej niż dwa metry, trudno mi sobie wyobrazić utrzymywanie jej pomiędzy bohaterami. Tutaj jedynym rozwiązaniem jest testowanie członków ekipy na obecność koronawirusa, a potem koszarowanie ich, ograniczanie ich kontaktu na planie i poza nim.

Na planie pracuje się 12 godzin, to długie dni pracy, które nie zostawiają zbyt wiele czasu na życie prywatne. Możemy jedynie oczekiwać od naszych aktorów, że na okres zdjęć zminimalizują swoje kontakty ze światem wewnętrznym. To ryzyko, ale wydaje mi się, że będzie wpisane w naszą rzeczywistość. Nie tylko na planach filmowych.

Czy to znaczy, że dla starszych aktorów, którzy są w grupie ryzyka, nie będzie tyle pracy?

Nie będzie to pewnie czynnik decydujący, ale na pewno będzie wymagał namysłu. Ci aktorzy wiedzą o ryzyku i też zastanawiają się nad powrotem do pracy. Na pewno trzeba mieć to na uwadze.

Jak to zmieni przemysł filmowy?

Będzie mniej pieniędzy na filmy. Producenci i dystrybutorzy będą szukać praktycznych w dystrybucji projektów, takich o niższych budżetach i większym potencjale komercyjnym. Spodziewam się, że będziemy oglądać filmy skromniejsze, rozpisane pomiędzy kilku bohaterów, w których akcja rozgrywa się w małych przestrzeniach. Pozbawione rozmachu produkcyjnego. Nie wyobrażam sobie teraz realizacji gigantycznego projektu historycznego z tysiącami statystów. Takie będą musiały poczekać na lepsze czasy. 

Spodziewam się też wysypu komedii, bo widzowie będą szukali w kinie ucieczki od rzeczywistości. Musimy się też przygotować na to, że oferta tytułów się zawęzi. Pandemia zastała nas w okresie prosperity dla polskiego kina, oferta dla widza była zróżnicowana - było miejsce na kino artystyczne, komercyjne i historyczne.

A pozytywy?

Wszyscy odczuliśmy kryzys - kiniarze, producenci, dystrybutorzy, reżyserzy, operatorzy. Poczuliśmy, że jedziemy na tym samym wózku. Zaczęliśmy rozmawiać, co możemy zrobić, zjednoczyliśmy się w rozwiązywaniu problemów. Pandemia dała nam przyczynek do tego, by naprawić to, co nie działa w branży. Na wierzch wyszło wszystko, co do tej pory bagatelizowaliśmy. Pandemia dała nam czas, by się nad tym zastanowić. Polski Instytut Sztuki Filmowej organizował grupy robocze, na których kiniarze rozmawiali z producentami, a dystrybutorzy z reżyserami. Wszyscy szukaliśmy wspólnie sposobu na przetrwanie.

Pandemia uderzy też w koprodukcję, przez pewien czas trudniej będzie realizować skomplikowane projekty międzynarodowe, bardziej skupimy się na tych krajowych. Szkoda, bo ta europejska współpraca jest bardzo cenna i stwarza nowe możliwości.

A co z serwisami streamingowymi?

I tak rosły w siłę, a pandemia zapewniła im nowych użytkowników. Zyskali nie tylko giganci, ludzie zauważyli mniejsze platformy VoD, np. oferujące artystyczne kino.

U nas szlaki przetarł horror "W lesie dziś nie zaśnie nikt", który zamiast w kinach swoją premierę miał na Netfliksie.

To dobry przykład, który pokazuje, że nie dla wszystkich produkcji dystrybucja kinowa jest najlepsza jako pierwsza i najważniejsza. I że można zaistnieć w świadomości widzów, mieć udaną promocję nie wchodząc na kinowe ekrany. "W lesie dziś nie zaśnie nikt" to film kierowany do młodych odbiorców, którzy korzystają z VoD. Mimo wszystko jednak nadal dla większości filmów najbardziej korzystna jest dystrybucja kinowa.

Spodziewacie się teraz fali scenariuszy filmowych o tematyce pandemicznej? Na przykład komedii romantycznych o niedobranych współtowarzyszach kwarantanny?

Tak. Chętnie bym sama przeczytała takie scenariusze. Pandemia to coś, co jeszcze niedawno nie mieściło nam się w głowie, ale musieliśmy się z tym zmierzyć. I zdecydowanie wyobrażam sobie komedię romantyczną np. o rozdzielonych zakochanych. Z punktu widzenia producentów pandemia była najlepszym momentem na rozwijanie projektów, więc nie zdziwiłabym się, gdyby takie scenariusze już się pisały.

Agnieszka Dziedzic - producentka filmowa, założycielka Koi Studio. We wrześniu na ekrany wejdzie wyprodukowany przez nią familijny film przygodowy "Tarapaty 2". 

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.